“POLINA” – RECENZJA

polokTaniec to nie dar, taniec to nie talent. Nie rodzisz się z nim. Musisz go wypracować. Okupić wiadrami potu i latami wyrzeczeń. Balet jest bezlitosny.

Nigdy nie umiałem w pełni odkryć piękna baletu. Zawsze, ilekroć widziałem wirujących na scenie tancerzy, przed oczami stawały mi obrazy kilkuletnich dzieci, krzywiących się z bólu w salach ćwiczeń, ze łzami w oczach realizujących wyolbrzymione ambicje rodziców. Nie potrafię docenić lekkości wyskoku ani maestrii arabeski, bo w mojej głowie rozbrzmiewają odgłosy trzaskających stawów i mięśni, napinających się do granic możliwości. Być może właśnie z tego powodu postanowiłem sięgnąć po „Polinę”. By zobaczyć w tańcu coś, czego do tej pory nie widziałem.

Pol03O szczególnym miejscu baletu w rosyjskiej kulturze napisano niezliczone tomy. Bastien Vivès, znany z olśniewającej trylogii „Za Imperium”, jest jednak pierwszym, który postanowił sportretować życie współczesnej primabaleriny w formie komiksowej. Naszą przewodniczką po świecie tańca jest Polina Ulinowa – młoda Rosjanka na progu międzynarodowej kariery. Towarzyszymy jej przez wszystkie lata forsownej nauki aż po wybór własnej drogi, obserwując, jak z małej, przestraszonej dziewczynki zmienia się w pewną siebie i własnych decyzji artystkę.

Pol 01Jednak to nie Polina jest główną bohaterką komiksu. Najważniejszy jest bowiem taniec. W każdej postaci. Klasyczny, towarzyski, nowoczesny, teatralny. Uskrzydlający, wyzwalający, okrutny, morderczy. Taniec nie zezwala na kompromisy. Odbiera życie prywatne i formuje je na swoją modłę. Żąda nieustannej uwagi. Nie odpuszcza ani na chwilę. O tytułowej postaci nie wiemy prawie nic – poznajemy ją jako kilkulatkę, odwiezioną przez matkę na egzaminy wstępne do prestiżowej szkoły profesora Bożyńskiego. Strona po stronie Polina znosi kolejne upokorzenia, ból i fizyczne wyczerpanie, by złożyć swoje życie na ołtarzu tanecznej doskonałości. Vivès nie skupia się na ukazaniu niuansów codziennego życia dorastającej baletnicy – każdy jego element jest bowiem podporządkowany jednemu celowi. Wyjście z kolegami, nastoletnie zauroczenie, partner, seks – wszystko obraca się wokół tańca. Nie ma niczego poza nim. Przestaje liczyć się rodzina, związki, egzystencja. Pozostają tylko kolejne sale ćwiczeń i niekończące się godziny katorżniczej pracy, zwieńczone kilkoma minutami obecności na teatralnej scenie.

Pol04„Polina” to komiks zimny i nieprzyjemny. Nie ma w nim radosnej energii młodej artystki, wesołych wspomnień szkolnych lat. Świat jest nieprzyjazny i wrogi. Taniec nie przynosi uśmiechu i ukojenia, a jedynie cierpienie i rywalizację. Chociaż w scenach choreograficznych Polina zdaje się odrywać od rzeczywistości, pozostaje pod nieustanną obserwacją – despotycznych nauczycieli, małostkowych kolegów, czekających na najmniejszą techniczną nieprawidłowość. Zamiast wyrażających emocje twarzy postaci noszą nieruchome maski, jak składający się wyłącznie z brody i okularów Bożyński czy tytułowa bohaterka, którą na większości kadrów rysownik pozbawił oczu. W świecie tancerzy jest mnóstwo wrogości i skrywanych napięć – o poczynaniach i przyszłości zawodowej młodych adeptów w dużym stopniu decydują środowiskowe wojenki ich profesorów, a podsycane konflikty między wyznawcami tańca klasycznego a zwolennikami nowoczesnego, sztuką „wysoką” i „niską” czy też między scenami teatrów Wschodu i Zachodu determinują działania bohaterów niczym złowrogie, tragiczne fatum.

Pol02Tym większą wartość ma końcowa część opowieści, w której autor pozwala Polinie podążać własną ścieżką. Wyzwolona bohaterka gubi się, myli drogę i trafia w ślepe zaułki, ale ostatecznie odnajduje upragnioną (chociaż stłamszoną przez lata musztry) artystyczną wolność. Dzięki niej dorosła już tancerka będzie mogła spojrzeć z dystansem na swoje dotychczasowe życie i dokonać osobistego rachunku zysków i strat. To mały rozbłysk szczęścia i zdobycie cennej świadomości. Że było warto. Scena spotkania z byłym nauczycielem chwyta za serce i pozwala dostrzec światełko nadziei w nieprzychylnej rzeczywistości.

„Polinę” trudno jednoznacznie ocenić. Nie można jej jednak odmówić wspaniałej warstwy graficznej. Z pozoru niedbała, pośpieszna kreska Vivèsa wspaniale oddaje klimat każdego kadru. Zaledwie kilka pociągnięć pędzla, tworzących minimalistyczny obraz łączy w sobie napięcie i ból miesięcy treningu z gracją i lekkością unoszącej się w powietrzu baletnicy. Piękno, które rani.

Pol05

Dziękujemy wydawnictwu Timof i cisi wspólnicy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Rafał Kołsut

 

Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy
Tytuł oryginalny: „Polina”
Wydawca oryginalny: Casterman
Rok wydania oryginału: 2011
Liczba stron: 200
Format: 190×270 mm
Oprawa: twarda
Papier: offsetowy
Druk: kolor
Wydanie: I
Cena z okładki: 79 zł

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *