Recenzja: Black Science, tom 1: Zasada nieskończonego spadania

black science

Ukazanie się w Polsce serii „Black Science” można uznać za dobitny przykład tego, jak dobrze dzieje się obecnie na komiksowym rynku w naszym kraju. Oto mamy dość mało znaną serię jeszcze mniej znanego u nas scenarzysty, bowiem Ricka Remendera śmiało można do takowych zaliczyć. Taurus Media zdecydował się na dość ryzykowny manewr. Czy słusznie?

Jaki jest pierwszy tom serii o dość naukowym tytule: „Zasada nieskończonego spadania”? To typowy przedstawiciel gatunku science-fiction (z naciskiem na fiction). Głównym bohaterem jest naukowiec o dość anarchistycznych zapędach, Grant McKay, który zbudował urządzenie zwane Latarnią, pozwalające mu podróżować między wymiarami. To otworzyło drogę do podróży do wprost niezliczonej liczby światów. Oczywiście jednak coś poszło nie tak. Grant i jego grupa (w tym dwoje jego dzieci) zostają uwięzieni w tym bezmiarze, zmuszeni do skakania między światami na oślep w nadziei, że kolejny skok zabierze ich do domu.

bs2

Po przeczytaniu pierwszego tomu niestety nie darzę Granta wielką sympatią. Ma swoje pozytywne cechy: jest naukowym anarchistą, nie toleruje „ślepego posłuszeństwa, dorobkiewiczostwa, układów i ego”, przestrzega w tym względzie tylko jednej zasady: „pieprzyć władzę i autorytety”. Jednak pogoń za panowaniem nad prawami Metawszechświata sprawia, że zapomina o swej rodzinie – żonie i dwójce dzieci. Dość powiedzieć, że przysięgę małżeńską traktuje… luźno. Tyle o nim – jak wygląda scenariusz? Jak na dobre science-fiction (z naciskiem na fiction) przystało, akcja jest wartka. Z początku wręcz chaotyczna. Cały czas coś się dzieje: skoki między wymiarami, wielkie bitwy, tarcia wewnątrz grupy – nie ma chwili na wytchnienie. Końcówka jest wręcz porywająca i ze świetnym twistem. Remender nie daje nam czasu na zapoznanie się z konkretnym światem. Nie daje go też sobie, by przedstawić dane miejsce w sposób wiarygodny. Wszystkie planety bowiem, choć żyją na nich dziwne stwory, jednak za bardzo przypominają naszą. Hotele, prysznice, poduszki… czy czegoś takiego spodziewałbym się w świecie zamieszkałym przez istoty, które są bardzo mało ludzkie? Na co poduszka czemuś, co przypomina ośmiornicę? Takie szczegóły wydają się nieistotne, jednak przyciągają uwagę i kogoś, kto lubi myśleć nad tym, co czyta, będą irytowały.

bs1

Przejdźmy do oprawy graficznej. Matteo Scalera pochodzi z Włoch. W jego kresce widać zatem europejskie inspiracje. Rysuje pięknie. Szczegółowo i z rozmachem. Fantastycznie oddaje dynamikę ruchu i emocje. Do tego świetnych jest kilka paneli „widokowych”. Dopełnienie wspaniałych szkiców to fenomenalna wręcz praca kolorysty, Deana White’a. „Black Science” jest jednym z najlepiej pokolorowanych komiksów, jakie miałem ostatnio okazję przeczytać. Naprawdę wyśmienicie się na to wszystko patrzy, co podnosi ocenę.

Jak wspomniałem wcześniej, „Zasada nieskończonego spadania” to komiks środka. Rozrywka bez zbędnego rozmyślania nad tłem wydarzeń. W kontekście tematyki, która jest bardzo ciekawa – naukowego anarchizmu – boję się jednak, że to trochę za mało. Chyba oczekiwałbym więcej science, mniej fiction. Może kolejne tomy takie będą, bo z pewnością po nie sięgnę.

Dziękuję wydawnictwu Taurus Media za udostępnienie komiksu do recenzji.

Dawid Kukła

Tytuł oryginału: „Black Science”, vol. 1: „How to Fall Forever”
Scenariusz: Chris Remender
Rysunki: Matteo Scalera
Kolory: Dean White
Tłumaczenie: Krzysztof Janicz
Wydawca: Taurus Media
Data wydania: styczeń 2015
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania oryginału: 2014
Objętość: 176 stron
Format: 17 x 26 cm
Oprawa: S.C.
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
Cena: 67 zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *