Recenzja: Przebudzenie

przebudzenie 1

Przyznam szczerze, że komiksowa twórczość Scotta Snydera stanowi dla mnie fascynujące zjawisko. Czytelnicy wykupują na pniu komiksy z jego nazwiskiem, publicyści chwalą, fachowcy nagradzają (Snyder w swojej krótkiej karierze scenarzysty komiksowego otrzymał już dwie nagrody Eisnera); decydenci z wydawnictwa DC Comics mają do niego słabość do tego stopnia, że pozwalają mu robić z Batmanem rzeczy, o których inni pisarze nie mają prawa nawet pomyśleć. A ja ciągle nie wiem dlaczego.

„Przebudzenie” to najnowsze dzieło Snydera. Dziesięcioczęściowa opowieść składa się właściwie z dwóch miniserii. Bohaterką pierwszej jest Lee Archer, wybitna biolożka specjalizująca się w tematyce morskiej. Przed laty podpadła instytucjom państwowym za prowadzenie akcji na rzecz ochrony morskich zwierząt, teraz jednak decyduje się dołączyć do zespołu specjalistów, który na zlecenie tajnej państwowej agencji ma zbadać genezę niezwykłego dźwięku zarejestrowanego na dnie oceanu. Archer wraz z kolegami dokonuje odkrycia, które podważy całą dotychczasową wizję historii naszej planety i zapoczątkuje łańcuch wydarzeń na trwałe zmieniających przyszłość Ziemi.

Druga miniseria rozgrywa się dwieście lat później i przedstawia skutki wcześniejszych wydarzeń. W efekcie topnienia lodowców duże obszary dotychczasowych lądów zostają zalane wodą, wiele miast znika z powierzchni ziemi lub zmienia się w miasta wodne. Ludzkość przeżywa kryzys, zaś świat staje się niebezpiecznym miejscem. Tym razem śledzimy poczynania samotnej wojowniczki Leeward, która pewnego dnia odbiera tajemniczą transmisję radiową mogącą odmienić niekorzystny stan planety.

przebudzenie 2

Jeśli dobrze liczę, „Przebudzenie” jest już ósmym albumem ze scenariuszem Snydera wydanym w Polsce. I właściwie można o nim powiedzieć dokładnie to samo, co o wszystkich poprzednich: jest ciekawy pomysł wyjściowy; są świetnie przygotowane i zaaranżowane sceny; wreszcie finałowe rewelacje wyjaśniające cały koncept – choć z punktu widzenia logiki nie do końca trzymają się kupy – są całkiem oryginalne i niebanalne.

Niestety równolegle z tymi niewątpliwymi atutami znajdziemy tu mnóstwo typowych dla Snydera wad. Pierwsza i najważniejsza to szwankująca dramaturgia. Jak na opowieść odsłaniającą największą tajemnicę w historii Ziemi, jest zwyczajnie nudno. Jeszcze w pierwszej połowie dostajemy trochę emocji, chociaż głównie wynikają one z wykorzystania konwencji klasycznego thrillera o grupie osób uwięzionych na małej przestrzeni i walczących rozpaczliwie o swoje życie – motyw, który dość trudno zepsuć. W drugiej części historia rozłazi się już kompletnie: właściwie zamiast czytać ciąg fabularny, skaczemy z Leeward od jednej dziwacznej sytuacji do drugiej bez ładu, składu ani sensownego prawdopodobieństwa. Być może Snyder w drugiej miniserii miał jedynie pomysł na zakończenie i żeby do niego dotrwać, nawrzucał, co mu palce na klawiaturę przyniosły. Z drugiej strony niewykluczone, że chciał za dużo zmieścić na przestrzeni tych pięciu zeszytów i zwyczajnie nie wystarczyło mu miejsca, żeby wszystko odpowiednio przygotować i zaprezentować.

Drugą dolegliwością, na którą cierpi „Przebudzenie”, jest wtórność. Pal licho niezbyt oryginalną ekspozycję (kłania się choćby „Kula” Barry’ego Levinsona); podczas lektury pierwszej miniserii ciągle kołatała mi się po głowie myśl, że „w oceanie nikt nie usłyszy twojego krzyku”, a już wyłaniający się z oceanu obiekt w finale komiksu to perfidna zżyna z „Otchłani” Jamesa Camerona. Co gorsza, również galeria postaci to same klisze: zbuntowana pani naukowiec, twardogłowy agent tajnych służb, samotna wojowniczka, szalony kapitan piratów, wojskowy twardziel czy groteskowa władczyni świata przyszłości – jeśli macie chwilę, możecie w ramach intelektualnego ćwiczenia wyszukać po pięć komiksów/powieści/filmów, w których znajdziemy identyczne postacie. Zapewniam, że nie będzie to trudne zadanie.

przebudzenie 3

Jest jeszcze trzeci problem: komiks jest bardzo nierówny. Jak wspomniałem wcześniej, są w nim sceny udane, robiące wrażenie, ale obok nich znajdziemy wiele naciąganych i nieprzekonujących, niektóre wręcz obrażają inteligencję czytelnika (spojler: choćby gwałtowna przemiana Generała na końcu – bzdura do kwadratu).

Pochwalić za to trzeba Seana Murphy’ego, autora rysunków. Jego staranna, cienka, pełna detali kreska dobrze pasuje do prezentowanej opowieści, a już wszelkie maszyny, pojazdy, statki prezentują się wręcz wyśmienicie. W albumie jest kilka przydługich monologów, Murphy świetnie wykorzystuje je do zaprezentowania całostronicowych kadrów będących kolażami różnych elementów graficznych, wypada to całkiem ciekawie. „Przebudzenie” jest moim pierwszym kontaktem z tym rysownikiem i już wiem, że warto zwrócić na niego baczniejszą uwagę. Zresztą będzie ku temu wkrótce okazja, bo zdaje się, że już w najbliższym tomie „Amerykańskiego wampira” zobaczymy miniserię „Survival of the Fittest” tandemu Snyder/Murphy.

Niestety tym razem zganić muszę polskiego wydawcę komiksu. Fajnie, że miniseria ukazuje się po polsku już w trzy miesiące po amerykańskiej premierze wydania zbiorczego. Cieszy też, że Mucha nie zdecydowała się rozbijać komiksu na dwa tomy, dzięki czemu dostajemy do rąk sympatyczną cegłę w twardej oprawie. Jednak w moim egzemplarzu na tylnej okładce odchodzi przy zgięciu folia i – jak można przeczytać na forach internetowych – nie jest to przypadek. Zastrzeżenia budzi też zawartość tomu, np. nie zadbano o odpowiednią ekspozycję oryginalnych okładek. Te z pierwszej miniserii ustawione w kolejności tworzą jeden obraz, niestety z polskiego wydania się tego nie dowiemy… Kwestię słabej okładki tomu (z poszczególnych zeszytów są znacznie lepsze) pomijam, zapewne nie zależała od Muchy.

„Przebudzenie” otrzymało w zeszłym roku nagrodę Eisnera, czyli komiksowego odpowiednika Oscara. Za co – nie mam zielonego pojęcia. Paradoksalnie chyba właśnie ta nagroda wyrządziła miniserii krzywdę, bo w sposób nieadekwatny napompowała oczekiwania. To nie jest zły komiks, może się spodobać wielbicielom postapokalipsy, klimatów grozy, dłuższych fabuł, gdzie stopniowo poznajemy mroczne tajemnice. Jest po prostu przereklamowany. A ja nadal nie wiem, na czym polega fenomen popularności Snydera…

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

Michał Siromski

Przebudzenie
Tytuł oryginału: „The Wake”
Scenariusz: Scott Snyder
Rysunki: Sean Murphy
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Mucha Comics
Wydawca oryginalny: Vertigo (DC Comics)
Data wydania: 2015
Data wydania oryginału: 2014
Liczba stron: 224
Format: 170 x 260 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, Internet
Cena: 79,00 zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *