Recenzja: “Hideout”

hideout oklJeszcze długo po zakończeniu II wojny światowej na wysepkach Oceanu Spokojnego znajdowano ukryte japońskie oddziały i pojedynczych żołnierzy zapomnianych przez naczelne dowództwo. Wielu było na tyle silnie zindoktrynowanych, że nie wierzyło ulotkom informującym o zakończeniu wojny zrzucanym z samolotów i dalej pozostawało w ukryciu, wietrząc podstęp wojsk amerykańskich. Zdarzały się przypadki odnalezienia takich żołnierzy dopiero po kilkunastu latach od zakończenia wojny (np. Shoichi Yokoi, Hiro Onoda). Jednego z takich maruderów spotykają bohaterowie „Hideout”.

Seiichi jest pisarzem. Nie jest szczególnie uznanym twórcą, to raczej rzemieślnik piszący popularne powieści w odcinkach. Jego żona, Miki, zajmuje się głównie wydawaniem jego pieniędzy na drogie ubrania i kosmetyki. To normalna sytuacja w Japonii będącej ostoją tradycyjnego modelu rodziny, gdzie mężczyzna utrzymuje cały dom. Wkrótce pojawia się dziecko. Do pęknięć w idyllicznym życiu dochodzi, gdy Seiichi napotyka na trudności ze zdobyciem kolejnych zleceń i rodzina popada w coraz większe tarapaty finansowe. Pisarz nie przyznaje się do tego żonie, której rozrzutny tryb życia pogrąża ich coraz bardziej. Gdy sytuacja się poprawia i wszystko zdaje się wracać na właściwe tory, ginie ich synek, Jun. Miki i jej rodzina winią Seiichiego za niedopilnowanie i spowodowanie śmierci dziecka. To doprowadza pisarza do depresji, co z kolei wywołuje dalsze pogłębienie kryzysu finansowego.

Seiichi, doprowadzony do ostateczności, próbuje ratować związek. Zabiera żonę na tropikalną wyspę i chce zacząć wszystko od nowa. Tam też dzieje się większość akcji mangi. Jest to dziennik spisany przez głównego bohatera, poprzecinany retrospekcjami wydarzeń, które odpowiadają za jego obecny stan psychiczny i doprowadziły do wyjazdu. Większość scen na wyspie jest utrzymana w ciemnej tonacji. Mają miejsce w nocy, w deszczu, w jaskini. Kakizaki zalewa niektóre strony tuszem niemal w całości. Z kolei retrospekcje są jasne i czyste. Większość akcji toczy się za dnia. Cieniowanie jest znikome. Kontrast jest na tyle silny, że patrząc na brzeg tomu, z góry widać dokładnie jasne przerwy w miejscach wspomnień bohatera. To dość ciekawy zabieg. Całkowicie uzasadniony, biorąc pod uwagę klimat poszczególnych fragmentów opowieści.

Innym powodem zastosowania takiej palety barw jest stan psychiczny bohatera w danej sytuacji. Dopóki istnieje szansa na jego powrót do normalnego życia, świat maluje się w jasnych barwach. Gdy znajdzie się w punkcie bez powrotu, pozostaje już tylko ciemność. Jedynym wyjątkiem od tego schematu jest początkowa scena na plaży. Oprócz wewnętrznych demonów Seiichi walczy również z żołnierzem armii cesarskiej ukrywającym się w jaskini na wyspie od czasów wojny.

hideout kolorWbrew pozorom oba wątki nie pozostają odrębne. Od przełomu XIX i XX wieku społeczeństwo japońskie było silnie indoktrynowane. Promowano tradycyjne role mężczyzn i kobiet oraz określony model rodziny. Powinnością każdego Japończyka i Japonki było służenie narodowi. W przypadku mężczyzn jednym z większych zaszczytów była służba w armii. Dla rekrutów była ona niekończącym się pasmem przemocy i upokorzeń. Ofiarą tej ideologii jest potworny żołnierz, który ukrywa się na wyspie.

Innym efektem promowania ideologii bushido, wykrzywionej przez skrajnie nacjonalistyczny program rządzących, było nieakceptowanie porażek i błędów. Lepszym wyjściem niż klęska była honorowa śmierć. Stąd w trakcie wojny normą były samobójcze szarże banzai na umocnienia przeciwnika w obliczu nieuchronnej porażki. Gdy wojska japońskie wycofały się z wyspy Attu (Kuryle), wystosowano specjalne ogłoszenie usprawiedliwiające to postępowanie i podkreślające, że był to wyjątkowy przypadek. Dodatkowo propaganda rządowa do końca wojny utrzymywała, że wszystko idzie dobrze. Klęska była zaskoczeniem dla części społeczeństwa wciąż przekonanej o potędze armii cesarskiej.

Ślady dawnego światopoglądu są widoczne do dzisiaj. Przykładem może być zjawisko karoshi (śmierć z przepracowania), o którym było szczególnie głośno w latach osiemdziesiątych XX wieku. Seiichi także pada ofiarą ideologii. Nie chcąc stracić twarzy, w obliczu porażki (brak nowych zleceń), zamiast przyznać się żonie, zataja ten fakt, kłamie o otrzymaniu kolejnych zadań, a potem zapożycza się, by tylko podtrzymać iluzję. Tak jak w czasie wojny stwarzanie pozorów i wizerunek okazały się ważniejsze niż faktyczna sytuacja. Śmierć dziecka, której już ukryć się nie da, otoczenie bohatera uważa za jego porażkę. Przestaje być postrzegany jako dobry obywatel i mężczyzna. Żona i jej rodzina pomiatają nim i upokarzają go. Czynnikiem przeważającym szalę i doprowadzającym bohatera na skraj szaleństwa jest rozmowa z żoną, ostatecznie rozbijająca złudzenie normalności i stabilności, w którym żył do tej pory. Interesujące jest też, że gdy bohater buduje w końcu swoją „nową rodzinę”, ratując obcą kobietę z rąk potwora, pozostawia ją w łańcuchach. To wiele mówi o jego wizji idealnej tradycyjnej rodziny.

hideout cz-bKomentarz społeczny, dostępny tym, którzy wiedzą trochę więcej o kulturze i historii Japonii, jest przykryty płaszczykiem prostego thrillera. Dwójka bohaterów spotyka potwornego żołnierza i zaczyna się walka o przetrwanie. Niby nic, czego nie widzielibyśmy już wiele razy. Autor wprowadza jednak ciekawe niuanse i zwroty akcji, co powoduje, że czytelnikom niedysponującym bogatą wiedzą o problemach trapiących japońskie społeczeństwo „Hideout” też powinien przypaść do gustu. Zwłaszcza że został bardzo sprawnie narysowany. Wrażenie robią szczególnie sceny w mrocznej jaskini.

deeeeszczPolskiemu wydaniu nie można wiele zarzucić. Powiększony format i gustowna matowa obwoluta usprawiedliwiają odrobinę wyższą niż standardowa cenę. Tłumaczenie stoi na dobrym poziomie. Jedyne, co zgrzyta, to dobór części polskich wyrazów dźwiękonaśladowczych. Czasami po prostu nie naśladują danego dźwięku. Przykładowo „deeeeeeeeeeeeszcz”, szumiący jedynie w końcówce, albo „wlok”, który raczej nie jest odgłosem szurania. Japoński pod względem onomatopej jest dużo bogatszy niż polski, więc tłumacz musi włożyć dużo wysiłku w opracowanie właściwych polskich odpowiedników. To nie zawsze wychodzi. Neologizmy tworzone od polskich czasowników, takie jak „pisu pisu” („odgłos” pisania), pasują bardziej do humorystycznych utworów, ale do krwawego thrillera już nie. Mam nadzieję, że w kolejnych pozycjach to się poprawi. Tak jak udało się poprawić fonty stosowane przy edycji onomatopej na takie odpowiadające otaczającej je szacie graficznej.

Najwidoczniej twórczość Masamiego Kakizakiego spodobała się także innym polskim czytelnikom, bo na jesień 2015 roku zapowiedziano pięciotomowy tytuł jego autorstwa pt. „Green Blood”. Czekam z niecierpliwością na możliwość sprawdzenia, jak autor radzi sobie z dłuższymi opowieściami.

Dziękujemy wydawnictwu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Konrad Dębowski

„Hideout”
Tytuł oryginału: „Hideout by Masasumi Kakizaki”
Scenariusz: Masasumi Kakizaki
Rysunki: Masasumi Kakizaki
Tłumaczenie: Paweł „Rep” Dybała, Laboratorium językowe KOTOKEN
Wydawca: Shin Yasuda, Publishing House „J.P.Fantastica”
Data wydania polskiego: 2014
Wydawca oryginału: SHOGAKUKAN
Data wydania oryginału: 2010
Objętość: 224 strony
Format: A5 (14,5 cm x 20,5 cm)
Oprawa: miękka z obwolutą
Papier: offsetowy
Druk: czarno-biały (8 stron kolorowych)
Cena: 25,20 zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *