Recenzja – “R.I.P. − Best of 1985-2004”

199

Jeśli uwielbiacie mroczne klimaty, przyprawioną czarnym humorem makabrę oraz opowieści z twistem, a jednocześnie nie jesteście jeszcze fanami Thomasa Otta, Kultura Gniewu przygotowała coś specjalnie dla was. „R.I.P.” to doskonały album, by rozpocząć przygodę z niezwykłym szwajcarskim artystą.

Jeśli dobrze liczę, „R.I.P” to już piąty album Thomasa Otta wydany przez Kulturę Gniewu. Szczerze mówiąc, absolutnie się nie dziwię ani nie martwię – należę do tych czytelników, którzy T.O.T.T.-a pokochali od pierwszego wejrzenia.

Album to kolekcja dziewiętnastu komiksowych nowelek Otta zrealizowanych na przestrzeni 20 lat i stanowi doskonały przegląd jego dokonań. W zasadzie już sam tytuł zbioru zawiera w sobie trzy kluczowe wyznaczniki twórczości szwajcarskiego rysownika – zamiłowanie do makabry, czarny humor i ciągłe granie na oczekiwaniach czytelnika.

Fascynacja grozą jest oczywista: Ott nie tylko z lubością prezentuje mroczne strony ludzkiej natury, zbrodnie czy zło w najczystszej postaci. Sięga też całymi garściami do tematyki i ikonografii (nie)sławnych serii grozy EC Comics z lat 50. ubiegłego wieku, a nawet do klasyki literatury grozy: nowelka graficzna „Clean up!” to jakby uwspółcześniona wersja opowiadania Edgara Allana Poe „Bies przewrotności” − w obu przypadkach główny bohater tak obsesyjnie stara się uniknąć odpowiedzialności za swą zbrodnię, że paradoksalnie właśnie owa obsesja doprowadza go do zguby.

199_04

Twórczość Otta to oczywiście rodzaj hołdu, pastiszu czy modernistycznej gry z klasycznym horrorem, ale jest w tym chyba coś jeszcze. Wydaje mi się, że Ott klisze fabularne i wizualne związane z gatunkiem grozy traktuje jako pewne uniwersalne elementy, z których niczym z klocków może budować swoje własne opowieści. Ponieważ są czytelnikowi doskonale znane, automatycznie dodają do komiksu wiele treści.

Groza Otta ma wiele wspólnego z surrealizmem, i to tym polskim. Tak jak obrazy Beksińskiego, Starowieyskiego czy Stasysa, komiksy szwajcarskiego artysty uwypuklają cały absurd ludzkiego życia, groteskowość i bezsensowność śmierci. Warto zwrócić uwagę, jak często bohaterowie Otta giną w zupełnie przypadkowy, absurdalny czy idiotyczny sposób, wydają się automatami wiodącymi bezduszne, jakby zaprogramowane przez kogoś innego życie. Swego rodzaju podsumowaniem tej wizji jest jednoplanszówka „Dawn of the Dead”, pokazująca żywe trupy wstające z grobów, idące do fabryki i… zasiadające przy taśmie produkcyjnej. Można by ten komiks potraktować jako manifest ideologiczny czy nawet polityczny autora. Jestem jednak pewien, że polityka Otta zupełnie nie interesuje, fascynuje go jedynie sama metafora i cały jej śmieszno-straszny potencjał.

Surrealizm budowany jest także przez specyficzny humor rysownika. Oczywiście to humor czarny jak smoła, ale jest go sporo i powoduje, że przynajmniej część z tych opowieści wydaje się ujęta w ironiczny nawias, neutralizujący nieco makabryczną wymowę.

No i trzeci istotny element albumu, czyli zabawa w kotka i myszkę z czytelnikiem i zwodzenie jego oczekiwań. Już pierwsza historia albumu („The Hero”) jest doskonałym przykładem – główny bohater ćwiczy swoje ciało, aby zostać obrońcą ofiar ulicznych napaści, ale jego misja kończy się błyskawiczną porażką, zaś komiks urywa się nagle w momencie, w którym spodziewamy się, że się dopiero zacznie. Czasem wręcz ta zabawa z oczekiwaniami czytelnika napędza całą dramaturgię komiksu. Tak jest choćby w „Wrinkled Tragedy”, gdzie bohaterką jest kobieta decydująca się na upiększającą operację plastyczną. Od tej pory jej życie diametralnie zmienia się na lepsze, ale my z narastającym napięciem czekamy na zapowiedzianą w tytule tragedię. I rzeczywiście, ona nadchodzi, ale w najmniej oczekiwanym momencie i najmniej spodziewanej formie…

Niewykluczone, że formą zabawy z czytelnikami są też umieszczone na końcu albumu inspiracje – zapisane maczkiem dwie strony nazwisk wszelkiej proweniencji artystów i postaci. Bo nie wiem, czy należy traktować poważnie listę, w której obok Rolanda Topora i Arta Spiegelmana widnieje René Goscinny czy Sempé, obok Davida Lyncha i Romana Polańskiego – John Wayne, obok The Ramones i Sex Pistols – Frank Sinatra, zaś obok Freddy’ego Kruegera – Kaczor Donald i Pipi Langstrumpf…

Pisząc o komiksach Thomasa Otta, nie sposób oczywiście pominąć warstwy wizualnej. Technika scratchboardu nie tylko owocuje unikalnym, rozpoznawalnym już na pierwszy rzut oka stylem graficznym, lecz także wpływa istotnie na atmosferę i wizję świata przedstawionego. Wydrapywanie nożem kształtów na pomalowanym czarną farbą kartonie powoduje, że cała ujęta w kadrze przestrzeń jakby wyłaniała się z ciemności, zaś postacie i obiekty dosłownie oblepione są mrokiem.

199_02

Co więcej, mam wrażenie, że pracochłonna zapewne i wymagająca dużo czasu technika spowodowała, że Ott do perfekcji doprowadził umiejętność syntetycznej prezentacji fabuły. Niektóre nowelki narysowane są tak, jakby były dla autora formą warsztatowej zabawy w rodzaju „czy dam radę opowiedzieć tę historię w dziesięciu kadrach?”. Tak się złożyło, że czytając „R.I.P”, równolegle odświeżałem sobie lekturę innej wybitnej pozycji Kultury Gniewu, mianowicie „Zrozumieć komiks” Scotta McClouda. I uderzyło mnie to, do jakiego stopnia prezentowane w teorii przez McClouda zabiegi formalne pokrywają się z praktyką w wykonaniu szwajcarskiego rysownika. Nie wiem, czy ktokolwiek w pełniejszy sposób realizuje w praktyce wymyśloną przez Willa Eisnera (ale spopularyzowaną przez McClouda) koncepcję komiksu jako sztuki niewidzialnego, w której paradoksalnie ważniejsze od tego, co zostało przez rysownika umieszczone na komiksowej planszy, jest to, co zostało przez niego pominięte. Ott jest w tym absolutnym mistrzem: przestrzenie między kadrami w poszczególnych opowieściach są tak duże, że dosłownie zmuszają czytelnika do wypełnienia ich własną wyobraźnią, a jednocześnie nie na tyle duże, by historia utraciła swą przejrzystość.

Ciekawostką tomu jest posłowie prezentujące Thomasa Otta od strony jego działalności muzycznej. Tekst będzie smaczkiem szczególnie dla fanów ciężkich brzmień, gdyż jego autorem jest Martin Eric Ain, basista legendarnej szwajcarskiej formacji metalowej Celtic Frost.
Album „R.I.P. − Best of 1985-2004” w osiemdziesięciu procentach pokrywa się z zawartością „Exit”, wydanego również przez Kulturę Gniewu w 2006 r., i to w zasadzie jedyna jego wada. Posiadacze „Exit” chyba mogą sobie odpuścić tę kolekcję, natomiast dla wszystkich innych fanów T.O.T.T.-a, miłośników mrocznych klimatów lub po prostu znakomitego, zaskakującego komiksu – to lektura obowiązkowa.

Dziękujemy wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

Michał Siromski

„R.I.P. − Best of 1985-2004”
Tytuł oryginału: „R.I.P. − Best of 1985-2004”
Scenariusz: Thomas Ott
Rysunki: Thomas Ott
Wydawca: Kultura Gniewu
Wydawca oryginalny: L’Association
Data wydania: 2015
Data wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 192
Format: 165 x 235 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: czarno-biały
Dystrybucja: księgarnie, Internet
Cena: 49,90 zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *