Kong the King – Recenzja

978-83-63963-45-3

Raz na jakiś czas w ręce wpada nam komiks, którego nie chce się odkładać na półkę po skończonej lekturze. Komiks tak inspirujący i hipnotyzujący, że przewracając ostatnią kartkę, można odczuć autentyczny smutek z powodu opuszczenia fantastycznego świata, do którego zaprosił nas autor. Dzieła takie zdarzają się bardzo rzadko, lecz siła ich oddziaływania zostaje w czytelniku na długo. To małe arcydzieła, a jednym z nich jest komiks Osvaldo Mediny „Kong the King”.

Z pewnością słyszeliście już tę historię. Grupa filmowców udaje się na odległą, tajemniczą wyspę w celu odnalezienia dzikich i nieodkrytych jeszcze plenerów dla realizowanego filmu. Wśród ekipy znajduje się młoda i piękna kobieta. Filmowcy lądują wreszcie na dalekim odludziu, gdzie szybko okazuje się, że rajska wyspa zamieszkana jest jednak przez mało gościnnych tubylców. Wśród nich najbardziej niesamowity i niebezpieczny jest on – Kong. Cudowna istota przechodzi szybki kurs socjalizacji – odkrywa w sobie miłość do zjawiskowej dziewczyny, udaje się do wielkiego miasta, robi karierę w show-biznesie i zostaje przezeń bezpardonowo przeżuta i porzucona. Osamotniony i przerażony Kong tęskni za swym naturalnym środowiskiem, a mieszkańcy metropolii stopniowo zaczynają bać się swojego wcześniejszego idola.

KongTheKing.indd

Powyższa historia to rzecz jasna pobieżny opis oryginalnego i przełomowego „King Konga” Meriana C. Coopera i Ernesta B. Schoedsacka – filmu z 1933 roku, który wprowadził do światowej popkultury kultową już dziś postać wielkiej małpy, w widowiskowym finale wspinającej się na nowojorski Empire State Building. Obraz Coopera i Schoedsacka słusznie posiada status absolutnego klasyka, wyznaczającego przełomowe jak na swój czas standardy fabularne i technologiczne w kinie. Komiks Mediny, w sposób oczywisty korzystając ze szkieletu opowieści o Kongu, udowadnia jednak, że w fabule tej kryją się o wiele bardziej uniwersalne treści niż tylko wprowadzenie do filmowego kanonu kolejnego ekranowego potwora.

Opowieść o King Kongu – i jego odpowiedniku w komiksie Mediny, którym jest olbrzymich rozmiarów człowiek – to typowa historia o szczęśliwym dzikusie, dla którego przekleństwem staje się wyprawa do wielkomiejskiej cywilizacji. Kong w obu wcieleniach nie może odnaleźć się w niejasnych interesach, rozrywkowych przedstawieniach i specyficznie pojmowanych uczuciach, które reprezentuje tzw. wielki świat show-biznesu. Jednymi z najbardziej przejmujących fragmentów komiksu Mediny są sceny ukazujące tytułowego bohatera zmuszonego do odgrywania roli celebryty, który jednak najszczęśliwszy czuje się dopiero po zrzuceniu fraka i rozwiązaniu muszki. Ogromny i dobroduszny Kong nie dostrzega również, że wokół niego natychmiast gromadzą się ludzkie sępy chcące zbić na dziwolągu własny kapitał, jak sprzedający giganta z rąk do rąk przekupny agent czy celowo prowokująca seksualne skandale filmowa gwiazdka. Jedyną przyjaciółką intruza zdaje się pozostawać młoda aktorka, którą Kong uratował wcześniej przed gigantycznym wężem na odległej wyspie. Tylko ta osoba rozumie zagubienie Konga, a jej przyjaźń z nim pozbawiona jest jakiejkolwiek nutki interesowności. W pewnym momencie historie Konga z filmu i komiksu rozmijają się – ogromna małpa w 1933 roku, wspinając się na nowojorski wieżowiec, ostatecznie musiała zginąć zestrzelona przez atakujące myśliwce, tymczasem bohater Mediny nie tylko odnajduje przyjaciela w osobie pilota przelatującego aeroplanu, lecz także ostatecznie powraca dzięki niemu do domu.

KongTheKing.indd

Pod kątem fabuły „Kong the King” to wzruszająca i przejmująca opowieść o prawdziwym szczęściu, którego szukać należy w naszych własnych „dzikich wyspach”, codziennych przyjemnościach i wewnętrznych odczuciach. Wizualnie z kolei komiks Mediny to artystyczne arcydzieło. Wcześniejszy dorobek autora, w znacznej mierze związany z realizowaniem przez niego storyboardów filmowych, widać tu na każdym kroku, co akurat znakomicie się komponuje i dodatkowo podbudowuje na wskroś filmowy przecież charakter komiksu. Z jednej strony mamy zatem precyzyjnie rozpisane, z niemal „filmową” precyzją, kolejne sekwencje i sceny po mistrzowsku budujące nastrój opowieści. Warto tu również podkreślić, że album pozbawiony jest jakichkolwiek dialogów lub komentarzy, a zatem to całkowicie po stronie ilustracji leży konieczność wyrażania kolejnych emocji i przedstawiania wydarzeń. Z drugiej strony, wyśmienite rysunki autora prezentujące kolejne postacie – przywodzące na myśl skrzyżowanie stylów Darwyna Cooke’a i Roba Guillory’ego – utrzymane są w stylu kreskówkowym, po raz kolejny odsyłając czytelnika do filmu jako ważnego punktu inspiracji.

KongTheKing.indd

W zasadzie komiks „Kong the King” należałoby podsumować jednym zdaniem: jeśli mielibyście wydać w roku 2015 pieniądze na jeden jedyny wybrany album, to z pewnością musiałoby to być dzieło Mediny. Nie mogąc odnaleźć kolejnych komplementów, wracam na komiksową Wyspę Czaszki, aby ponownie przeżyć tę piękną historię.

Tomasz Żaglewski

Tytuł: „Kong the King”

Scenariusz: Osvaldo Medina

Rysunki: Osvaldo Medina

Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy

Data publikacji: październik 2015

Liczba stron: 144

Oprawa: miękka

Druk: dwa kolory

Cena: 49 zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *