„Bękarty z Południa 1” – recenzja

Bękarty z Południa 1: Był to facet, co się zowie”

01

Wygląda na to, że na naszym rynku nadchodzi rok Jasona Aarona. Lada moment w ręce polskich czytelników trafi rewelacyjna seria „Skalp”, już natomiast mamy sympatyczną serię „Wolverine i X-Men” z Marvel Now i przebojowe nowe „Gwiezdne Wojny”. Mucha Comics nie po raz pierwszy postanowiła sprytnie wykorzystać sytuację i wstrzeliła się z kolejnym głośnym projektem Aarona – „Bękartami z Południa”.

Karierę Aarona śledzę bardziej wnikliwie od momentu, gdy wpadła mi w oko znakomita seria „PunisherMAX”. Od tego czasu właściwie wszystko, czego się dotknie w Marvelu, zamienia w złoto: dobrze oceniane runy w „Wolverine”, „Wolverine and the X-Men”, „Ghost Riderze”, „The Incredible Hulk”, crossover „Original Sin” czy głośna seria „Thor: God of Thunder”. No i na deser pierwsze zeszyty nowych „Gwiezdnych wojen”, które pobiły wszelkie rekordy sprzedaży w zeszłym roku. Właściwie dotarliśmy już do momentu, w którym pytanie nie brzmi, czy Aaron jest jednym z najlepszych scenarzystów na rynku amerykańskim, lecz jak wysoko należałoby go w tej czołówce umieścić.

02

„Bękarty z Południa” to wielki powrót Aarona do tworzenia własnej niezależnej serii. Powrót dodajmy triumfalny – komiks otrzymał prestiżowe nagrody środowiskowe, spotkał się także z dość powszechnym uznaniem krytyki.

Tom „Był to facet, co się zowie” zbiera pierwsze cztery zeszyty serii i opowiada o powrocie Earla Tubba, byłego żołnierza, do rodzinnej miejscowości w hrabstwie Craw w Alabamie. Ze względu na różne zaszłości nie jest to dla Earla przyjemny powrót, jednak ważny ze względu na konieczność uregulowania spraw związanych ze starym domem rodziców. Niestety, Earl niechcący wplątuje się w lokalny konflikt i staje na drodze Trenerowi – coachowi lokalnej drużyny futbolowej, który faktycznie trzęsie całą okolicą. Konflikt błyskawicznie eskaluje i prowadzi do brutalnej konfrontacji.

Muszę przyznać, że pierwszy tom „Bękartów” – zwłaszcza zestawiony ze „Skalpem” – pozostawia niedosyt. Dzieje się tu relatywnie mało i do tego dość schematycznie: historie samotnego jeźdźca przybywającego do miasteczka, aby stanąć po stronie uciśnionych, czytaliśmy lub oglądaliśmy już wiele razy, i to nawet u samego Aarona (choć gwoli sprawiedliwości muszę przyznać, że tom kończy się dość zaskakującym cliffhangerem). Postaci Earla brakuje na razie jakiejś psychologicznej głębi i wiarygodnego umotywowania. Autorom nie udało się np. przekonująco wyjaśnić, dlaczego Earl nie wyjechał z miasteczka, póki miał taką możliwość; fakt, że odziedziczył opór po tatusiu, to jednak stanowczo za mało (porównajmy tę postać z Dashem Złym Koniem, protagonistą „Skalpu”, jakże pokręconym i pełnym sprzeczności, a jednak psychologicznie wiarygodnym!). Podobnie ma się rzecz z Eulessem Bossem, czyli rzeczonym Trenerem, aczkolwiek zdaje się, że kolejny tom znacznie rozbudowuje tę postać.

03

Fabularnie więc „Bękarty” nie olśniewają, rzecz w tym, że komiks ma wiele innych walorów. Pierwszym jest oczywiście lokalizacja opowieści na tzw. Głębokim Południu, czyli regionie Stanów Zjednoczonych słynącym z silnego konserwatyzmu, religijnego fundamentalizmu, rasizmu i napięć rasowych, konfederackiego dziedzictwa, muzyki gospel i amerykańskiego futbolu. Nie na darmo mieszkańców tego obszaru określa się pogardliwym mianem „hillbilly”, czyli zacofanych, nieucywilizowanych, tępych i brutalnych osiłków. Aaron wykorzystał tu podobny pomysł co w „Skalpie”, lokując akcję komiksu w specyficznej społeczności. Tym razem jednak chodzi o coś więcej niż urozmaicenie scenografii: obaj twórcy „Bękartów” pochodzą właśnie z Południa, o czym zresztą sami piszą w emocjonalnym wstępie. Aaron w jednym z wywiadów określił serię „listem miłosnym/nienawistną tyradą do Południa” i to stwierdzenie doskonale oddaje nastrój komiksu oraz cały urok/grozę tego miejsca.

Trzeba zaznaczyć, że autorzy nie ograniczyli się jedynie do umieszczenia akcji w Alabamie. Warto zwrócić uwagę na masę detali, takich jak typowe dla Południa ubrania, będący ośrodkiem lokalnego życia bar, czy całe mnóstwo smaczków wizualnych, rozpoznawalnych głównie dla obeznanych z tamtejszymi realiami (np. używana tylko na Południu nazwa „Y’all Haul” na ciężarówce Earla). Notabene większość z tych żartów dla polskiego czytelnika będzie zupełnie nieczytelna i szkoda, że tłumacz nie zadbał o wyjaśnienie chociaż niektórych np. w przypisach. W każdym razie właśnie dzięki takim detalom udało się zbudować unikalny klimat tego miejsca.

Skoro już jesteśmy przy warstwie wizualnej, to imponować może jej konsekwencja i spójność. Już od stron tytułowych atakuje nas wściekła czerwień i od razu wiadomo, że będzie krwawo i brutalnie. Rysunki Jasona Latoura może początkowo nie zachwycają, ale już po kilkunastu stronach trudno sobie wyobrazić innego ilustratora tej opowieści. Kanciasta, ostra kreska, płasko położony kolor i rastry – wszystko to pasuje jak ulał do tego chropowatego, okrutnego świata.

04

Komiks został wydany przez Muchę jak zwykle porządnie, choć mam tym razem kilka uwag. Po pierwsze, przydałaby się bardziej staranna korekta. Po drugie, komiks jest dość krótki i relatywnie drogi, nie wiem, czy lepszym pomysłem nie było oparcie się na tym wydaniu twardookładkowym zbierającym osiem oryginalnych zeszytów. No i po trzecie, nie wydaje mi się, żeby Aaronowi chodziło akurat o „bękarty” w tytule…

Pierwsze spotkanie z nowym projektem Jasona Aarona nie zwala zatem z nóg, jednocześnie widać potencjał, aby tak się stało już w niedalekiej przyszłości. Seria jest dość świeża (w styczniu ukazuje się w Stanach dopiero trzynasty zeszyt, rozpoczynający czwartą historię), trudno więc jednoznacznie ocenić, w którą stronę autorzy planują zmierzać, jednak znając ich umiejętności, bez większego ryzyka można przyjąć, że czeka nas jeszcze wiele atrakcji.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

Michał Siromski

Bękarty z Południa 1: Był to facet, co się zowie”

Tytuł oryginału: „Southern Bastards: Here Was A Man”

Scenariusz: Jason Aaron

Rysunki: Jason Latour

Wydawca: Mucha Comics

Wydawca oryginalny: Image Comics

Data wydania: 2015

Data wydania oryginału: 2014

Liczba stron: 128

Format: 170 x 260 mm

Oprawa: miękka

Papier: kredowy

Druk: kolor

Dystrybucja: księgarnie, Internet

Cena: 55 zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *