Recenzja: “Avengers ‒ Ostatnie Białe Zdarzenie”

21289876564_a8f02f9c70_b

Białym Zdarzeniem” nazywano tajemniczy rozbłysk światła, który skąpał Ziemię 22 lipca 1986 roku o 4.22 rano. W wyniku tego dziwnego fenomenu wiele osób zaczęło objawiać paranormalne moce, a niektórzy odrodzili się zmienieni. Fizyczne zmiany tych nowych jednostek zdawały się przeczyć podstawowym prawom znanym nauce. 

Komiks jest wytworem kultury obrazkowej. Kultura może być postrzegana jako materialny dorobek cywilizacji, która podlega kształtującym ją trendom. Moda formuje każde medium, które później wytwarza materialny dorobek kultury. „Avengers: Ostatnie Białe Zdarzenie” jest właśnie takim przejawem kultury.

Album o przygodach najpotężniejszych ziemskich bohaterów autorstwa Jonathana Hickmana to niewątpliwie wytwór cywilizacji XXI wieku. Dziś jesteśmy przyzwyczajeni, poprzez eksploatację marki „Avengers”, do rozmachu, jaki towarzyszy „Mścicielom”. Ich świat tworzą wyzwania przeznaczone herosom i bogom. Zmagania, jakich się podejmują, rzadko dotykają rzeczywistości zwykłych ludzi. Superbohaterowie tworzą własną mitologię, która kształtuje wyobraźnię odbiorców. Tak jak mity wpływały na Greków lub Rzymian, tak ten rodzaj komiksu oddziałuje na kulturę amerykańską. Historia opisywana w drugim tomie „Avengers” idealnie wpisuje się w kanon. Dostajemy epopeję, która wykracza poza sztywne ramy jednego tytułu. Hickman wraz z utalentowanymi grafikami, Dustinem Weaverem i Mikiem Deodato, kontynuuje naszą podróż przez „świat Avengers” i robi to na najwyższym poziomie. Jesteśmy świadkami redefinicji całego uniwersum, kolejnego etapu ewolucji tytułu, który swoje początki miał jeszcze w XX wieku.

Jeżeli chodzi o opowieść zakreśloną przez zespół artystów, obejmuje ona dwa tytuły: „Avengers” i „New Avengers”. Rozmach sagi zwiększa się wraz z rozwojem fabuły. Widać tu niezwykły plan autora, który chce oczarować czytelnika. Niewątpliwie, by w pełni docenić złożoną historię, należy uważnie śledzić oba tytuły. Co dzięki Egmontowi jest możliwe, bowiem wydawnictwo w swojej ofensywie zdecydowało się je opublikować.

skan1-940

To dość powszechny zabieg na rynku amerykańskim. Uzasadnienie ekonomiczne jest proste, popularyzacja gorzej sprzedającego się tytułu. Hickman jednak uczynił z tego mechanizmu zabieg artystyczny o wielkiej sile wyrazu.

Ostatnie Białe Zdarzenie” zabiera nas w samo serce wydarzeń i niewątpliwie pokazuje zderzenie świata ideałów z ogromem wyzwań, którym bohaterowie muszą sprostać. Nie jest to tak mroczny punkt widzenia, który kreślony jest w „New Avengers”, ale nawet tutaj decyzje i działania superbohaterów kładą się cieniem na ich wyidealizowanym obrazie. Hickman w subtelny sposób przypomina nam, że te dwa światy nie są od siebie zupełnie oddzielone. Przenikają się i zderzają w najmniej oczekiwanych momentach. W drugim tomie „Avengers” nie utracili swego blasku, możemy za to zobaczyć ciężar odpowiedzialności, który spoczywa na ich barkach. Z czystym sercem, przynajmniej na tym etapie historii, można powiedzieć ‒ obie opowieści, „Avengers” i „New Avengers”, są równie dobre i stanowią istotne uzupełnienie mitu „najpotężniejszych ziemskich bohaterów”.

Amerykańska kultura komiksowa nie miała w ostatnich latach szczęścia do świeżych historii. Opowieści snute przez rzesze scenarzystów były nieciekawe i po prostu nudne. Nawet popularni bohaterowie mieli trudności z przebiciem się do zbiorowej świadomości kultury masowej. Można powiedzieć, że wpływały na to nie tylko czynniki artystyczne, ale dobra historia powinna się bronić sama.

Spadek popularności takich tytułów jak „Fantastyczna Czwórka” nie jest spowodowany tylko narastającym konfliktem pomiędzy wytwórniami filmowymi. Ostatnim znaczącym tytułem wydanym w ramach fantastycznej rodziny było „Ultimate Fantastic Four”.

Na tym tle „Avengers” jest światełkiem w tunelu. Drugi tom tej ambitnej sagi na pewno jest naszpikowany akcją, występują w nim niezwykle ciekawe postaci i co więcej, nawiązuje do bogatej historii gatunku. „Ostatnie Białe Zdarzenie” powraca do wydarzeń zakorzenionych w uniwersum Marvela. Na przestrzeni lat mieliśmy do czynienia przynajmniej z trzema „Białymi Zdarzeniami”.

Definicja otwierająca tekst nawiązuje do pierwszego z nich, które miało miejsce w latach 80. Kolejne przyszło do nas za sprawą Warrena Ellisa w 2006 roku.

Komiks zawsze był uważany za medium, które jest wtórne. Po pierwsze, zarzuca mu się, że czerpie zawsze z tych samych historii, utrzymując status quo. W komiksie tak naprawdę nic się nie zmienia. Bohaterowie pomimo traumatycznych wydarzeń nie dorastają. Są niczym Kapitan Ameryka, na zawsze zamrożeni w czasie. „Avengers”, jako współczesna epopeja, jest świeżym spojrzeniem na komiks superbohaterski. Mimo że powtarza pewne opowiedziane już historie, robi to w zupełnie inny, nowy sposób. Nie mamy do czynienia z kolejnym resetem, gdzie do nieco przestarzałego już tytułu wprowadzamy nowe twarze.

skan2-940

Hickman wraz ze swoimi współpracownikami wzbogaca mainstream o pomysły, które do tej pory były jedynie niszowymi projektami. Ponadto, mierząc się z tym problemem, nawiązuje dialog z odbiorcą, który odwołuje się do wcześniejszych komiksów. Mało tego, czyni z niego element opowieści. Wielu scenarzystów komiksowych pisało o kryzysie na skalę światową, niektórzy szli o krok dalej i przechodzili na poziom multiwersum. „Avengers” nie łamie konwencji, nie stara się iść pod prąd kultury popularnej. Konsekwentnie i z rozmysłem pozostaje w jej głównym nurcie.

Obecna moda na multiwersum panująca w komiksie jest wytworem historii kultury tego medium. Okres, gdy niezwykle spopularyzowana została jakaś idea, nie jest dziełem przypadku. To naturalny etap rozwoju. Tak było kilka lat temu, gdy głównym tematem opowieści był szeroko pojęty problem wampiryzmu w kulturze popularnej, tak jest i teraz.

Z tą różnicą, że motywem przewodnim są światy równoległe. Hickman, jako przedstawiciel tego nurtu, ze swoimi „Avengersami” jest zdecydowanie wartością dodaną. Już teraz jego komiks stał się częścią dorobku kultury. Zamykanie się na niego, ponieważ może być trudny oraz ze względu na obecną w nim intertekstualność, to zamykanie się na część własnego dziedzictwa. Szczególnie że nawet bez głębokiego wnikania w opowieść „Ostatnie Białe Zdarzenie” jest rozrywką, która cieszy.

Jeżeli chodzi o fabułę, to po pierwsze: kup komiks. Naprawdę, kup go. Nie dla akcji, nie dla ulubionych bohaterów. Po prostu go kup. Jest to kamień milowy i warto go mieć w swojej kolekcji. Nie zamierzam omawiać kadr po kadrze niezwykłych pojedynków, jakie toczą „Avengers”. Nie zdradzę, jaki jest dalszy rozwój wypadków, które nawiązują do poprzedniego tomu. Musi wystarczyć, że ten komiks jest o tytułowym zdarzeniu. Opowiada o rozwoju całego gatunku. Tak naprawdę Hickman na obu poziomach tej historii mówi o jednym: o zmianie. Również w fabule jesteśmy skonfrontowani z przełomowym momentem, z kolejnym stadium ewolucji. Tym właśnie jest „Białe Zdarzenie”. Mówi o rozwoju Kultury.

skan3-940

Nie są istotne kolejne pojedynki, jakie staczają Herosi. Hickman zabiera nas w podróż, gdzie sami jesteśmy swoimi przewodnikami. Tak jak „Avengers” odkrywamy skalę kolejnej przygody. Oczywiście możemy ją odczytywać jako oderwane od siebie potyczki, ale całość pokazuje nam wyraźne etapy monomitu, konstrukcji Josepha Campbella opisującej podróż bohatera. Hickman jednak nie poprzestaje na tym, bo oto na kolejnym poziomie odbiorca staje się bohaterem i obserwuje swoją podróż poprzez medium. Ta historia, obdarta z wybuchów i efektów specjalnych, staje się podróżą każdego fana komiksu. Nawet w częściach, gdy nasza wędrówka z głównym bohaterem „Ostatniego Białego Zdarzenia” zostaje przerwana, autor wciąż się do nas zwraca. Ustami Czarnej Wdowy łamie czwartą ścianę. Gdy Natasha Romanova podejmuje moralnie dwuznaczne decyzje, my wiemy, że postępuje słusznie. Wiemy to, bo tak jak ona widzimy i wiemy więcej. Nie jesteśmy ograniczeni tylko jednym albumem. Za sobą mamy historię całego Gatunku. To drugi powód, dla którego warto kupić ten album. Opowiada bowiem historię nas samych. Historię, z którą możemy się utożsamiać. Nieważne, czy bohaterowie aktualnie znajdują się w Kanadzie, w egzotycznym kasynie, na Marsie, czy też na orbicie ziemskiej. To jest opowieść o nas, o odbiorcach komiksu, o superbohaterach i ich podróży.

Egmont swoją inicjatywą „Marvel Now” ucieszył niejednego fana. To, że wydał tak ambitny tytuł, który zachwycił Amerykanów, samo w sobie zasługuje na uznanie. Dodatkowo zdecydował się na niezwykle konkurencyjne ceny, które odbiegają od standardów przyjętych na polskim rynku.

Mogę postawić tylko jeden zarzut. Opowieść w samej swej strukturze nie jest prosta. Nielinearne prowadzenie niektórych wątków dodatkowo wymusza niezwykłe skupienie. Wiadomo, że nie wszystko zależy od wydawnictwa. Tytuły zza oceanu pozyskiwane są na podstawie licencji, która mocno ogranicza Egmont. Idealną sytuacją byłoby wynegocjowanie takich warunków, które pozwoliłyby polskiemu czytelnikowi w pełni cieszyć się tytułem. Oryginalne wydanie publikowane w Stanach niewiele różni się od polskiego. Jednak album „Ostatnie Białe Zdarzenie” wyraźnie pokazuje przeskoki w fabule. Wydarzenia nawiązują do wątków wcześniej zarysowanych w fabule, dodatkowe materiały pozwoliłyby lepiej zorientować się odbiorcom. Wizyta w Kanadzie albo AIM nie byłaby tak zaskakująca. Ta opowieść rozgrywa się nieco z boku głównego wątku, ale stanowi jego integralną część.

W Stanach takie materiały już istnieją. Nie stanowią jednak integralnej części wydania paperback. Za oceanem jednak jest mnóstwo materiałów dodatkowych, które pomagają fanom zorientować się w zawiłościach poszczególnych serii. Ekskluzywne wydania opatrzone są dodatkowymi komentarzami. Idealną sytuacją byłoby, gdyby Egmont mógł wynegocjować takie udogodnienia dla polskiego odbiorcy. Niedociągnięcia takie jak losowa kolejność okładek, brak polskich znaków w języku budowniczych są drażniące i wielka szkoda, że się pojawiły. Mimo wszystko, może będzie to ostatni raz. „Avengers” zasługują przecież na oprawę dorównującą ich historii. To oznacza najwyższy poziom. Ja będę czekał na kolejne tomy z niecierpliwością. Na pewno nie będzie to też ostatni raz, gdy sięgnę po opowieść Hickmana.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Rafał Pośnik

„Avengers ‒ Ostatnie białe zdarzenie”

Scenariusz: Jonathan Hickman

Rysunek: Mike Deodato, Dustin Weaver

Tłumaczenie: Jakub Syty

Wydawnictwo: Egmont

Rok wydania polskiego: 11/2015

Tytuł oryginalny: „Avengers: The Last White Event”

Wydawca oryginalny: Marvel Comics

Rok wydania oryginału: 2013

Liczba stron: 120

Format: 165 x 235 mm

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Papier: kredowy

Druk: kolor

Dystrybucja: księgarnie, internet

ISBN-13: 9788328110564

Wydanie: I

Cena z okładki: 39,99 zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *