Recenzja: “Opowieści frontowe. Nocne Wiedźmy”

Nocne Wiedźmy

Niezależnie od wybranej formy, czy to komiks, film, czy powieść, ciężko jest stworzyć dobrą historię wojenną. Bardzo łatwo popaść w patos, który spłyci opowieść. Niektórzy autorzy uciekają w przemoc, by podkreślić powagę tematu. Niestety, tu też nietrudno przekroczyć granicę dobrego smaku. Na szczęście w „Nocnych Wiedźmach” nic takiego się nie wydarzyło.

Jedno z najnowszych wydawnictw na naszym rynku, Planeta Komiksów, wydało kolejne dzieło Gartha Ennisa, najlepiej znanego z „Kaznodziei”. W „Nocnych Wiedźmach” jeszcze raz możemy się przekonać, jak bardzo wszechstronnym jest artystą. Tym razem przenosi nas na front wschodni II wojny światowej. Konkretnie do 1942 r., gdy niemiecka ofensywa zostaje spowolniona przez nieskoordynowaną obronę Rosjan i paskudną pogodę. Nie pierwszy raz zresztą siły natury przeszkodziły w zdobyciu Wschodu.

Jesteśmy świadkami, jak dwie strony konfliktu pogrążają się w koszmarze wojny, a nieliczne jednostki próbują zachować resztki swojego człowieczeństwa. Sam ten aspekt jest niezwykle ważny, a do tego dochodzi opowieść o tytułowych Nocnych Wiedźmach, oddziałach pilotek, które były utrapieniem dla Niemców. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, co w latach 40. XX wieku sądzono o możliwościach bojowych kobiet. O poważaniu wśród towarzyszy broni czy przełożonych mogły zapomnieć. Przynajmniej na początku służby.

Trochę historii

Oficjalna nazwa tej złożonej wyłącznie z kobiet jednostki to 588 Pułk Nocnych Bombowców i był to najczęściej odznaczany oddział lotniczy Sił Powietrznych ZSRR. To imponuje, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Wiedźmy latały na przestarzałych maszynach. Dysponowały wyłącznie starymi dwupłatowcami PO-2 (do 1944 r. nazywanymi U-2), które zostały zaprojektowane w 1928 r. Miały służyć jako maszyny treningowe i rolnicze, ale niedobór innych jednostek spowodował, że przesunięto je do wykonywania zadań militarnych. Pojedyncza maszyna była w stanie zabrać ze sobą tylko 350 kg bomb, co powodowało, że nie nadawały się do wykonywania misji o dużym znaczeniu strategicznym. Zamiast tego przy ich pomocy nękano wroga, niszcząc z pozoru błahe, ale jakże ważne z punktu widzenia zwykłego żołnierza obiekty, jakimi były łaźnie, baraki, kuchnie polowe. W rękach tych dzielnych kobiet samoloty stały się prawdziwym przekleństwem dla niemieckich sił. To zresztą Niemcy są autorem przydomku Nocne Wiedźmy, który z czasem Rosjanki zaczęły nosić z dumą.

Znaczącą wartością tego komiksu jest fakt, że mamy do czynienia z perspektywą dwóch stron. Niemieckiego żołnierza Kurta Grafa i młodej porucznik Anny Charkowej, która jest jedną z pilotek nękających jego oddział. Graf wpisuje się nieco w schemat „dobrego Niemca”, jakkolwiek sztampowo to nie zabrzmi, jako jedyny ze swojego oddziału stara się pozostać człowiekiem. Chce być przyzwoity pomimo wszechobecnej grozy wojny. Niektórych pewnie ten motyw wzburzy, że oto mamy do czynienia z wybielaniem Niemców, mogą pojawić się głosy, że „to pewnie nie byli w ogóle Niemcy, ale mityczni Naziści”. Nie, wcale nie o to tu chodzi. To motyw cierpienia jednostki, która broni się przed otchłanią. Z drugiej strony, w opowieści o losach Charkowej, mamy do czynienia z tym samym, chociaż ona spoglądała zbyt długo.

Z resztą problem ten oddaje krótki dialog, z serialu „M.A.S.H.”, który przypomniał mi się podczas lektury. Dialog między głównym bohaterem i wojskowym kapelanem, który odbywa się na sali szpitala polowego:

Sokole Oko: Wojna to nie piekło. Wojna to wojna, a piekło to piekło. Z tych dwóch, to wojna jest znacznie gorsza.
Ojciec Mulcahy: Skąd taki wniosek, Sokole Oko?
Sokole Oko: To proste ojcze. Powiedz mi, kto idzie do piekła?
Ojciec Mulcahy: Grzesznicy.
Sokole Oko: Dokładnie. Nie ma niewinnych przechodniów/widzów w piekle. Wojna zaś jest ich pełna – dzieci, kaleki, staruszki. W rzeczywistości z wyjątkiem kilku drani, prawie wszyscy zaangażowani to niewinni.

Kurt Graf zdaje się być właśnie takim niewinnym widzem, wplątanym i zmuszonym do brania udziału. Porucznik Charkowa i jej towarzyszki zresztą też. Przynajmniej na początku, bo jednak z czasem dają się pochłonąć wojnie. Nic dziwnego zresztą. Z jednej strony presja przełożonych i chęć udowodnienia, że mogą być równe mężczyznom, zaś z drugiej pragnienie obrony ojczyzny przed najeźdźcą. Świadectwo okrucieństwa wojny, śmierć bliskich osób ‒ te wszystkie doświadczenia zmieniają Charkową, a czytelnik jest świadkiem tego powolnego procesu.

Ktoś może powiedzieć, że to było już przerabiane, takie podejście do tematu także. Tak, to prawda, ale takich głosów, publikacji, które przypominają, czym jest wojna w jej prostej, okrutnej istocie, nigdy za mało. Zwłaszcza w czasach, gdy mamy do czynienia ze wzrostem napięć społecznych, a niektórzy rozwiązanie konfliktu widzą w rozlewie krwi. Odmalowując go przy okazji poetycko. Nie, na wojnie zawsze giną w pierwszej kolejności niewinni.

Nie ma rzeczy idealnych i tak jest także z tym komiksem. Jego słabszą stroną jest warstwa graficzna, za którą odpowiada Russ Braun. Nie jest źle, ale w oczy rzuca się kilka mankamentów. Po pierwsze, twarze postaci są do siebie dosyć podobne, cechują je zbliżone rysy. Brakuje im nieco charakterystycznych znaków szczególnych. Rzuca się to w oczy zwłaszcza w sytuacjach, gdy twarze postaci zajmują całe kadry komiksu, a tak zdarza się często. Podobnie niestety jest z tłami, które również nie są zbyt wyraziste. Jak na komiks, który opowiada o pilotkach, brakuje nieco scen batalistycznych. Szkoda, tak mało jest okazji do przedstawienia podniebnych pojedynków. To jednak nie wina rysownika per se, w końcu nie było tego w skądinąd niezłym scenariuszu.

Polskie wydanie stoi na dobrym poziomie. Nie znalazłem niczego, co mogłoby być podstawą do krytycznej uwagi. Warto odnotować, że album zawiera dodatki w postaci okładek poszczególnych zeszytów, których autorem był John Cassadaya, i jedną alternatywną narysowaną przez Garry’ego Leacha. Do tego dochodzą dodatkowe strony z projektami postaci i szkicami Russa Brauna oraz krótka nota historyczna o 588 Pułku Nocnych Bombowców, czyli prawdziwych Nocnych Wiedźmach. Jedynym minusem jest cena okładkowa w wysokości 59 zł. Nie da się ukryć, że to sporo jak za 82 strony, ale oczywiście znajdziecie go za mniejszą cenę w wielu sklepach.

Dziękujemy wydawnictwu „Planeta Komiksów” za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Wydawnictwo: Planeta Komiksów
3/2016
Tytuł oryginalny: Battlefields, Volume 1, Night Witches
Wydawca oryginalny: Dynamite Entertainment
Rok wydania oryginału: 2009
Papier: kredowy
Druk: kolor
ISBN-13: 9788394347307
Wydanie: I
Cena z okładki: 59 zł

 

,

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>