Recenzja – „Lady S. Tom 4. Zabawa w kotka i myszkę”

Lady S_4_okładkaW czwartym tomie “Lady S.” Jean van Hamme rzuca nieco światła na tajemniczą europejską organizację antyterrorystyczną, która za pośrednictwem siwowłosego Oriona próbuje zwerbować w swe szeregi Suzan Fitzroy. Trzeba przyznać, że pomysł na Centralized Information And Research Center Against Terrorism – czyli CIRCAT jest bardzo interesujący i stwarza wiele atrakcyjnych możliwości dalszego rozwoju opowieści o pięknej blondynce.

Wszystko zaczyna się od irytacji i zniecierpliwienia, które wkradają się w szeregi CIA. Kierownictwo tej agencji szpiegowskiej postanawia wreszcie dowiedzieć się nieco o tajemniczej europejskiej organizacji, która działa bez aprobaty samozwańczych amerykańskich obrońców pokoju i demokracji na całym świecie. Jedynym sposobem na to, by poznać szczegóły działalności CIRCAT, okazuje się dotarcie do Suzan Fitzroy. Szefostwo agencji postanawia mianowicie za pośrednictwem dziewczyny namierzyć kierownictwo zagadkowej organizacji, której do tej pory udawało się pozostawać w cieniu. Powiedzieć jednak, że Amerykanie zabierają się do sprawy dość nieudolnie, to nic nie powiedzieć. Cała akcja wygląda, jakby została zrealizowana przez zupełnych amatorów. Rozpoczyna się komedia pomyłek, w której Suzan Fitzroy zmuszona jest wprawdzie do ucieczki, ale ścigający ją „tropiciele” prezentują się raczej groteskowo i robią wszystko, by jej nie złapać. Wydaje się, że znacznie więcej korzyści niż CIA z całej akcji odnosi właśnie piękna blondynka. Lady S. zyskuje bowiem okazję, by poznać organizację, która za pośrednictwem tajemniczego Oriona od dłuższego czasu próbuje ją – nie stroniąc nawet od szantażu – przekonać do współpracy.

Lady S_4_1aW czwartym tomie tej świetnej szpiegowsko-sensacyjnej serii Jean van Hamme wprowadza trochę rozrywkowej, lekkiej atmosfery. W komiksie jest sporo zabawnych sytuacji, które niewątpliwie wywołają uśmiech na twarzy czytelników. Scenarzysta daje dowód swojego poczucia humoru zarówno w wielu żartach sytuacyjnych, jak i w sposobie potraktowania największej agencji szpiegowskiej na świecie. Pełen dystansu i ironii jest także sam pomysł na organizację, która dąży do zwerbowania Suzan Fitzroy. Co więcej, tytuł tomu nawiązuje nie tylko do akcji komiksu, która rzeczywiście przypomina grę w kotka i myszkę, lecz jest także oparty na grach słownych związanych z nazwą organizacji oraz pewnym aspektem niezbyt chlubnej przeszłości Suzan Fitzroy.

Lady S_4_2aGraficznie seria niezmiennie prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Philippe Aymond konsekwentnie stosuje styl czystej linii, tworząc kolejne niezwykle dynamiczne, ale równocześnie pełne detali i precyzyjnie skomponowane kadry. Intrygująca kolorystyka, oparta na wyrazistych kolorach, przywołuje skojarzenia z klasycznymi opowieściami kryminalno-szpiegowskimi. Bez wątpienia warstwa graficzna komiksu jest na równie wysokim poziomie co jego scenariusz.

Lady S_4_2bCzwarty tom w porównaniu z trzema poprzednimi jest także nieco bardziej… rozrywkowy. Nieudolna akcja CIA prowadzi do szeregu nieporozumień i niemal slapstickowych gagów. W wielu momentach Jean van Hamme daje wyraz nietuzinkowemu poczuciu humoru – i chodzi tu nie tylko o poszczególne zabawne sytuacje, lecz także o sam pomysł tajemniczej organizacji, która spędza sen z powiek władzom CIA. Nie sposób też nie zauważyć, że scenarzysta pozwolił sobie na pewną krytykę działalności tej organizacji, której agenci są tu przedstawieni – mówiąc delikatnie – jako nie do końca profesjonalni. Widok zagubionego Ralpha Ellingtona, którego poznaliśmy już w pierwszym tomie, zapędzanego przez niepozorną staruszkę do damskiej toalety jest doprawdy bezcenny.

Lady S_4_3bFabuła “Zabawy w kotka i myszkę” jest znacznie prostsza, ale za to bardziej dynamiczna niż w poprzednich trzech tomach. Dzięki temu, że intryga nie jest tak zawiła, jak to zwykle bywa w opowieściach szpiegowskich, można dać się porwać błyskawicznemu rozwojowi wypadków. Akcja toczy się tu bowiem w wyjątkowo szybkim tempie i czytelnik, podobnie jak Lady S., nie ma ani chwili wytchnienia. Rozwój zdarzeń rzeczywiście przypomina zabawę w kotka i myszkę, tyle tylko że role kotka i myszki nieustannie zmieniają się w zaskakujący sposób. Dzięki temu czwarty tom “Lady S.” stanowi doskonałą wakacyjną lekturę.

Dziękujemy wydawnictwu Kubusse za udostępnienie egzemplarza do recenzji!

Paweł Ciołkiewicz

Tytuł: „Lady S. Zabawa w kotka i myszkę”
Tytuł oryginału: „Lady S. 3. Jeu de dupes”
Scenariusz: Jean van Hamme
Rysunki: Philippe Aymond
Kolor: Philippe Aymond
Tłumaczenie: Jakub Syty
Wydawca: Kubusse
Data polskiego wydania: 2016
Wydawca oryginału: Dupuis
Data wydania oryginału: 2007
Objętość: 48 stron
Format: 215 x 290 mm
Oprawa: miękka
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie/internet
Cena okładkowa: 38 złotych

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *