Recenzja – “Bękarty z Południa 2: Na boisku”

Pierwszy tom „Bękartów z Południa” nie przekonał mnie do końca, jednak drugi nie pozostawia już żadnych wątpliwości: Jason Aaron wymyślił kolejną znakomitą serię.

okladka-1200
Podczas lektury „Był to facet, co się zowie” najciekawszą postacią wydał mi się nie protagonista, lecz jego przeciwnik, trzęsący lokalną społecznością trener Boss. Jeśli pomyśleliście tak samo, to z pewnością ucieszy was informacja, że tom „Na boisku” poświęcony został w całości tej postaci. Co prawda zaczynamy od pogrzebu Earla Tubba, ale szybko dostajemy szereg retrospekcji odsłaniających genezę intrygującego czarnego charakteru.

Okazuje się, że Eulessem Bossem jako nastolatkiem pomiatali dosłownie wszyscy w okolicy. Częściowo wynikało to z paskudnego charakteru chłopaka, częściowo z kompletnego braku talentu do futbolu, ale swoje dołożyła także zła sława jego ojca, złodzieja i degenerata, z którym nikt porządny zadawać się nie powinien. Euless na nikogo nie może liczyć, zaś buda, w której mieszka z ojcem, przypomina skrzyżowanie chlewu, burdelu i kurnika. Tymczasem młody Boss wbrew wszystkiemu ubzdurał sobie, że zostanie wielką gwiazdą futbolu i w ten sposób zyska uznanie otoczenia. Niestety, nie ma w zasadzie niczego, żeby osiągnąć swój cel: ani talentu, ani predyspozycji fizycznych, ani wsparcia drużyny. Jedynie stary niewidomy trener dostrzega w chłopaku pewną iskierkę, mianowicie obłąkańczą wręcz ambicję i upór, postanawia go zatem indywidualnie trenować. Jeśli spodziewacie się jednak powtórki z „Rocky’ego” czy innego „Karate Kida”, to nic z tego. To nie jest kolejna opowieść o niedocenianym sportowcu, który wbrew wszystkiemu odnosi sukces ku pokrzepieniu amerykańskich serc. To krwawa opowieść o tym, jak żyje się na Głębokim Południu, jaką cenę trzeba zapłacić za społeczny awans i ile zła trzeba wyrządzić, aby samemu go nie doświadczać.

Warto w tym miejscu na chwilę zatrzymać się przy amerykańskiej odmianie futbolu, która w „Bękartach z Południa” odgrywa tak ważną rolę. Wydaje mi się, że wielu polskich czytelników może nie do końca zdawać sobie sprawę z tego, czym dla mieszkańców Południa jest ta gra. Kiedyś legendarny trener Liverpoolu Bill Shankly powiedział żartobliwie, że piłka nożna to nie jest kwestia życia lub śmierci ‒ to coś o wiele poważniejszego. Mam wrażenie, że sentencja ta, tylko że wypowiedziana na poważnie, idealnie pasuje do stosunku południowców do amerykańskiego futbolu. To nie jest tylko sport, to nawet nie jest religia. To w zasadzie jedyna droga ucieczki przed biedą, brakiem perspektyw i wegetacją bez celu. Dlatego młody Euless tak desperacko walczy o miejsce w lokalnej drużynie. Jemu nie chodzi tylko o sportowy sukces, polepszenie swojego statusu społecznego czy materialnego. Walka toczy się o coś znacznie głębszego, bardziej pierwotnego: o jego godność, o to, aby ludzie przestali traktować go jak bezwartościowego śmiecia; aby bić, zamiast być bitym, budzić strach, zamiast samemu się bać. Futbol jest dźwignią, która ma wypchnąć młodego Bossa ze społecznych nizin w górę społecznej drabinki, zmienić go w KOGOŚ.

Tak na marginesie: zdaje się, że przy zasadach tej gry i jej skomplikowanej terminologii tłumacz „Na boisku” trochę się pogubił; na szczęście nie przeszkadza to specjalnie w lekturze komiksu, tym bardziej że dla większości polskich czytelników sport ten i tak pozostaje czarną magią.

Droga Bossa od absolutnego zera do absolutnego skur#@ela jest naprawdę przejmująca i ciekawa. Aaron zdołał ją opowiedzieć w relatywnie krótkiej (tylko cztery oryginalne zeszyty) fabule. Trochę nawet szkoda, że tak krótkiej, chętnie przeczytałbym kilkudziesięcioodcinkową serię pokazującą ze wszystkimi detalami, jak najgorszy futbolista w hrabstwie staje się najpotężniejszym człowiekiem w okolicy, który może dosłownie wszystko, nawet zatłuc na śmierć człowieka na środku ulicy i nie tylko nikt nie zareaguje, ale wręcz wszyscy będą udawać, że nic się nie wydarzyło. Z drugiej strony, trzeba przyznać, że taka kompresja fabuły powoduje naładowanie jej większymi emocjami, tempo wydarzeń nie pozostawia czytelnikowi czasu na oddech, zaś wątki pominięte, które musimy dopowiedzieć sobie sami, mogą przerażać nawet bardziej, niż te pokazane na komiksowych planszach.

Aaron po raz kolejny dowodzi swoich umiejętności pisarskich. W rękach mniej zdolnego scenarzysty ta pełna przeskoków historia stałaby się rwana i chaotyczna. Jednak w wykonaniu Aarona jest efektowną, starannie zaplanowaną mozaiką, z której wyłania się poruszająca historia. Sam Boss może nie jest (jeszcze?) tak rozbudowaną i intrygującą osobowością jak Czerwony Kruk ze „Skalpu”, jednak to postać ulepiona z tej samej gliny: człowiek, wobec którego trudno się zdecydować, czy czuć bardziej odrazę, współczucie, czy fascynację. Człowiek, który w równym stopniu jest potworem, co ofiarą potwornych okoliczności, które doprowadziły go do takiego, a nie innego punktu w życiu.

W dalszym ciągu nie sposób polubić rysunków Jasona Latoura. I dobrze, one nie mają się podobać; mają kopać po jajach, wgryzać się w udo i wpychać brudne paluchy w oczy. Kanciasta, niczym wyrzynana nożem kreska, paskudne kartoflane gęby wszystkich dosłownie postaci, obficie wykorzystywany rastr, czy wreszcie płaskie kolory, sprawiające wrażenie, że koloryście wcięło w programie graficznym wszystkie barwy poza kilkoma odmianami czerwieni. W efekcie oglądanie tego komiksu sprawia niemal fizyczny ból. Tyle że trudno wyobrazić sobie bardziej trafną warstwę graficzną dla tej pełnej kurzu, potu i krwi opowieści.

Tak się złożyło, że w chwili gdy piszę te słowa, ogłoszono wyniki tegorocznych nagród Eisnera i informację o przyznaniu nagrody zarówno Jasonowi Aaronowi (najlepszy scenarzysta), jak i „Bękartom z Południa” (najlepsza seria kontynuowana). Po lekturze „Na boisku” mogę śmiało podpisać się pod tym werdyktem. Najlepsze jest chyba jednak to, że w Stanach ukazał się dopiero czternasty zeszyt serii (zamykający trzecią historię), więc wciąż jeszcze do końca nie wiadomo, dokąd autorzy zmierzają i o czym właściwie chcą nam opowiedzieć. Zwiastuje to jeszcze moc atrakcji, zwłaszcza że choćby galeria postaci przewijających się w pierwszym rozdziale drugiego tomu sugeruje, że Aaron nadal ma jeszcze wiele w zanadrzu (czekam w szczególności na bliższe poznanie bliźniaczek Compton i opowieść o tym, jak zostały właścicielkami banku). Póki co pozostaje cieszyć się (choć zważywszy na specyfikę serii, może raczej powinienem napisać „dręczyć się”) polskim wydaniem drugiego tomu. Naprawdę warto po niego sięgnąć.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

Michał Siromski

„Bękary z Południa, tom 2: Na boisku”
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Jason Latour
Okładka: Jason Latour
Wydawca: Mucha Comics
Tłumacz: Robert Lipski
Data wydania: 2016
Tytuł oryginalny: „Southern Bastards: Gridiron”
Wydawca oryginalny: Image Comics
Rok wydania oryginału: 2015
Liczba stron: 112
Format: 170 x 260 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Cena: 49 zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *