Recenzja – „Locke and Key. Tom 6. Alfa i Omega”

Locke and Key_6_okładkaBardzo często zakończenia dobrze zapowiadających się serii zawodzą, wprawiając w niemałą konsternację czytelników. Trudno bowiem uznać z czystym sumieniem jakąś serię za dobrą w sytuacji, gdy jej finał nie do końca spełnia oczekiwania. Parafrazując klasyka, można byłoby powiedzieć, że dobrą serię komiksową poznaje się po tym, jak się zaczyna oraz jak się kończy. Z tego punktu widzenia „Locke and Key” jest serią doskonałą.

W ostatnim tomie Joe Hill wznosi się na wyżyny swoich umiejętności, w niezwykle interesujący sposób splatając poszczególne wątki i angażując w akcję wszystkie postaci, które pojawiały się na przestrzeni poprzednich tomów. Znów ważne stają się wszystkie klucze, a te, które do tej pory zdawały się odgrywać drugoplanową rolę, okazują się mieć znaczenie… kluczowe. Szczególnie wyraźnie widać to w epilogu, kiedy scenarzysta sprawia, że musimy sięgnąć pamięcią do zdarzeń opisanych w tomie czwartym. Zresztą, by cieszyć się wszystkimi niuansami zawartymi w ostatniej odsłonie serii, warto odświeżyć sobie poprzednie części.

Locke and Key_6_1aZ uwagi na to, że w piątym tomie rozwiązana została tajemnica opętania Lucasa Caravaggio przez złowieszcze demony, teraz pozostało „jedynie” opisać, co ma on zamiar zrobić w sytuacji, gdy odzyskał wreszcie upragniony klucz do Czarnych Drzwi. Oczywiście otwarcie tego portalu oraz wpuszczenie do świata ludzi potworów z innych wymiarów byłoby rozwiązaniem zbyt banalnym jak na tę serię i Joe Hill nie mógł sobie na coś takiego pozwolić. Zamiast tego dał nam rozwiązanie znacznie bardziej złożone i ciekawsze.

Dość powiedzieć, że główna część dramatu rozegra się w doskonale nam już znanej Jaskini Topielca podczas nieoficjalnej imprezy zorganizowanej przez uczniów na zakończenie szkoły. Atmosfera grozy i nieoczekiwane zwroty akcji sprawiają, że od lektury nie sposób się oderwać. Zapewne wiele osób będzie gorączkowo przewracać kolejne strony, by przekonać się, co zrobią zwabieni w pułapkę bez wyjścia bohaterowie, którzy muszą podejmować najtrudniejsze w życiu decyzje i ponosić ich konsekwencje w obliczu nieuchronnej śmierci. Finał nasuwa pewne skojarzenia z najlepszymi dziełami mistrza horroru Stephena Kinga, który prywatnie jest – jak wiadomo – ojcem scenarzysty komiksu. Na marginesie zresztą warto odnotować, że Joe Hill postanowił oddać hołd swemu ojcu, parafrazując w oryginalny sposób jedną z najbardziej kultowych scen z jego prozy.

Locke and Key_6_3aPodsumowując całość tej niezwykłej opowieści, należy stwierdzić, że Joe Hill wykreował niezwykle złożony i przepełniony magią fascynujący świat, w którym wszystko przemyślał w najdrobniejszych szczegółach. Tragiczne losy rodziny Locke’ów oraz historia niezwykłej posiadłości Keyhouse zostały ukazane w prawdziwie mistrzowski sposób. Groza nieustannie przeplatała się tu z fantastycznymi zdarzeniami, których źródła sięgały zamierzchłej przeszłości. Kolejne magiczne klucze odnajdywane w zakamarkach tajemniczego domu otwierały drzwi do niewiarygodnych obszarów wyobraźni autora, dostarczając czytelnikom niezapomnianych wrażeń. Kiedy już wydawało się nam, że nic bardziej szalonego nie da się już wymyślić, autor oferował kolejne zaskakujące rozwiązania narracyjne.

Kroku dotrzymywał mu rysownik. Gabriel Rodriguez stworzył dla tej mrocznej opowieści doskonałą oprawę graficzną. Jego precyzyjne, nasycone symboliką rysunki, którą odkrywamy stopniowo podczas drugiej, czy nawet trzeciej lektury, niezmiennie dostarczały wielu pozytywnych wrażeń. Choć początkowo mogły wydawać się nieco zbyt kreskówkowe jak na opowieść grozy. Podczas lektury wszystkich tomów warto zwracać uwagę na najmniejsze drobiazgi znajdujące się na drugim, czy nawet trzecim planie. Każdy z nich w kolejnych odsłonach zyskuje bowiem dodatkowe znaczenia.

Locke and Key_6_2aDzięki wszystkim tym cechom „Locke and Key” należy do tych komiksów, do których z chęcią wraca się wielokrotnie, a każda kolejna lektura przynosi nowe doświadczenia i pozwala docenić kunszt autorów. Mając już na półce sześć tomów i znając zakończenie tej niezwykłej opowieści, warto przeczytać wszystko jeszcze raz od początku, tym razem koncentrując się już nie na przebiegu akcji, ale na walorach warsztatowych komiksu. Taka lektura bez wątpienia stanie się źródłem wielu niezwykłych odkryć.

Dziękujemy wydawnictwu Taurus Media za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Paweł Ciołkiewicz

Tytuł: „Locke and Key. Tom 6: Alfa i Omega”
Tytuł oryginału: „Locke and Key, Volume 6: Alpha and Omega”
Scenariusz: Joe Hill
Rysunki: Gabriel Rodriguez
Tusz: Gabriel Rodriguez
Kolorystyka: Jay Fotos
Tłumaczenie: Jakub Pietrasik
Liternictwo: Arkadiusz Salamoński
Wydawca: Taurus Media
Data polskiego wydania: 2016
Wydawca oryginału: IDW Publishing
Data wydania oryginału: 2014
Objętość: 200 stron
Format: 170 x 260 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie/internet
Cena okładkowa: 85 złotych

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *