Recenzja – „Comanche. Tom 2. Wojownicy rozpaczy”

Comanche_2_okładkaComanche, Red Dust i Ten Gallons wspólnie z dwoma nowymi pracownikami starają się przywrócić dawną świetność ranczu Trzy Szóstki. Kiedy wszystko zdaje się powoli zmierzać ku lepszemu, na horyzoncie pojawiają się nowe kłopoty. Tym razem trzeba będzie stawić czoło zdesperowanym Indianom, którym w oczy zagląda widmo śmierci głodowej.

Oto bowiem pewnego dnia na ranczu pojawia się grupa indiańskich wojowników, którym przewodzi młody Tasunke-Najina, syn wielkiego wodza wszystkich Czejenów. Jak się okazuje, mają oni zamiar siłą przejąć stado, co oczywiście nie podoba się ani właścicielce rancza, ani jej współpracownikom. Po małym zamieszaniu wszyscy ustalają, że Comanche wspólnie z Red Dustem udadzą się razem z Indianami do ich wioski, by porozmawiać z sędziwym wodzem Trzy Kije. Na miejscu okazuje się, że Czejenowie zostali zmuszeni do tego desperackiego kroku, gdyż zaczyna grozić im głód. Zgodzili się bowiem osiedlić w rezerwacie położonym na ziemi, której nie da się uprawiać, i są teraz zdani na rządowe dostawy żywności. Tymczasem miejscowy komisarz do spraw Indian najwidoczniej zaniedbał swoje obowiązki, bo do wioski przestały napływać transporty ziarna i mięsa. Teraz wódz w zasadzie nie ma wyboru i musi siłą zdobywać pożywienie, ryzykując w ten sposób wywołanie zbrojnego konfliktu. Red Dust postanawia zapobiec rozlewowi krwi i podejmuje się trudnej misji. Wyrusza do miasta, by sprawdzić przyczynę zatrzymania dostaw. Comanche zostaje w tym czasie w wiosce w charakterze jeńca. Czy Red Dust zdąży zapobiec najgorszemu?

Comanche_2_1aW drugim tomie serii wydarzenia biegną bardzo szybko. Od pierwszej do ostatniej planszy akcja nie zwalnia ani na chwilę. Autorzy nadal wykorzystują proste schematy fabularne, które znów doskonale się sprawdzają. Tym razem główna narracja koncentruje się wokół konfliktu z plemieniem Czejenów. Atutem komiksu jest bez wątpienia to, że autorzy starają się ukazać obie strony w możliwie zniuansowany sposób, jak ognia unikając stereotypowego etykietowania bohaterów, choć oczywiście pewnych uproszczeń w takiej historii nie sposób uniknąć.

Comanche_2_4aPod względem graficznym również mamy tu oczywiście kontynuację stylu z pierwszego tomu. Rysunki tworzone są w klasyczny sposób, zupełnie inny od tego, który znamy ze współczesnych prac Hermanna. Precyzyjnie nakładany za pomocą pędzelka tusz tworzy gęsto zakreskowane, zróżnicowane faktury. Szczególne wrażenie robią duże – często zajmujące ponad połowę planszy – panele, na których rysownik pokazuje pełnię swojego kunsztu. Na uwagę zasługuje również dynamiczne kadrowanie oraz niezwykła dbałość o szczegóły. Choć bardzo cenię sobie ostatnie – malowane – komiksy Hermanna, to muszę przyznać, że im więcej przyglądam się planszom „Comanche”, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to właśnie styl zaprezentowany w tym komiksie jest idealny dla belgijskiego rysownika. Krótko mówiąc – właśnie tak powinien wyglądać komiksowy western.

Comanche_2_5aDrugi tom tej westernowej serii potwierdza, że „Comanche” to pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów klasycznych westernów. Świetnie opowiedziana i doskonale narysowana historia z wyrazistymi bohaterami dostarczy wiele radości wszystkim miłośnikom dobrych komiksów. Lekturę warto jednak potraktować także jako okazję do pewnej refleksji. Trzeba mianowicie zauważyć, że dzisiejsza sytuacja w USA pod wieloma względami przypomina tę opisaną w „Wojownikach rozpaczy”. Dziś bowiem Indianie też muszą walczyć o swoje terytoria i czystą wodę. Tym razem zagrożenie stanowi budowa ropociągu biegnącego przez Północną Dakotę. I podobnie jak przed laty, dziś także policja oraz Gwardia Narodowa strzelają do rdzennych mieszkańców Ameryki. „Postęp” w tym zakresie manifestuje się tym, że ostra amunicja została zastąpiona przez gumowe kule. Właśnie w taki zaskakujący sposób daje o sobie znać skłonność do demokratycznych rozwiązań. Na całkowitą ironię zakrawa zaś fakt, że eskalacja tego konfliktu następuje w okresie poprzedzającym Dzień Dziękczynienia. Święta, które ma upamiętniać to, że Indianie ocalili życie kolonistom, pomagając im przetrwać surową zimę na nowo odkrytym lądzie. A przecież mogli zachować się tak, jak zapewne zachowaliby się wobec nich biali przybysze. Być może uniknęliby w ten sposób wielu późniejszych tragedii.

Dziękujemy Wydawnictwu Komiksowemu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Paweł Ciołkiewicz

Tytuł: „Comanche. Tom 2. Wojownicy rozpaczy”
Tytuł oryginału: „Comanche 2 – Les Guerriers Du Desespoir”
Scenariusz: Greg
Rysunki: Hermann
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe
Data polskiego wydania: 2016
Wydawca oryginału: Le Lombard
Data wydania oryginału: 1973
Objętość: 48
Format: 240 x 320 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie/internet
Cena okładkowa: 39,90 złotych

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *