14-karatowe auto – recenzja

Wydawnictwo Timof i Cisi Wspólnicy znalazło sobie ciekawą niszę na naszym rynku opanowanym w dużej mierze przez komiksy z trzech największych światowych rynków (anglojęzycznego, frankofońskiego i japońskiego) i od lat proponuje polskim czytelnikom także komiksy z innych, rzadziej eksploatowanych, części Europy. Wystarczy wspomnieć ostatnie miesiące, kiedy to ukazały się komiksy z Finlandii, Brazylii oraz Węgier, bo właśnie z tego kraju pochodzi „14-karatowe auto”.

560x755Komiks jest adaptacją powieści Jenő Rejtő, jednego z najpopularniejszych twórców literatury brukowej na początku XX wieku. Jego dzieła najczęściej dotyczyły Legii Cudzoziemskiej, której członkiem był przez chwilę w trakcie licznych podróży po Europie i Afryce Północnej podejmowanych za młodu.

Burzliwy życiorys autora znajduje więc odbicie w tworzonej przez niego literaturze, co widać także w „14-karatowym aucie”. Bohaterem jest zawadiacki marynarz Iwan Gorczew. Wygranie w karty Nagrody Nobla z Fizyki to pierwsza z serii jego absurdalnych przygód. Po zejściu z liniowca na ląd jego nieodłącznym towarzyszem i pomagierem zostaje niejaki Vanek, uciekinier z zakładu dla umysłowo chorych; drobny cwaniaczek, który głównie zajmuje się wyłudzaniem coraz większego pensum od Iwana. W zamian za to oddaje mu najrozmaitsze przysługi w stylu zajmowania drogiego pokoju w hotelu lub udawania go, gdy Gorczew, chcąc zaimponować panience Anette, zaciąga się do Legii Cudzoziemskiej. Wokół tego uczucia kręci się większość fabuły komiksu. Łącznie z tytułowym autem, jest ono własnością ojca dziewczyny, według którego główny bohater to „lekkoduch i podejrzana kreatura” i nie powinien kręcić się w pobliżu jego córki.

Nie zraża to Iwana, który podejmuje usilne próby zjednania sobie przychylności seniora i pakuje się przez to w coraz to nowe tarapaty. Akcja pędzi na złamanie karku, co zapewne wynika z tego, że komiks narysowany przez Pála Korcsmárosa w 1963 roku publikowano pierwotnie w gazecie w trzystronicowych odcinkach. Taka forma wymagała, żeby każdy odcinek zawierał mniejszą, możliwie zamkniętą całość. Najczęściej kończy się ona widowiskowym poradzeniem sobie bohatera z jakąś przeszkodą. Czasem sprytem, a czasem w wyniku fizycznej konfrontacji, która kończy się wystrzeleniem niefortunnych oponentów w powietrze niczym Rzymian po ciosie Asteriksa.

Nie ma tu miejsca na rozbudowane przedstawianie psychologicznej głębi bohaterów. Ci są raczej prości, stereotypowi, możliwi do opisania dwoma, trzema przymiotnikami. Nie jest to jednak wada. Komiks ten ma być łatwą, masową rozrywką i wywiązuje się z tego zadania zadziwiająco dobrze. Przeczytałem go praktycznie jednym tchem i momentami zdarzało mi się roześmiać na głos po szczególnie trafnej ripoście lub błyskotliwej puencie.

Należy jednak pamiętać, że komiks ma już swoje lata i momentami formalnie odstaje od tego, do czego przyzwyczaiły nas współczesne dzieła. Zawiera sporą ilość tekstu. Co ciekawe, została ona znacznie zmniejszona w trakcie restauracji z 2005 r. przeprowadzonej przez Zsolta H. Garisa na potrzeby obecnej wersji komiksu.

Dawniejsze wydania były drukowane na papierze słabej jakości i wymagały gruntownej poprawy. Usuwając nadmiar tekstu, momentami rysownik musiał uzupełnić braki w rysunkach. Część paneli powiększono i poprzestawiano dla lepszej narracji.

Restauracja pomogła w odbiorze komiksu, zmniejszając ilość tekstu, ale też nie uniknięto  wpadek. Na tle ręcznego rysunku rażą komputerowe prostokątne dymki z ciężką, grubą obramówką. W oryginale, którego fragmenty zostały zaprezentowane na końcu albumu, wyglądało to dużo lepiej. Nie sądzę też, żeby pokolorowanie komiksu (autorstwa Zoltana Vargi) było dobrym rozwiązaniem. Cyfrowe kolory silące się na realizm niezbyt dobrze komponują się z organicznym, momentami karykaturalnym stylem rysunku autora.

Pomimo tego, była to nadspodziewanie przyjemna lektura. Momentami przypominała mi przygody Franka Dolasa z „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”. Głównie ze względu na charakter głównego bohatera i absurdalność jego przygód oraz poczucie humoru autora. Nie jest to komiks, który koniecznie trzeba mieć na swojej półce, ale stanowi ciekawą alternatywę dla ludzi poszukujących komiksów spoza amerykańskiego czy francuskiego mainstreamu, które królują na naszym rynku.

Dziękujemy wydawcy za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.

Konrad Dębowski

Tytuł: „14-karatowe auto”
Tytuł oryginału: „A 14 karátos autó”
Scenariusz: Pál Korcsmáros
Rysunki: Pál Korcsmáros i Zsolt H. Garisa
Kolorystyka: Zoltán „Zerge” Varga
Tłumaczenie: Anna Butrym
Wydawca: Timof i Cisi Wspólnicy
Data polskiego wydania: 22 maja 2016
Wydawca oryginału: Korcsmáros Ltd.
Data wydania oryginału: 2005
Objętość: 80 stron
Format: 200 x 285 mm
Oprawa: twarda
Druk: kolorowy
Cena okładkowa: 49 złotych

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>