“Kapitan Ameryka: Biały” – RECENZJA

000

 

Polski rynek komiksowy od wielu miesięcy jest dosłownie zalewany przez masowo produkowane opowiastki o superbohaterach, pochodzące zwłaszcza z oferty amerykańskich molochów wydawniczych, wyspecjalizowanych w dostarczaniu przede wszystkim historyjek prostych, łatwo przyswajalnych i w znakomitej większości pozbawionych wartości dla wymagającego czytelnika. W tej pstrokato-burej fali trykotów, promieni emitowanych z rozmaitych części ciała, masek, diademów i kapturów „kolorowa” seria Marvela, tworzona przez Tima Sale’a i Jepha Loeba, lśni wyjątkowym blaskiem. Zaś wydany właśnie przez Mucha Comics „Kapitan Ameryka” –  reprezentujący kolor „Biały” – jest jedną z pereł cyklu.

007

 

Jeph Loeb nie jest wybitnym scenarzystą. Ma skłonność do tłamszącego narrację nadmiaru postaci i niezdrowy nawyk pozostawiania urwanych znienacka wątków bez rozwiązania. Nie radzi sobie z rozkładaniem złożonej intrygi w dłuższym czasie odcinkowej publikacji, często niebezpiecznie zmierza w stronę deus ex machina i trudno go podejrzewać o zapędy dekonstrukcyjne czy reformatorskie na gruncie historii superbohaterskich. Mimo tego nie sposób się na niego gniewać i odmawiać mu miejsca w galerii nieśmiertelnych sław „Wielkiej Dwójki”. Na całe szczęście, zdaje sobie już sprawę z własnych ograniczeń. Dlatego też w serii „kolorowej” porusza się po sprawdzonym i bezpiecznym gruncie – mitologicznych „Latach Pierwszych” wybranych ikonicznych postaci wydawnictwa Marvel. 001

Tym, co absolutnie urzeka w podejściu Loeba, jest jego skromność i pokora. Scenarzysta nie musi już niczego udowadniać, ścigać się z młodszymi i bardziej gniewnymi, konstruować kosmicznych epopei ani kreślić wizji ponowoczesnego upadku rysunkowych herosów. Jego „kolorowy” cykl nie jest wywróceniem na nice uwielbianych przez miliony nadludzi i ich świata, przeciwnie – to wyraz miłości. Loeb kocha superbohaterów uczuciem czystym i żywym. Ta miłość wypływa z każdej strony „Kapitana Ameryki” i wszystkich pozostałych albumów serii. Loeb opowiada proste, kameralne historie o swoich idolach, wplatając w nie elementy złożonej marvelowskiej mitologii z delikatnością i szacunkiem. I w tej prostocie właśnie leży ogromna siła cyklu.  002

 

„Kapitan Ameryka: Biały” to w gruncie rzeczy nieskomplikowana, jednowątkowa opowiastka o jednej z wielu przygód amerykańskiego superżołnierza i jego nastoletniego pomagiera podczas II wojny światowej. Rozmrożony weteran, uwięziony przez kilka dekad w bryle lodu, wspomina swego poległego towarzysza broni – Bucky’ego Barnesa: ich pierwsze spotkanie, przypadkowe odkrycie tajnej tożsamości, trening w sztukach walki. Retrospekcje oscylują wokół wspólnej tajnej wyprawy obu aliantów w kostiumach do okupowanej przez nazistów Francji, gdzie razem z miejscowym ruchem oporu i komandem Nicka Fury’ego mają pokrzyżować złowrogi plan Czerwonej Czaszki. Historia opowiedziana setki razy, z przewidywalnym finałem, w którym dobro zawsze musi pokonać siły zła, a początkowo niechętni sobie współpracownicy znajdują nić porozumienia dla dobra słusznej sprawy.  003

 

A jednak „Kapitana” czyta się doskonale. Loeb niczego nie szuka, nie odkrywa ani nie igra z oczekiwaniami czytelnika. Pozwala historii toczyć się swoim rytmem, wtrącając drobiny humoru i dramatu tam, gdzie to konieczne. Scenariusz nie pozostawi odbiorcy zaszokowanego, oniemiałego czy zdruzgotanego. Zapewni za to wciągającą rozrywkę, przygodę i kilka miłych chwil przy lekturze.  005

 

Gdzie Loeb skromnie się kryje, tam błyszczy w całej swej chwale gwiazda Tima Sale’a. Mistrzowska kreska tego wyjątkowego artysty, wspomagana przez wspaniałe kolory Dave’a Stewarta, zapewnia prawdziwą wizualną ucztę. Nawet w porównaniu z innymi częściami cyklu, „Kapitan” prezentuje się zachwycająco. Duet Sale’a i Stewarta stworzył komiks, w którym każda plansza jest plastycznym dziełem.  004

 

„Kapitan Ameryka: Biały” nie jest owocem rewolucyjnego komiksowego geniuszu. Mimo to stanowi pozycję obowiązkową dla wszystkich miłośników superbohaterów. To solidna i dająca wiele radości z czytania prosta, ale satysfakcjonująca historia z oszałamiającą grafiką. Najpiękniejszy hołd, jaki Kapitan Ameryka mógłby sobie wymarzyć.

Rafał Kołsut

006

Wydawnictwo: Mucha Comics

Tytuł oryginalny: „Captain America: White”

Wydawca oryginalny: Marvel Comics

Rok wydania oryginału: 2016

Liczba stron: 160

Format: 170 x 260 mm

Oprawa: twarda

Papier: kredowy

Druk: kolor

Wydanie: I

Cena z okładki: 65 zł

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *