Recenzja – „Comanche. Tom 5. Mroczna pustynia”

Comanche_5_OkładkaDramatyczne zakończenie poprzedniego tomu, w którym Red Dust po długotrwałej pogoni za Russem Dobbsem stanął w obliczu dokonania niezwykle trudnego wyboru, odcisnęło na nim swoje piętno. I nie chodzi o to, że musiał przepracować kilka lat w kamieniołomach. Zastrzelenie bezbronnego człowieka zmieniło psychikę bohatera.

Akcja piątego tomu rozpoczyna się niemal dwa lata po zakończeniu poprzedniej odsłony serii. Red Dust spędził ten czas w kamieniołomach. Za zabicie Russa Dobbsa na terenie miasta Laramie został skazany na pięć lat odsiadki. Dzięki staraniom przyjaciół udało się jednak uzyskać zwolnienie warunkowe i Red mógł wrócić do Wyoming na ranczo Trzy Szóstki. Niestety wraca z etykietą więźnia, która całkowicie zmienia jego życie. I nie chodzi tylko o to, że nie może nosić broni, pić alkoholu, a dwa razy w tygodniu musi meldować się u szeryfa. Te niedogodności jest w stanie znieść, bo praca w kamieniołomach nauczyła go cierpliwości i pokory. Znacznie bardziej boli go sposób, w jaki jest traktowany przez nowych pracowników zatrudnionych na ranczu Comanche oraz mieszkańców miasteczka.

Comanche_5_4aKrótko mówiąc, wiele osób zaczyna uważać, że ma prawo demonstrować swoją wyższość nad skazańcem przebywającym na warunkowym zwolnieniu. Wydaje im się, że są od niego lepsi. Kiedy jednak w mieście pojawiają się kolejni groźni bandyci, ani „praworządni obywatele”, ani „dobrze wyedukowani” zastępcy szeryfa nie wykorzystują okazji do tego, by udowodnić swoją wartość. Czy znowu to zmęczony już nieco życiem Red Dust będzie musiał wziąć sprawy w swoje ręce? Czy będzie w ogóle do tego zdolny?

Comanche_5_1aW piątym tomie serii poza – jak zawsze – świetnie rozpisaną intrygą dostajemy coś więcej. Mamy tu bowiem psychologiczne studium postaci oraz socjologiczną analizę zmian społeczno-kulturowych zachodzących na Dzikim Zachodzie. Widzimy złamanego bohatera, który zmaga się z demonami przeszłości. Zastrzelenie bezbronnego człowieka, nawet tak bezlitosnego jak Dobbs – odcisnęło na Redzie nieusuwalne piętno, które zaczyna kształtować jego relacje z innymi i wpływa na zdolność działania. Krótko mówiąc, nie jest on już tak pewny siebie i swoich decyzji. Te dylematy rozgrywają się na tle zmian społecznych. Dziki Zachód staje się – przynajmniej teoretycznie – coraz mniej dziki. Szeryf wspomagany przez wyedukowanych zastępców, którym wydaje się, że ukończone studia nauczyły ich czegokolwiek o życiu, stara się rygorystycznie egzekwować prawo. Okazuje się jednak, że zmiany w społecznej świadomości nie zachodzą tak szybko, jak mogłoby się wydawać komuś, kto ocenia rzeczywistość z punktu widzenia nowoczesnych  psychologicznych, czy prawniczych teorii poznanych podczas studiów w odległym, cywilizowanym mieście. W praktyce wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane. Szczególnie że ci, którzy mają nieco inną opinię o naturze prawa i bezprawia, są uzbrojeni i niebezpieczni.

Comanche_5_2aO ile pod względem fabularnym seria staje się coraz bardziej mroczna i refleksyjna, o tyle w warstwie graficznej nic się nie zmienia. „Comanche” nadal zachwyca klasyczną kreską Hermanna. W piątym tomie serii dominują sceny rozgrywające się w rzęsistym deszczu. Rysownik perfekcyjnie prezentuje pojedynki i pościgi prowadzone w scenerii przesłoniętej ścianą deszczu. Co więcej, momentami – szczególnie w tych bardziej dynamicznych kadrach – specyficzne, deszczowe kreskowanie sprawia, że rysunki przypominają nieco mangowe efekty specjalne. Hermann nadal chętnie korzysta z dużych paneli przedstawiających spektakularne ujęcia oraz przepiękne krajobrazy. Wszystko zostało uzupełnione brudnymi kolorami, doskonale oddającymi mroczny nastrój tej opowieści.

Comanche_5_3aSeria Grega i Hermanna staje się – zgodnie z tytułem tomu piątego – coraz mroczniejsza. Atmosfera gęstnieje, a granica pomiędzy dobrem i złem ulega zatarciu. Red Dust, który uwolnił społeczność od bezwzględnego bandyty, czyli zrobił coś w gruncie rzeczy dobrego, został za to ukarany. Po warunkowym zwolnieniu wraca z etykietą więźnia, która sprawia, że wiele osób zaczyna patrzeć na niego z pogardą. Dopiero gdy w miasteczku znów potrzebny jest odważny strażnik, okazuje się, że wszyscy zaczynają pokładać nadzieję w człowieku, którego przed chwilą poniżali. Pytanie tylko, czy nie jest za późno na taką zmianę nastawienia. Czy pogardzany bohater będzie miał ochotę jeszcze raz ryzykować swoje życie dla niewdzięcznych tchórzy? Czy będzie w ogóle zdolny do podjęcia walki? Trzeba przyznać, że piąty tom serii przynosi zaskakujące odpowiedzi na te pytania, a jego zakończenie zapowiada dalsze komplikacje. Krótko mówiąc, robi się coraz ciekawiej.

Dziękujemy wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Paweł Ciołkiewicz

Tytuł: „Comanche. Tom 5. Mroczna pustynia”
Tytuł oryginału: „Le désert sans lumière”
Scenariusz: Greg
Rysunki: Hermann
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe
Data polskiego wydania: 2017
Wydawca oryginału: Le Lombard
Data wydania oryginału: 1976
Objętość: 48
Format: 240 x 320 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie/internet
Cena okładkowa: 39,90 złotych

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *