Recenzja – „Lady S. Tom 5. Kret w Waszyngtonie”

Lady s_5_okładkaPiąty tom serii „Lady S” przywołuje pewne skojarzenia z serialem „House of Cards”. Obserwujemy bowiem bezwzględną intrygę związaną z wyścigiem o fotel prezydenta USA. Tyle tylko, że występującemu tu czarnemu charakterowi, który ma chrapkę na urząd dający ogromną władzę, daleko – bardzo daleko – do Franka Underwooda. Gdyby do akcji wkroczył bohater grany przez Kevina Spaceya, piękna Lady S zapewne pożegnałaby się już z życiem.

Ambasador James Fitzroy, przybrany ojciec Suzan, czyli tytułowej Lady S, wdaje się w gorący romans z Donną Freeman. Nie byłoby w tym być może nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że jest ona urzędującym prezydentem USA. I choć, jak mówi sama pani prezydent, „Ameryka jest krajem, gdzie wszystko jest możliwe, pod warunkiem, że zachowa się pozory”, to jest to jednak sytuacja dająca spore możliwości jej politycznym wrogom. Senator Harry Glover, który bez wątpienia się do nich zalicza, postanawia wykorzystać ten fakt do uknucia intrygi, która ma skompromitować tę – jak sam o niej mówi – megierę i otworzyć mu drogę do uzyskania partyjnej nominacji w wyścigu o prezydencki fotel. Kluczową rolę w jego planie odgrywa niejasna przeszłość Lady S.

Lady S_5_1aGłówną osią fabularną „Kreta w Waszyngtonie” jest właśnie ta wynikająca z żądzy władzy intryga senatora Glovera. Jean van Hamme niezwykle umiejętnie bawi się tu konwencją opowieści sensacyjno-szpiegowskiej, tworząc niezbyt skomplikowaną, ale bardzo dynamiczną i do końca trzymającą w napięciu historię. W scenariuszu daje o sobie znać lekkość wynikająca zapewne z ogromnego doświadczenia scenarzysty w kreowaniu takich historii. Dzięki temu lektura piątego tomu serii „Lady S” dostarcza kolejnej porcji niezobowiązującej, ale stojącej na wysokim poziomie rozrywki. Bez wątpienia ta seria stanowi w konsekwencji doskonałą propozycję dla wszystkich, którzy do tej pory unikali tego typu opowieści z powodu ich nadmiernego skomplikowania i uwikłania w polityczne rozgrywki.

Lady S_5_2aGraficznie seria również niezmiennie prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Philippe Aymond doskonali styl czystej linii, tworząc dynamiczne i wypełnione detalami kadry. Szczególne wrażenie robią tym razem drobiazgowe rysunki wnętrz Białego Domu. Dopełnienie całości stanowi przywołująca skojarzenia z klasycznymi opowieściami kryminalno-szpiegowskimi kolorystyka. Podsumowując, należy stwierdzić, że wizualna strona komiksu bez wątpienia zadowoli wszystkich sympatyków solidnych, klasycznych frankofońskich rysunków.

Lady S_5_3aSeria opowiadająca o burzliwych losach pięknej Lady S nie zwalnia tempa. Jean van Hamme i Philippe Aymond raz po raz pakują swoją bohaterkę w poważne tarapaty, nie oszczędzając jej przykrych niespodzianek. Tym razem jednak finał historii sprawia, że Suzan będzie musiała – być może raz na zawsze – pożegnać się z dotychczasowym stylem życia. Sytuacja, w jakiej się znalazła jest na pewno bardzo trudna, ale jednocześnie otwierają się przed nią zupełnie nowe perspektywy. Wszystko to sprawia, że kolejne tomy zapowiadają się jeszcze ciekawiej. Jean van Hamme, który najwyraźniej doskonale się bawi, tworząc kolejne epizody tej intrygującej historii, zapewne jeszcze nie raz zaskoczy swych wiernych czytelników.

Dziękujemy wydawnictwu Kubusse za udostępnienie egzemplarza do recenzji!

Paweł Ciołkiewicz

Tytuł: „Lady S. Kret w Waszyngtonie”
Tytuł oryginału: „Lady S. 5. Une taupe a Washington”
Scenariusz: Jean van Hamme
Rysunki: Philippe Aymond
Kolor: Philippe Aymond
Tłumaczenie: Jakub Syty
Wydawca: Kubusse
Data polskiego wydania: 2017
Wydawca oryginału: Dupuis
Data wydania oryginału: 2008
Objętość: 48 stron
Format: 215 x 290 mm
Oprawa: miękka
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie/internet
Cena okładkowa: 38 złotych

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>