Recenzja – „Valerian. Wydanie zbiorcze. Tom 7”

Valerian_7_okładkaW siódmym tomie zbiorczego wydania serii „Valerian” znajdujemy epicką trylogię, która stanowi ostatni akt przygód dzielnej pary agentów służby czasoprzestrzennej. Autorzy postanowili definitywnie zakończyć przygody swoich bohaterów i trzeba przyznać, że zrobili to w wielkim stylu.

Mamy tu zatem jedną, spójną i przemyślaną w najdrobniejszych szczegółach całość – „Na skraju Wielkiej Nicości”, „Prawo Kamieni” i „Czasotwór” to trzy albumy opisujące kolejne fazy zakrojonej na szeroką skalę akcji, której celem jest wyzwolenie Ziemi z tajemniczej i złowieszczej niewoli, w którą dostała się, gdy nasi bohaterowie udaremnili kataklizm z 1986 roku. Z jednej strony, dzięki temu ocalili wówczas wiele istnień ludzkich, ale z drugiej, zmienili bieg historii i sprawili, że nie powstało Galaxity oraz służba czasoprzestrzenna. W ten sposób stali się bezdomnymi tułaczami. Teraz postanawiają jednak zmienić ten stan rzeczy.

Valerian_7_1aPierwszy etap planu to poszukiwanie informacji na skraju Wielkiej Nicości, gdzie nasi bohaterowie mają nadzieję dowiedzieć się czegoś o Galaxity. Uprawiając handel obwoźny pod murami więzień, fabryk i szpitali, wytrwale prowadzą swoje śledztwo, ale niewiele udaje im się dowiedzieć. Dopiero informacje uzyskane od tajemniczych Limbozów pozwalają z optymizmem spojrzeć w przyszłość. Prawdziwym przełomem okazuje się jednak spotkanie z komendantką o imieniu Singh’a Rough’a, która zbiera załogę do ekspedycji naukowej w Wielkiej Nicości. Po wielu perypetiach związanych z przygotowaniami do wyprawy ekipa wreszcie wyrusza. Tak rozpoczyna się drugi akt tej opowieści, w którym sprawy znacznie się komplikują. Okazuje się bowiem, że ekspedycja nie do końca ma charakter naukowy, a przeszkody, które nasi bohaterowie napotykają na swojej drodze, wydają się ponad ich siły. Wolochowie, czyli ogromne kamienie zamieszkujące – jeśli tak można powiedzieć – Wielką Nicość, rozpoczynają bowiem niszczenie wszelkiego życia we wszechświecie. O tym, czy uda się ten proces powstrzymać, przekonujemy się w trzecim akcie historii, który jest już prawdziwym narracyjno-graficznym majstersztykiem. Na tle kolejnych zniszczeń dokonywanych przez Wolochy, autorzy pokazują realizację skomplikowanego planu Valeriana i Laureliny, angażując przy okazji chyba wszystkie postaci, które pojawiły się na planszach tej serii na przestrzeni ponad czterdziestu lat jej publikacji. Chwilami robi się tu naprawdę tłoczno, ale autorzy umiejętnie przydzielają każdemu ważną rolę w ogromnym przedsięwzięciu, którego celem jest odnalezienie zagubionej Ziemi.

Valerian_7_1bW siódmym tomie znajdziemy oczywiście także kolejny tekst Stana Baretsa, który niestrudzenie objaśnia twórczość Pierre’a Christina oraz Jeana-Claude’a Mézèriesa. Tym razem artykuł poświęcony jest głównie idei zakończenia serii oraz jej – przybierającym różne formy – kontynuacjom. Dowiadujemy się z niego również, czym autorzy zajmowali się w okresie pracy nad ostatnimi albumami. Wśród informacji zawartych w tym artykule znalazła się także wiadomość o tym, że „Luc Besson niebawem przystąpi do zaadaptowania Valeriana na duży ekran”. Oczywiście wiemy już dziś, że wbrew temu, o czym jest mowa w tekście, nie będziemy musieli, czekając na rezultaty tej adaptacji, „toczyć walki z czasem”, bo premiera kinowej wersji Valeriana będzie miała miejsce już w lipcu. Treść artykułu tłumaczy fakt, że powstał on właśnie w 2012 roku, kiedy siódmy tom wydania zbiorczego miał premierę we Francji. Szkoda, że nie znalazła się tu bardziej aktualna informacja na ten temat przyozdobiona jakąś grafiką z tego filmu.

Valerian_7_2aJeśli chodzi o warstwę graficzną, nie ma tu żadnej niespodzianki – Mézèries po raz kolejny  dowiódł, że wielkim artystą jest. Mamy tu wszystko to, do czego już nas przyzwyczaił, oraz kilka nowych elementów. Na przykład sekwencje z Wolochami przedstawione są w zupełnie innej stylistyce niż główna część komiksu. Te fragmenty – szczególnie pierwsze pojawienie się Wolochów oraz triumwiratu z Rubanisa – przywołują skojarzenia z grafikami Enkiego Bilala. Poza tym, rysownik zmienia style także w innych miejscach opowieści – na przykład gdy wizualizuje wyobrażenia uczestników wyprawy o tym, co spodziewają się zastać w Wielkiej Nicości. Jeśli zaś o ukłonach pod adresem innych twórców mowa, to koniecznie trzeba przywołać porucznika Molto Cortesa, który rzecz jasna jest wzorowany na najsłynniejszej postaci stworzonej przez Hugo Pratta. Warto też wspomnieć o doktorze Kadarwinie. Choć jego nazwisko sugeruje odniesienie do twórcy teorii ewolucji, to wygląd i mroczne poglądy na temat życia i świata sprawiają, że znacznie bliżej mu do ohydnych, bluźnierczych i wymykających się ludzkiemu językowi potworów, które narodziły się w wyobraźni Howarda Philipsa Lovecrafta. No i oczywiście same Wolochy stanowią czytelne nawiązanie do „2001: Odysei kosmicznej” albo też – jak kto woli – do „Szninkla”.

Valerian_7_3aOceniając już całość tej serii, spokojnie i z czystym sumieniem można powiedzieć, że „Valerian” to bez wątpienia jeden z najciekawszych komiksów, jakie ostatnio ukazały się na naszym rynku. Tworzona na przestrzeni czterdziestu trzech lat opowieść dostarczała czytelnikom nie tylko świetnej, stojącej na najwyższym poziomie rozrywki, lecz także stanowiła okazję do refleksji na tematy odnoszące się do problemów trapiących współczesny świat. Pierre Christin, jak na rasowego twórcę SF przystało, mówił bowiem w swoich scenariuszach nie tylko o fantastycznych światach, lecz także – a może przede wszystkim – o rzeczywistości, w której żyjemy. Dzięki tej refleksji „Valerian” pozostaje serią ponadczasową. Do poszczególnych albumów można sobie teraz wielokrotnie wracać, jeszcze raz zatracając się w wykreowanych przez autorów światach. Doskonałą okazją do zanurzenia się w tej kreacji będzie także premiera wyreżyserowanego przez wielkiego fana tej serii – Luca Bessona – filmu „Valerian i miasto tysiąca planet”, który wejdzie na ekrany kin już w lipcu. Miejmy nadzieję, że będzie to przyjemna odmiana dla wszystkich miłośników komiksu, którzy odczuwają już lekki przesyt superbohaterskimi produkcjami filmowymi. Warto także trzymać kciuki, by wydawnictwu Taurus udało się opublikować jeszcze jeden tom, zawierający krótkie historie z Valerianem i Laureliną.

Dziękujemy Wydawnictwu Taurus Media za udostępnienie egzemplarza do recenzji

Paweł Ciołkiewicz

Tytuł: „Valerian. Wydanie zbiorcze. Tom 7”
Tytuł oryginału: „Valérian Intégrale tome 7”
Scenariusz: Pierre Christin
Rysunki: Jean-Claude Mézèries
Kolorystyka: Evelyne Tranlé
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Liternictwo: Arkadiusz Salamoński
Wydawca: Taurus Media
Data polskiego wydania: 2017
Wydawca oryginału: Dargaud
Data wydania oryginału: 2012
Objętość: 176 stron
Format: 215 x 290 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie/internet
Cena okładkowa: 95 złotych

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>