Recenzja: Rachel Rising 1 – Cień śmierci

Istnieją tytuły, o których wcześniej nie słyszeliśmy, nic o nich nie wiedzieliśmy, które pozytywnie nas zaskakują i często okazują się być powiewem świeżości. Dotyczy to zarówno filmów, książek, gier, jak i komiksów. W moim przypadku takim tytułem jest właśnie „Rachel Rising” Terry’ego Moora wydany jakiś czas temu przez Wydawnictwo Fantasmagorie.

rr1

Główną bohaterką komiksu jest Rachel Beck, dziewczyna, która… umarła, a dokładniej została uduszona. Przerażona i zdezorientowana, budzi się we własnym grobie. Nie pamięta, co się dokładnie stało, ale wie, że było to coś złego. Po powrocie do domu okazuje się, że znajomi i rodzina przestali ją poznawać, a w miasteczku Manson dzieją się różne dziwne rzeczy. Rachel za wszelką cenę chce odnaleźć swojego mordercę i dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi.

O fabule napiszę krótko – jest świetna. „Rachel Rising” to mieszanka m.in. kryminału, wątków paranormalnych i horroru. Historia opowiadana jest pomału, a autor umiejętnie przeplata wątek główny z wydarzeniami pobocznymi. Dzięki temu mamy świadomość, że nasza bohaterka jest częścią większej tajemnicy. Zarówno postacie pierwszo-, jak i drugoplanowe są napisane ciekawie i pełnią ważne role w opowiadanej historii. Nie można powiedzieć, żeby któraś z nich została wepchnięta na siłę i była przysłowiowym zapychaczem. To samo dotyczy dialogów, nawet tych humorystycznych. Na szczególną uwagę zasługuje relacja Rachel z jej najlepszą przyjaciółką Jet i ciotką Johnny. Terry Moore musi chyba bardzo dobrze rozumieć kobiety, bo relacje między nimi przedstawił wręcz fenomenalnie. I chociaż w pierwszym tomie pojawił się jeden mały zgrzyt (coś w rodzaju „jak to możliwe?”) i wątek, który zazwyczaj do mnie nie przemawia (bo był już tyle razy wykorzystywany w różnych tytułach, że ciężko o coś nowego), to nie odebrało mi to w najmniejszym stopniu przyjemności z poznawania tej historii. Przypomina mi ona w dużej mierze grę „Fahrenheit” (znaną też jako „Indigo Prophecy”) od studia Quantic Dream. I nie, nie jest to wada, wręcz przeciwnie.

rr3

Uroku całości dodają również czarno-białe rysunki. Jedyną rzeczą, na którą mógłbym ponarzekać w ich przypadku, jest ubogie, momentami sterylne otoczenie. Jednak to co najważniejsze, bohaterowie i ich uczucia, zostało pokazane bezbłędnie – twarz przerażonej Rachel wyczołgującej się z grobu albo jej przekrwione oczy – coś pięknego.

Czy warto zainteresować się tym komiksem? Zdecydowanie. Jeżeli lubicie klimaty „Miasteczka Salem” Stephena Kinga albo komiksu „Hrabstwo Harrow” (który także miałem przyjemność recenzować), to „Rachel Rising” powinniście być zachwyceni. Komiks ten to przede wszystkim ciekawa i bardzo dobrze poprowadzona historia, którą warto poznać.

rr2

Na koniec małe ostrzeżenie dla osób, które lubią kartkować komiks przed jego przeczytaniem. Nie róbcie tego w przypadku „Rachel Rising”. Ostatnie strony to jeden wielki spoiler, który może popsuć przyjemność poznawania tej opowieści.

Maciej Skrzypczak

Scenariusz: Terry Moore
Rysunki: Terry Moore
Tłumaczenie: Jan Olejniuk, Anna Urbańska
Wydawca: Wydawnictwo Fantasmagorie
Liczba stron: 128
Format: 170 x 260 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
Druk: czarno – biały
Cena: 55zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>