Recenzja: Daredevil – sezon 2

Drugi sezon serialu „Daredevil” miał swoją premierę już jakiś czas temu. Ponieważ pierwszy nie spełnił moich oczekiwań i dość mocno mnie zawiódł, do kontynuacji podchodziłem jak przysłowiowy pies do jeża. Niepotrzebnie. Kolejne przygody Diabła Stróża naprawiają błędy poprzedniej serii i chociaż nie są produkcją idealną, to nie żałuję ani minuty z nią spędzonej.

dd1

Zanim przejdę do omawiania fabuły przypomnę tylko, że „Daredevil” to produkcja stacji Netflix oparta na komiksach wydawnictwa Marvel. Serial wchodzi też w skład Marvel Cinematic Universe – Filmowego Uniwersum Marvela. Jednak w przeciwieństwie do filmów jest to produkcja przeznaczona dla dojrzałego odbiorcy. Netflix postanowił też stworzyć własne uniwersum serialowe. Oprócz „Daredevila” zaliczamy do niego: „Jessikę Jones”, „Luke’a Cage’a”, „Iron Fista” i nadchodzące „The Defenders”. W poniższej recenzji postaram się ograniczyć spoilery do minimum ale uprzedzam, że będą obecne.

Drugi sezon rozpoczyna się kilka miesięcy po aresztowaniu Wilsona Fiska – Kingpina. Pozostałe organizacje mafijne chcą przejąć to, co po nim zostało, a Daredevil stara się nie dopuścić do wojny gangów. Nieoczekiwanie do gry włącza się ktoś nowy, kto eliminuje przestępców w bardzo brutalny i okrutny sposób. Tym kimś jest Frank Castle, Punisher, który mści się na nich za śmierć swojej rodziny. Z początku myślałem, że cały sezon będzie opierał się tylko na Franku i jego wendecie. Tak się nie stało, a jego aresztowanie (które nastąpiło dość szybko) pozwoliło nie tylko na ciekawe następstwa, lecz także na wprowadzenie kolejnej ważnej i intrygującej postaci – Elektry Natchios. Była miłość Matta Murdocka, naszego Daredevila, to zdecydowanie najjaśniejsza postać tego sezonu. Elektra jest nie tylko inteligentną i piękną kobietą, to też doskonała zabójczyni. Jej relacja z Mattem została poprowadzona niemal perfekcyjnie. Oczywiście skrywa ona swoje sekrety, przez co wciąga go w niemałe kłopoty. Cierpi na tym jego kariera prawnicza oraz relacje z wspólnikiem i przyjacielem Foggim Nelsonem, a także ich sekretarką Karen Page. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy kancelaria „Nelson & Murdock” postanawia zostać obrońcą Franka Castle. W dodatku między Karen a Mattem rodzi się uczucie. Fabuła drugiego sezonu jest przemyślana i spójna. Wprawdzie występują drobne błędy w scenariuszu, a kilka wątków nie zostaje do końca wyjaśnionych, jednak te niedociągnięcia nie wpływają znacząco na główną historię. Muszę przyznać, że uczucia spójności fabularnej nie miałem w przypadku pierwszego sezonu. Przez pierwszą połowę wydawał mi się chaotyczny i nie do końca przemyślany. Wszystko zaczęło układać się w całość dopiero w okolicach siódmego odcinka i to właściwie dopiero wtedy serial zaczął zyskiwać w moich oczach. W przypadku sezonu drugiego opowiadana historia wciąga od początku do końca.

dd2Dialogi są ciekawe, dobrze napisane i chociaż mogą wydawać się zbyt długie, to nie nużą. W porównaniu z pierwszym sezonem dużej poprawie uległy relacje głównych bohaterów, a i oni sami przeszli sporą ewolucję. Dotyczy to głównie postaci Foggy’ego Nelsona i Karen Page. W pierwszym sezonie bardzo mnie one irytowały. Foggy wydawał się tylko cieniem Matta Murdocka i nie sprawiał wrażenia bystrego prawnika. Karen Page z kolei była pewnego rodzaju damą w opałach, w które wpadała na własne życzenie. Drugi sezon to zmienił. Zbytnia ciekawość Karen została bardzo dobrze wykorzystana w całej historii dzięki czemu panna Page już nie irytowała tak jak poprzednio. Jeszcze większą zmianę przeszedł Foggy Nelson. Stał się prawnikiem pewnym siebie, odważnym i działającym samodzielnie. Świadczą o tym nie tylko rozprawy na sali sądowej, potyczki słowne z panią prokurator okręgową, lecz także scena w szpitalu, w której podjął rozmowę z gangsterami, starając się nie dopuścić do rozlewu krwi.

Nie do końca jednak podobała mi się postać Punishera. Frank Castle z serialu to stuprocentowy psychopata i sadysta. Owszem, są momenty w których twórcy chcą pokazać jego ludzką stronę, próbuje do niej dotrzeć również Karen, ale jego zachowanie przeczy temu wszystkiemu. Kilka razy wspomina on, że chce za wszelką cenę pomścić rodzinę i dowiedzieć się kto stoi za ich morderstwem. Tylko że kiedy ma taką okazję, to najpierw strzela, potem pyta i nie ukrywa, że czerpie z tego przyjemność. Tak naprawdę Frank Castle nie dba o to czy ci przestępcy byli powiązani ze śmiercią jego rodziny. W dodatku jak sam twierdzi, nigdy nie zabiłby niewinnej osoby. Wszyscy, którzy giną z jego ręki zasłużyli według niego na karę. Przeczy temu jednak strzelanina w szpitalu albo rozmowa z dozorcą. Końcówka sezonu daje jednak nadzieję na to, że Punisher (który także dostanie własny serial) zacznie wymierzać karę w bardziej taktyczny i przemyślany sposób.

dd3Muszę wspomnieć również o innym świetnym bohaterze – Wilsonie Fisku. Na początku pierwszego sezonu Kingpin był postacią bardziej reprezentacyjną niż aktywnie działającą w swoich interesach. Oprócz tego nie był do końca brany na poważnie przez innych. Jednakże jedno wydarzenie sprawiło, że musiał wziąć sprawy w swoje ręce. Stał się bezwzględny i pewny siebie. Pomimo że w drugim sezonie Wilson Fisk przebywa w więzieniu, nie przestał myśleć o tym, jak odzyskać władzę i zemścić się na swoich wrogach, w tym na Murdocku i Nelsonie. Na szczególną uwagę zasługuje scena jego rozmowy z Mattem. Nie jest długa, trwa może pięć minut, ale śmiem twierdzić, że to najlepsza scena całego sezonu. Oglądając ją, byłem pod ogromnym wrażeniem, a na Kingpina zawsze już będę patrzył inaczej.

Wspomnę jeszcze krótko o stronie technicznej serialu. Sceny walki są wykonane perfekcyjnie. Jest ich więcej niż poprzednio, w dodatku są zdecydowanie bardziej widowiskowe. Muzyka i efekty dźwiękowe to również bardzo wysoki poziom. Nie do końca dobrze wypadły jednak efekty specjalne. Mam tutaj na myśli różne wymyślne sceny zgonów niektórych postaci. Wygląda to sztucznie i nie pozwala zapomnieć o tym, że jest to tylko serial telewizyjny.

Podsumowując, drugi sezon „Daredevila” jest produkcją niemal pod każdym względem lepszą od poprzedniego. Drobne błędy i niedociągnięcia w fabule nie są w stanie popsuć odbioru całości. To samo dotyczy strony technicznej. Jeżeli ktoś nie był przekonany do tego tytułu po pierwszym sezonie, powinien dać mu drugą szansę. Osób, którym poprzedni sezon się podobał, raczej nie trzeba zachęcać. W moim odczuciu sezon ten zasługuje na mocne 5/6 i nie ukrywam, że czekam na sezon trzeci.

Maciej Skrzypczak

,

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *