Recenzja: Wiedźmy

Scott Snyder nie należy do moich ulubionych autorów. Dlaczego? Ponieważ uważam, że jest twórcą, który dobrze zaczyna, ale źle kończy, nie do końca umie prowadzić wątki i odnaleźć się w tworzonej przez siebie historii, przez co psuje świetnie zapowiadające się tytuły. Do dzisiaj pamiętam pierwszą lekturę trzeciego tomu Batmana z Nowego DC Comics – „Śmierć rodziny”. Komiks zaczął się naprawdę dobrze. Do pewnego momentu był bardzo ciekawie prowadzony, ale nagle, niespodziewanie, czar prysł. Niestety, w rezultacie Scott Snyder sprawił, że po lekturze powyższego tomu straciłem całkowicie zainteresowanie tą serią, a na dłuższy czas nawet Batmanem w ogóle. Szkoda, bo uważam, że tom ten miał szansę stać się tytułem przełomowym dla całej Bat-rodziny, a z czasem może nawet kultowym. Wprawdzie na naszym rynku ukazało się jeszcze kilka innych tytułów tego autora, ale wszystkie cierpiały moim zdaniem na podobną przypadłość. Nawet najlepsza z nich – „Amerykański wampir” ‒ gdzieś się zagubiła, a sam scenarzysta chyba do końca nie wiedział, w którym kierunku ma ona podążyć. Pomimo że Scott Snyder nie zyskał mojej sympatii, na jeden jego tytuł czekałem z ogromnym zainteresowaniem. „Wiedźmy”, bo o nich mowa, są przez wielu uważane za najlepsze dokonanie tego autora. Czy słusznie?

Fabuła komiksu zaczyna się normalnie. Oto jesteśmy świadkami przeprowadzki rodziny Rooksów, która po dość traumatycznych przeżyciach postanawia zacząć wszystko od nowa. Niestety, przeszłość nie daje im o sobie zapomnieć, a ich przeznaczenie związane jest z mrocznymi siłami i istotami, które czyhają na ich życie, tytułowymi wiedźmami. Kim one są? Tego nie wiadomo. W komiksie jest mowa o tym, że są to istoty, które ewoluowały w innym kierunku niż ludzie, zmutowały i znajdują się na szczycie łańcucha pokarmowego. Tak, te istoty są głodne, wiecznie głodne, żywią się ludźmi, którzy zostali im ofiarowani. W zamian potrafią dać wszystko i spełnić nasze najskrytsze marzenia. Wiedźmy to zło wcielone, które na ofiary wybiera sobie ludzi słabych, doświadczonych przez los, takich jak rodzina Rooksów.

Muszę przyznać, że pod względem fabuły tym razem Scott Snyder pozytywnie mnie zaskoczył. Wprawdzie cała historia nie jest specjalnie odkrywcza i przełomowa, ale została poprowadzona bardzo spójnie i ciekawie. Nawet zakończenie, do których autor nie miał do tej pory szczęścia, jest satysfakcjonujące, a pewien zwrot fabularny zdołał mnie pozytywnie zaskoczyć. W tym miejscu dodam tylko, że seria ta w dalszym ciągu powstaje. Niech Was nie zmyli brak cyfry „1” na grzbiecie – ta opowieść jeszcze się nie skończyła. Kolejne numery „Wiedźm” mają się ukazać w USA na dniach.

Komiks ten jest mieszanką komiksu obyczajowego i horroru. Bardzo ważne są w nim relacje rodzinne, które nie należą do łatwych. Dialogi bardzo umiejętnie budują całą historię, trzymają w napięciu i nie nudzą. W porównaniu z innymi tytułami Scotta Snydera „Wiedźmy” są pod tym względem tytułem zdecydowanie bardziej przemyślanym i dopracowanym.

Na pochwały zasługuje również szata graficzna, za którą odpowiadają Mark Simpson, pseudonim „Jock”, i Colin Hollingsworth. Przyznaję, że z twórczością obu panów spotkałem się pierwszy raz, ale było to piękne spotkanie. Rysunki są mroczne, a tytułowe wiedźmy budzą grozę i obrzydzenie. Ciekawym zabiegiem są pewnego rodzaju artefakty na ilustracjach. Pełne plam, rozmyć, niekiedy mogą nawet utrudniać odbiór danego kadru. Nie, to nie wina drukarni, tak miało być i wyszło naprawdę świetnie. Pod względem kolorystycznym bardzo duża część komiksu przypominała mi prace Dave’a McKeana i jego „Azyl Arkham”, co jest niewątpliwie plusem.

Komiks ukazał się w naszym kraju dzięki wydawnictwu Mucha Comics i jak zwykle wydanie stoi na naprawdę wysokim poziomie. „Wiedźmy” zostały wydane w powiększonym formacie, takim jak „Sprawiedliwość” od tego samego wydawcy albo tytuły z linii DC Deluxe Egmontu, na czym zdecydowanie zyskały. Nie brak również dodatków, którymi są szkice, teksty autorstwa Scotta Snydera i jedna króciutka, ale bardzo klimatyczna historia.

Skoro tak chwalę i chwalę, to pewnie wielu z Was zastanawia się, czy komiks ma jakieś wady? Uważam, że nie. Jak pisałem wcześniej, „Wiedźmy” nie są niczym przełomowym. Nie zrewolucjonizują horroru komiksowego, jednak czerpią ze sprawdzonych schematów najlepiej jak się da, dodając do historii coś od siebie. Robią to tak dobrze, że pisanie o błędach byłoby z mojej strony po prostu czepialstwem. Z czystym sumieniem mogę napisać, że tym razem Scott Snyder nie zawiódł i stworzył naprawdę mroczny, przepięknie zilustrowany i co najważniejsze ciekawy komiks, po który warto sięgnąć.

Maciej Skrzypczak

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

Scenariusz: Scott Snyder
Rysunki: Jock
Tłumaczenie: Robert Lipski
Wydawca: Mucha Comics
Data wydania: lipiec 2017
Liczba stron: 192
Format: 180 x 275 mm
Oprawa: twarda
Druk: kolor
Cena: 75zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *