Recenzja: Tank Girl tom 1

A zine (/ˈziːn/ ZEEN; short for magazine or fanzine) is most commonly a small-circulation self-published work of original or appropriated texts and images, usually reproduced via photocopier. Usually zines are the product of a single person, or of a very small group. Zines first emerged in the United States, where the photocopier was invented, and have always been more numerous there. Zines have served as a significant medium of communication in various subcultures, and frequently draw inspiration from a “do-it-yourself” philosophy. Zines are written in a variety of formats, from desktop-published text to comics to handwritten text (an example being the hardcore punk zine Cometbus). Print remains the most popular zine format, usually photocopied with a small circulation. Topics covered are broad, including fanfiction, politics, poetry, art and design, ephemera, personal journals, social theory, riot grrrl and intersectional feminism, single-topic obsession, or sexual content far outside the mainstream enough to be prohibitive of inclusion in more traditional media. Zines are typically experimental cultural fragments defined by being created and distributed outside mainstream publication centers. They have the opportunity to reach selected, specific audiences, and often create pockets of intimate, subcultural communities.

Już się zgubiliście? Nie martwcie się, dalej będzie jedynie gorzej, nie przejmujcie się. Dla tych wytrwałych wyjaśniam, to recenzja polskiego wydania TANK GIRL, najbardziej odjechanego komiksu, który wywodzi się z kontrkultury lat 80. i jest ostrzejszy od tego, co bierze Grant Morrison, czujcie się ostrzeżeni. Czytacie na własną odpowiedzialność. Dzięki za uwagę i powodzenia. Będzie wam potrzebne. Naprawdę.

Lata 80. XX wieku oprócz kiepskiego wyczucia stylu, punków i Alana Moore’a dała nam ‒ fanom komiksu ‒ niesamowitego kopa. Był to czas, gdy okrzyk buntu rozbrzmiewał szerokim echem poprzez świat. W 1981 roku na zaśnieżone ulice Warszawy wyjechały czołg. Świat obiegło surrealistyczne zdjęcie afiszów „Czasu apokalipsy”, które na zawsze weszło do popkultury. Nasz świat w latach 80. stanął na głowie i nie zamierzał powrócić do normalności. Problem w tym, że to nie działo się jedynie w Polsce. Świat zwariował i zabrał nas ze sobą. A kontrkultura nie próżnowała. I dobrze, bo to właśnie w odpowiedzi na ten dziwaczny świat otrzymaliśmy „Tank Girl”.

Wielka Brytania miała swoje własne problemy. W tym czasie kraj na wyspach zmagał się z ogromnymi zmianami społecznymi. Wyzwania, rosnące bezrobocie i widmo nacjofaszyzmu kształtowały twórcze umysły artystów po drugiej stronie kanału La Manche, którzy uciekali w świat coraz dziwniejszych fantazji, aby oderwać się od szarej, brudnej rzeczywistości. Twórców, którzy stawali w opozycji do status quo i byli gotowi zburzyć podstawy świata tylko po to, by na nowo wprawić go w ruch. Tank Girl jest postacią obrazoburczą, brutalną, bezpośrednią i może stanowić symbol kontrkultury. Jeżeli udało wam się wziąć lupę i przeczytać wstęp do tej recenzji, wiecie, że jej twórcy mieli niespożyte zasoby energii, która kazała im przesuwać granice medium, zburzyć ściany oddzielające artystów od ich odbiorców, wszystko po to, aby przesłanie mogło w sposób nieskrępowany dotrzeć do Was. Ziny, a tym właśnie była „Tank Girl” na początku, są osobistym manifestem, dużo bardziej ekstremalnym niż wszystko, co znajdziecie w mainstreamie. „Tank Girl” jest rozmową twórców z odbiorcami o niespotykanej intensywności. Jest też nieskrępowana przez zasady, jakie wytworzył przemysł komiksowy, aby maksymalizować zyski. Mimo że historie zebrane w wydaniu „Tank Girl” mogą się wydawać naiwne, chaotyczne i po prostu głupie, to są szczere. Non Stop Comics postanowiło zaprezentować nam komiks jak najbliższy pierwotnemu wydaniu, tak aby utracić jak najmniej z kreatywnego ducha, który towarzyszył tytułowi podczas jego powstania, a ja osobiście jestem im za to wdzięczny.

Dzięki temu otrzymujemy komiks taki, jakim był on w zamyśle ich twórców. Mamy do czynienia z tytułem niezależnym, który nie uznaje kompromisów, a szuka własnej drogi. Komiksem autoironicznym, który faktycznie czerpie z tego, co najbliższe jego twórcom. „Tank Girl” w równym stopniu przedstawia losy dziewczyny w czołgu, jak i historię powstania opowieści, perypetie kumpli, którzy w sposób nieskrępowany mówią, jak dużo frajdy daje im proces twórczy. Dziś być może nie jest to tak odkrywczy komiks jak te prawie trzydzieści lat temu, ale to nie znaczy, że nie niesie ze sobą wartościowych treści. Pytanie, czy My jako odbiorcy zdołamy wznieść się ponad jego prześmiewczą treść. Tank Girl jest zabawna prostackim humorem dwóch studentów. Dużo tam żartów z narządów rozrodczych obojga płci, dużo podtekstów seksualnych i bezsensownej przemocy. Wszystko po to, aby ośmieszyć autorytarny świat, który istnieje poza ramami komiksu. Autoironia i komedia są bronią twórców, którzy celują we wszystko, z czym się nie zgadzają. Strach bowiem boi się śmiechu, a wielu w tamtych czasach rządziło poprzez strach. Nieważne, w Polsce czy na Wyspach.

Dla mnie to w „Tank Girl” jest najważniejsze, jej przesłanie nadal pozostaje aktualne. Nie ma znaczenia, czy swoje mądrości wygłasza z tronu zbudowanego z czaszek, czy też robi to, paradując naga i świecąc cyckami. Ważne, że ten komiks po tylu latach nadal ma coś do powiedzenia, że jego rola nie zdewaluowała się i nie stał się tylko i wyłącznie czystą, nieskrępowaną, prostacką rozrywką. To, że nawiązuje do dzieł kultury, które właśnie przeżywają swój renesans, mi nie przeszkadza. Stanowi dodatkowy atut, a z marketingowego punktu widzenia daje trochę większe szanse tytułowi na sukces. Nie zaprzeczy się bowiem, że fanów nowej części Mad Maxa jest dużo. Tank Girl jeździ czołgiem po bezdrożach Australii, przeżywa przygody. Tak można podsumować warstwę fabularną komiksu, ale nie ona jest najważniejsza. Oprócz tego opowiada o zmaganiach twórców ze światem, o ich drodze ku karierze i sukcesowi. O ich lękach, o naszych lękach, o naszych radościach, o tym wszystkim, co przeżywamy, będąc częścią pewnego ruchu. Nieistotne jest, czy jest to komiks, punk, czy ostra rockowa muzyka. I nie oszukujmy się, czasem każdy z nas chciałby pojeździć czołgiem.

Dziękujemy wydawnictwu Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Rafał Pośnik

Tank Girl – 1
Scenariusz: Alan Martin
Rysunek: Jamie Hewlett
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Wydawnictwo: Non Stop Comics
9/2017
Tytuł oryginalny: Tank Girl
Wydawca oryginalny: Penguin Books
Liczba stron: 136
Format: 190×260 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: cz.-b.
ISBN-13: 9788381101714
Wydanie: I
Cena z okładki: 40 zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *