“LEGION. KRONIKI” – RECENZJA

Albumem „Jam jest Legion” Fabiena Nury’ego i Johna Cassadaya zadebiutowało w ubiegłym roku na naszym rynku nowe wydawnictwo OMG! Wytwórnia Słowobrazu. Komiks, fabularnie oparty na atrakcyjnym połączeniu okultyzmu z nazistami, został ciepło przyjęty przez czytelników i krytyków, zatem rok później nakładem tej samej oficyny ukazał się jego prequel zatytułowany „Legion. Kroniki”, który ‒ co nie jest częste ‒ nie ustępuje części pierwszej.

„Jam jest Legion” było rozgrywającą się w czasie II wojny światowej opowieścią o walce wywiadów nazistowskiego i alianckiego. Ci ostatni gotowi są na wszystko, by wejść w posiadanie tajemniczej broni, którą ponoć dysponują Niemcy, a która może zmienić bieg historii. Żadna ze stron nie wie, że jest jedynie pionkiem w trwającej od wieków wojnie pomiędzy Vladem Drakulą Tepesem i jego bratem Radu.

Napisany przez Fabiena Nury’ego i narysowany przez Amerykanina Johna Cassadaya „Jam jest Legion” jest solidną produkcją rozrywkową, w której autorzy sprawnie połączyli ze sobą wojenną opowieść z horrorem i sensacyjną intrygą rodem z powieści Alistaira MacLeana. Komiks przenosił czytelników w sam środek kilkusetletniego konfliktu pomiędzy demonicznymi bytami, ale nie wyjaśniał przyczyn jego wybuchu. Te poznajemy w „Legionie: Kronikach”.

Akcja albumu rozpoczyna się 14 grudnia 1476 roku, w dniu „śmierci” Vlada Drakuli Tepesa będącym jednocześnie początkiem jego wojny z Radu. Na kolejnych stronach komiksu, których ten liczy ponad 200, Nury przedstawia kolejne odsłony tej walki rozgrywające się w XVI-wiecznej Ameryce Łacińskiej, w 1812 roku podczas kampanii napoleońskiej (w Rosji, ale nie tylko) oraz na przełomie XIX i XX wieku w Anglii. Akcja albumu kończy się w 1918 roku, na kilkadziesiąt lat przed wydarzeniami opowiedzianymi w „Jam jest Legion”.

Największymi bolączkami pierwszego „Legionu” były zagmatwana miejscami fabuła oraz nadmiar bohaterów, z których część narysowana została w podobny sposób, co potęgowało dodatkowo uczucie zagubienia. „Legion. Kroniki” jest pod tym względem dziełem znacznie prostszym. Trzy główne historie przeplatają się ze sobą, ale ponieważ dzieją się w różnych okresach, ich bohaterowie nigdy się ze sobą nie spotykają.

Sama intryga nie jest skomplikowana, ale została przedstawiona z dużo większym rozmachem. Po raz kolejny Fabien Nury prezentuje opowieść o walce dwóch demonicznych bytów, w którą wciągnięci są niczego nieświadomi ludzie. Jednak tym razem akcja komiksu obejmuje blisko 500 lat, rozgrywa się na dwóch kontynentach i wciąż nie brakuje w niej niespodziewanych zwrotów akcji, efektownych scen batalistycznych oraz autentycznych wydarzeń oraz postaci.

Stworzenie „Jam jest Legion” zajęło Fabienowi Nury’emu i Johnowi Cassadayowi aż cztery lata, tymczasem publikacja czterech tomów „Legionu. Kronik” zaledwie 12 miesięcy. To dlatego, że scenariusz całej miniserii był gotowy, zanim do pracy nad nią przystąpili rysownicy. Tych z kolei w projekt zaangażowanych było aż pięciu. Matthieu Lauffray narysował prolog, Mario Alberti historię Gabrielli de la Fuente, Zhang Xiaoyu opowieść o Armandzie Malachim, kapitanie napoleońskich huzarów, Tirso przedstawił losy Victora Douglasa Thorpe’a, a Eric Henninot efektownie podsumował konflikt braci za pomocą krwawej partii szachów.

Każdy z artystów stworzył swoją historię w innym stylu, co jest zarówno atrakcją, jak i dużym ułatwieniem w odnalezieniu się w wielowątkowej fabule. Najlepiej z całego komiksu prezentuje się, moim zdaniem, wstęp narysowany przez Matthieu Lauffraya (twórcę znanego polskim czytelnikom m.in. z udanego „Long Johna Silvera”), ale trzeba przyznać, że każdy z rysowników stanął na wysokości zadania, a „Legion. Kroniki” z równym zainteresowaniem się czyta, jak i ogląda.

Nie miałem wobec tego komiksu zbyt wygórowanych oczekiwań. Tymczasem mile się rozczarowałem. Fabien Nury stworzył trzymającą w napięciu, wypełnioną akcją i pełną krwistych (dosłownie) bohaterów opowieść, którą nie tylko dobrze się czyta, ale która jeszcze ładnie wygląda. Jeśli „Jam jest Legion” przypadło wam do gustu, jego prequel możecie brać w ciemno.

Dziękujemy wydawnictwu OMG! Wytwórnia Słowobrazu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Wydawnictwo: OMG! Wytwórnia Słowobrazu 10/2017
Tytuł oryginalny: „Les chroniques de Légion”
Wydawca oryginalny: Glénat
Rok wydania oryginału: 2016
Liczba stron: 232
Format: 215 x 290 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
ISBN-13: 9788394411015
Wydanie: I
Cena z okładki: 124 zł

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *