Recenzja: Idący człowiek

Na tegorocznym MFKiG pojawiło się, dość niespodziewanie, polskie wydanie Idącego człowieka. To jeden z ważniejszych komiksów Jiro Taniguchiego, który jako pierwszy z jego dzieł został opublikowany we Francji i otworzył artyście drogę do dalszych publikacji w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Od razu zaznaczę, że to nie jest komiks dla każdego. Nie ma w nim bowiem fabuły jako takiej. Nie ma wielowymiarowych postaci i skomplikowanych relacji między nimi. Nie ma bohaterów zaczynających jako słabeusze, a w trakcie kolejnych odcinków zyskujących nadludzkie zdolności pozwalające pokonać coraz silniejszych przeciwników. Nie ma w nim wreszcie wielkiego promienia z innego wymiaru i otaczającego go tornada gruzu oraz armii bezosobowych robotów, które chcą zniewolić ludzkość. Nie opowiada o epickich zmaganiach, w których na szali znajdują się losy wszechświata.

Jeśli jesteście fanami komiksów o cechach wymienionych powyżej, to raczej nie spodoba się Wam Idący człowiek. Opowiada on bowiem o spacerach. Nie o wyprawach, eskapadach w egzotyczne, niezbadane miejsca. Zwykłych spacerach po najbliższej okolicy, na które udaje się w celu załatwienia drobnych spraw lub dla przyjemności główny bohater komiksu. W ich trakcie spotykają go różne „przygody”. Pomaga chłopcom zdjąć latawiec z drzewa. Spotyka innych spacerowiczów. Zaskakuje go nagła zmiana pogody.

Większość z nas nie zwraca uwagi na takie drobne, codzienne zdarzenia. Jednak nie bohater mangi. Największa siła tego komiksu to jego podejście do życia i sposób patrzenia na świat. Patrzy na niego z ogromną otwartością, życzliwością, wnikliwością i pewną dziecięcą naiwnością, czy może bardziej ciekawością otaczających go zjawisk. Żyje z nim w idealnej harmonii i stara się go lepiej zrozumieć. Zdaje się być zafascynowany nawet najbardziej trywialnymi aspektami życia.

Takie podejście do życia zdaje się wynikać z buddyjskich wpływów w Japonii. Do głowy przychodzą mi takie koncepty jak mono no aware (zaduma nad przemijalnością wszystkiego), ma (pustka, przerwa) czy ikigai (zadowolenie z życia, spełnienie). Z bliższych nam koncepcji wymienić można duńskie hygge, które było bardzo modną ideą jakoś na przełomie tego i zeszłego roku.

Wszystkie te idee w ten czy inny sposób podkreślają wartość codzienności, drobnych, przelotnych rzeczy, spostrzeżeń i uczuć. Radość z drobiazgów. Potrzebę zwolnienia i pewnej twórczej nieproduktywności. Oddechu pomiędzy chwilami napięcia i stresu. W dzisiejszym świecie jest o to coraz ciężej. Żyjemy zanurzeni w nieprzerwanym strumieniu zdarzeń i informacji. Gdy tylko pojawia się chwila przerwy, „nudy” i organizmowi nie dostarcza się żadnych bodźców, sięgamy do kieszeni po telefon, by czymś zająć mózg, któremu coraz ciężej się skoncentrować i zająć kontemplacją otaczającej nas rzeczywistości lub autorefleksją.

Mnie ten komiks bardzo się podoba, bo podejście do życia jego bohatera bardzo współgra z moim. Udało mi się wykształcić w sobie taką wrażliwości na rzeczywistość i bardzo mnie to cieszy. Ostatnimi czasy głównie za sprawą mojego psa penetruję nowe zakamarki osiedla, na którym mieszkałem przez blisko 30 lat. Ciągle odkrywamy coś nowego. Nawet jeśli jest to po prostu inny widok na pobliskie bloki z miejsca, w które dotąd nie wchodziłem.

Nie wszyscy mają w sobie taką wrażliwość. Nie wszystkim jest ona potrzebna. Niektórym może się to wydać wręcz śmieszne i głupie. Dlatego wielu polskim fanom komiksu czy mangi może się ta pozycja nie spodobać. Moim zdaniem warto spróbować, bo zawsze dobrze jest spojrzeć na świat pod innym kątem. Zwłaszcza, że Jiro Taniguchi jest mistrzem rysowania krajobrazów i szczegółowych teł. Komiks zawiera też dużo kolorowych stron. Moim ulubionym rozdziałem jest ten, w którym chłopcy grający w piłkę niechcący tłuką bohaterowi okulary. Wówczas różne style rysunku (zwykły, bardziej impresjonistyczny oraz pokawałkowany) imitują różne sposoby percepcji świata przez bohatera. Wydaje mi się też, że to najlepiej oddaje sens komiksu, czyli właśnie inne spojrzenie na rzeczywistość.

Dziękujemy wydawcy za przekazanie egzemplarza recenzenckiego.

Tytuł: „Idący człowiek”
Tytuł oryginału: „Aruku hito”
Scenariusz i rysunki: Jiro Taniguchi
Tłumaczenie: Radosław Bolałek
Wydawca: Hanami
Data polskiego wydania: wrzesień 2017
Wydawca oryginału: Kodansha
Data wydania oryginału: 1996
Objętość: 232 strony
Format: 150 x 210 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Druk: kolorowy/czarno-biały
Cena okładkowa: 36 złotych

, ,

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *