Torpedo 1972 – recenzja

Przeważająca część oferty wydawnictwa Non Stop Comics to tytuły amerykańskie wydawane w kraju pochodzenia przez Image Comics. Na tym tle wyróżnia się europejska seria Torpedo. Gros opowieści o mafijnym zabójcy do wynajęcia toczy się w latach trzydziestych XX wieku i one zostały zebrane w opasłym tomie Torpedo 1936.

Oprócz niego wydano też kontynuację, czy bardziej łabędzi śpiew bohaterów. Luca ‘Torpedo’ Torelli i jego wierny pomagier Rascal jakimś cudem dożyli do lat siedemdziesiątych, swoich i XX wieku. Ledwo wiążą koniec z końcem, zarabiając na swojej legendzie, żywią się padliną i stali się jeszcze bardziej źli, cyniczni, zgryźliwi i zgorzkniali niż w pierwotnej serii. W wyniku współpracy z ponętną fotografką Wendy i dziennikarzem, Jamesem piszącym o dawnych konfliktach przestępców Torpedo wikła się w dawno zakończoną sprawę śmierci mafijnego bossa Caputo.

1972 jest dłuższą opowieścią niż większość tych pokazujących bohaterów w sile wieku. Chociaż ciężko ich nazywać bohaterami. Nie wiem czy nawet zasługują na miano antybohaterów, bo nawet Ci posługują się jakimś kodeksem moralnym. Torpedo i Rascal to gangsterzy. Odrażające, niemoralne i wulgarne typy. Nie ma tu romantycznego wizerunku przestępcy z zasadami rodem z Ojca Chrzestnego. Postacie tego komiksu to patologiczni kryminaliści. W latach trzydziestych dopuszczali się morderstw, gwałtów, kradzieży, pobić i wszelkich innych możliwych przestępstw. Czterdzieści lat później świat posunął się do przodu, ale ich metody, charakter i zachowanie nie zmieniły się ani trochę. Luce jedynie ręka się trzęsie od Parkinsona i, jak stwierdza sam bohater, już nie zawsze mu staje.

To powoduje, że Torpedo zdecydowanie nie jest komiksem dla wszystkich. Wielu osobom, zwłaszcza wyczulonym na seksistowskie zachowania, nie spodoba się postępowanie i postać bohatera, który jest wręcz modelowym przykładem toksycznej męskości. Sądzę jednak, że tak jak w pierwotnej serii, tak i tutaj nie ma gloryfikacji takiego zachowania. Postać jest przerysowana i przedstawiona ze sporą dozą ironii. To powoduje, że jego przygody są ciekawe i ekscytujące, nawet jeśli nie zgadzamy się z “wartościami” jakie reprezentuje. Torpedo nie tylko jest brutalem, ale też kretynem i nieukiem. Efektem prostolinijne, momentami prostackie, zachowanie i zabawne lapsusy językowe, które świetnie zostały uchwycone w tłumaczeniu.

Scenarzystą Torpedo 1972, tak samo jak wczesniejszych historii jest Enrique Sanchez Abuli, ale rysuje już nie Jordi Bernet (ani Alex Toth, który był współtwórcą pierwszych dwóch historyjek), ale Eduardo Risso. Bardzo dobrze wpasował się w styl poprzedników. Początkowo trochę przeszkadzał mi kolor, bo pierwotną serię publikowano w czerni i bieli, ale po kilku stronach przestałem na to zwracać uwagę. Kolor nie służy tu zwiększaniu realizmu rysunków, ale bardziej podkreśleniu nastroju danej sceny. Nie ma też gradientów i innych efektów nadużywanych przez co pośledniejszych współczesnych kolorystów.

Jeśli dobrze bawiliście się w trakcie lektury pierwotnej serii to nie muszę zachwalać jej kontynuacji. Na pewno warto po nią sięgnąć. Jeśli jednak miałoby to być pierwsze spotkanie z Torpedo i Rascalem to poleciłbym zapoznanie się z przygodami bohaterów z czasów ich świetności. Bywają dużo lżejsze gatunkowo i niektóre są pełne niedorzecznych, komediowych perypetii pary gangsterów, które polepszają trochę ich wizerunek. W 1972 raczej jest smutno, gorzko i brutalnie i zupełnie nie jest do śmiechu, pomimo kilku zabawnych tekstów. W latach trzydziestych było zdecydowanie lepiej.

Dziękujemy wydawcy za przekazanie egzemplarza do recenzji.

Konrad Dębowski

„Torpedo 1972”
Scenariusz: Enrique Sanchez Abuli
Rysunek: Eduardo Risso
Tłumaczenie: Jakub Jankowski
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Rok wydania polskiego: październik 2017
Tytuł oryginalny: „Torpedo 1972”
Wydawca oryginalny: Glenat Espana
Liczba stron: 48
Format: 170 x 260 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Cena z okładki: 40 zł

,

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *