Battling Boy – recenzja

Przez ostatnie 25 lat niewiele wydano w Stanach Zjednoczonych komiksów o superbohaterach, które nie były przesadnie poważne, mroczne, brutalne i kontrowersyjne. Zdarzają się chlubne wyjątki, ale ogólną tendencją w gatunku superbohaterskim, pomimo tego, że minęło ćwierć wieku od premiery dzieł Franka Millera i Alana Moore’a, jest nurzanie się w nędznych ich imitacjach. W regularnym przeżuwaniu starych wątków, pomysłów i wysrywaniu setek podobnych do siebie komiksów, których zawartość na dłuższą metę nie ma żadnego znaczenia dla postaci i uniwersum. Schlebiających jedynie gustom tych, którzy pomimo trzech albo czterech dych na karku za dorosłe uznają komiksy dla wkurzonych na świat nastolatków.

Oczywiście to niejedyny powód znużenia gatunkiem, ale najważniejszy z punktu omawianego tytułu. Reasumując, brakuje mi trochę serca do czytania komiksów, w których właśnie tego serca nie ma. Sami wkurzeni goście tłuką po nocach równie wkurzonych gości z przerwami na jakiś crossover i tak ad infinitum. Dlatego, jeśli już chcę przeczytać coś w tym gatunku, chętniej spoglądam na superbohaterskie opowieści spoza Marvela/DC. Tam twórcy mają większą swobodę. Mogą pisać krótsze, spójniejsze serie. Tworzyć nowe, oryginalne światy i przede wszystkim historie, które coraz śmielej wyłamują się z wyżej opisanego tonu.

Jednym z takich komiksów jest Battling Boy Paula Pope’a. Opowiada o losach młodego boga. W dniu trzynastych urodzin zostaje wysłany przez rodziców do Arcopolis. Miasta pustoszonego przez potwory. Haggard West, jego dotychczasowy obrońca, ginie na pierwszych stronach komiksu. Przez to powstaje luka, którą może obsadzić tytułowy bohater. O tę pozycję będzie rywalizować z nim Aurora West, nastoletnia córka zmarłego bohatera.

Obie postacie są oparte na łatwo rozpoznawalnych archetypach. Boski wymiar, z którego przybywa Battling Boy, jest wzorowany na Asgardzie, a jego ojciec jako żywo przypomina mitycznego Thora. Z kolei Haggard West to naukowiec-awanturnik, typowy dla pulpowych opowieści z początku XX wieku (Doc Savage, Flash Gordon), ale także późniejszych jak Indiana Jones, Batman czy Iron Man. Nosi haubę, gogle i skórzaną kurtkę (piloci również należą do popularnych bohaterów pasków komiksowych i pulp – np. Buz Sawyer, Blackhawk, Steve Canyon). Lata, używając plecaka rakietowego (jak Rocketeer), i posługuje się swoimi wynalazkami, żeby walczyć ze złem. Ma też tajną pracownię-zbrojownię, gdzie przechowuje swoje bohaterskie gadżety.

To celowe działanie Paula Pope’a, który, jak sam przyznał w jednym z wywiadów, pod przykrywką opowieści o superbohaterach chciał stworzyć ponadczasową mityczną opowieść, która odwoływałaby się do pierwotnych wątków i archetypów powtarzających się w różnych kulturach. Sięga więc do tych fundamentalnych założeń dla opowieści o nadludziach, które sprawiają, że te opowieści mają uniwersalny charakter. Wiele współczesnych komiksów w gatunku gdzieś gubi tę esencję, wikłając się w kolejne nieudolne próby dekonstrukcji zdekonstruowanego lub autotematyzm (czasem wręcz samogwałt).

Battling Boy jest przede wszystkim opowieścią o dorastaniu. Bohaterowie to nastolatki, którzy muszą zacząć sobie radzić samemu ze światem i znaleźć swoje miejsce w nim. W przypadku tytułowego bohatera jego zesłanie na obcą planetę jest rytuałem przejścia. W wielu kulturach chłopcy, żeby być uznanymi za pełnoprawnych członków plemiennej wspólnoty, przechodzą skomplikowane, brutalne, często niebezpieczne próby, w których muszą udowodnić swoje męstwo, odwagę, siłę i umiejętności. Ojciec bohatera zostawia go więc zdanego na własne siły z kilkunastoma magicznymi podkoszulkami w betonowej dżungli pełnej niebezpieczeństw (a z drugiej strony pozostaje z nim w kontakcie, bo celem rytuału pomimo niebezpieczeństw nie jest eksterminacja słabeuszy).

Dziewczęta rzadziej są poddawane takim działaniom (najczęściej mają one też inny charakter), gdyż naturalnym mechanizmem oznaczającym dojrzałość jest pierwsza miesiączka. Ponieważ nie żyjemy w społeczeństwie pierwotnym, gdzie w celu przetrwania role społeczne są z góry przypisane ze względu na płeć, przeciwwagę dla Battling Boya stanowi Aurora West. Starsza, ambitniejsza i trochę bardziej doświadczona, ale w głębi duszy równie zagubiona.

Wywodzą się z różnych światów, ale oboje dążą do tego samego celu, którym jest z jednej strony godna kontynuacja dziedzictwa rodziców – bohaterów, a z drugiej określenie własnego miejsca w świecie i odnalezienie tego, co stanowi o ich wyjątkowości. Cechuje ich młodzieńczy brak pewności siebie (Battling Boy) lub jej nadmiar (Aurora), funkcjonujący jako maska, za którą skrywa się jej niedoskonałość. W trakcie kolejnych zmagań oboje boleśnie się przekonują, że droga do dorosłości nie jest przyjemna ani łatwa, a obkupiona ciężką pracą i wyrzeczeniami, a nawet to nie zawsze prowadzi do triumfu nad przeciwnikami.

Oponenci odbiegają od standardowych superzłoczyńców czy najczęściej eksploatowanych w fantastyce monstrów z mitologii nordyckiej (orki, gobliny itp.). Pope sięga do innych źródeł. Humbaba pochodzi z eposu o Gilgameszu. Ma dość oryginalny wygląd i zachowanie (głównie siedzi i zjada samochody). Ghule wywodzą się również z mitologii arabskiej (to stwory żywiące się ludzkim mięsem). Przeciwnicy są dziwaczni i bywają też śmieszni bo, jak twierdzi Pope, często najłatwiej poradzić sobie z potworami, wyśmiewając je. Autorowi udało się jednak stworzyć złoczyńców, z których można się śmiać, jednocześnie nie odzierając ich z grozy i nie sprowadzając ich wyłącznie do żartu, czego niedawnym przykładem są Pierwszy Porządek i generał Hux w Ostatnim Jedi. Ponadto występuje tu też klasyczny paradoks – wraz z tym jak strażnicy porządku rosną w siłę, tym bardziej bezwzględni, przebiegli, silniejsi i bardziej skonsolidowani ze sobą stają się złoczyńcy.

Świat przedstawiony pełen jest niebezpieczeństw. Podobnie jak rzeczywistość, z którą muszą się zmagać zwykłe nastolatki. Zapewne stąd popularność takich serii jak Stranger Things czy opowieści podszytych wątkami dystopicznymi, których pełno jest w literaturze young adult (Igrzyska śmierci czy Więzień labiryntu to najpopularniejsze przykłady). Pokazują one opresyjny, niegościnny świat, w którym młodzi ludzie muszą sobie poradzić i się odnaleźć. To wydaje mi się bliższe przeżyciom przeciętnego nastolatka niż ultrahedonistyczne życie bohaterów seriali typu Skins lub młodocianych gwiazdek okupujących pierwsze strony tabloidów, które jest dostępne raczej nielicznym. Dysonans pomiędzy rzeczywistością a oczekiwaniami względem niej prowadzi tylko do spotęgowania wyobcowania i samotności. Podczas gdy opowieści takie jak wspomniane wcześniej lub opisywany tu Battling Boy pokazują świat i bohaterów podobnych do czytelnika. Z tą różnicą, że nie zmaga się on z Humbabą, Demigorgonem czy totalitarnym rządem, a bardziej przyziemnymi problemami, których popkulturowymi przedstawieniami są wspomniane monstra. To stanowiło o sile oddziaływania pierwszych komiksów o superbohaterach i jest też mocną stroną Battling Boya.

Paul Pope czerpie inspiracje z komiksów ze wszystkich stron świata. Wspominał, że pokazywał strony komiksu Moebiusowi i Jean-Claude Mezieresowi (Valerian), którzy je chwalili. Pracował też w Japonii. To odbija się na ostatecznym wyglądzie dzieła. Mangi dla nastolatków mają podobną konstrukcję co Battling Boy (dwójka wyrazistych rywali, o problemach podobnych do czytelników, tematem jest dorastanie, zwiększanie umiejętności, żeby lepiej radzić sobie z coraz trudniejszymi wyzwaniami). Przeciąganie dynamicznych scen walki jest również domeną mangi. Podobnie wyraziste, czasami przerysowane emocje bohaterów i ich reakcje na przedstawiane wydarzenia. Z drugiej strony przyznaje się do wzorowania się na dynamizmie Jacka Kirby’ego. Rysunek i sposób prowadzenia historii udanie łączy te inspiracje. Sam autor wspominał w katalogu do jednej z wystaw jego prac, że chciał narysować komiks, który wyglądałby, jak gdyby narysował go Jack Kirby wychowany na mandze.

Największym minusem jest to, że wydano dopiero wprowadzenie do całej historii. Przedstawiono nam bohaterów i ich oponentów. Pokazano pierwsze starcia i tomik się kończy. Autor zamiast pracować nad kontynuacją, zajął się innymi projektami. Powstały jedynie dwa dodatkowe tomy, rysowane przez innych twórców i koncentrujące się na Aurorze West. Wydaje mi się, że takie rozbijanie materiału nie jest do końca dobrym pomysłem. Z chęcią poznałbym dalsze losy bohaterów, ale na razie nic nie słyszałem o kontynuacji. Od kilku lat trwają też prace nad filmową adaptacją.

Ten komiks jest idealny właściwie dla czytelników w każdym wieku. Nie traktuje czytelnika protekcjonalnie jak wiele komiksów dla najmłodszych, ale też nie epatuje przemocą i wulgarnością jak wiele „dorosłych” komiksów. Najwięcej oczywiście wyciągną z niego osoby wchodzące w okres dojrzewania, do których jest skierowany, ale jak widać na moim przykładzie, także osoba dwa razy starsza może się nim zainteresować ze względu na jego uniwersalny charakter oraz serce i urok, a nie cynizm i wyrachowanie. Taki sam jak miały pierwsze komiksy o superbohaterach lub Gwiezdne wojny. Przede wszystkim, ten komiks jest o czymś (o dojrzewaniu). Nie jest tylko widowiskową superbohaterską naparzanką, za którą nic nie stoi i która pozostawia czytelnika obojętnym. Dlatego chcąc przeczytać komiks o superbohaterach, zawszę chętniej sięgnę np. po kolejny komiks Marka Millara, który w Kręgu Jupitera opowiada o rodzinie, po Czarny młot Lemiere’a i Ormstona, który zdaje się opowiadać o małomiasteczkowym marazmie i bezczynności na emeryturze/bezrobociu; po pojedyncze przebłyski z Marvela/DC (Hawkeye, Mr Miracle) lub właśnie po Battling Boya. Warto.

Dziękujemy wydawcy za przekazanie egzemplarza do recenzji.

Konrad Dębowski

„Battling Boy”
Scenariusz: Paul Pope
Rysunek: Paul Pope
Kolor: Hillary Sycamore
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Rok wydania polskiego: marzec 2015
Tytuł oryginalny: „Battling Boy”
Wydawca oryginalny: First Second
Liczba stron: 208
Format: 165 x 230 mm
Oprawa: miękka
Papier: Arctic the Volume
Druk: kolor
Cena z okładki: 59,99 zł

, ,

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *