Recenzja – „Jupiter’s Legacy. Dziedzictwo Jowisza. Tom 1”

Mark Millar po raz kolejny bawi się superbohaterską konwencją. Tym razem tworzy epicką sagę rodzinną, w której nie brakuje złych emocji, toksycznych relacji oraz wzajemnych nieporozumień. Wszystko byłoby dosyć zwyczajną historią obyczajową, gdyby nie fakt, że kłótnie w rodzinie superbohaterów wpływają na kształt całego świata.

W 1932 roku Sheldon Sampson wraz ze swoim bratem Walterem i kilkoma znajomymi ze studiów wyruszył na poszukiwania tajemniczej wyspy, która objawiła mu się w snach. Pochodzący z bogatej rodziny mężczyzna, mimo że stracił cały majątek podczas krachu na Wall Street w 1929 roku i z bólem obserwował stopniowe pogrążanie się własnego kraju w chaosie i ubóstwie, nigdy nie stracił wiary. Uparcie wierzył, że Ameryka jest wspaniałą ideą i można odbudować jej potęgę. Właśnie wtedy zaczęła przyzywać go tajemnicza wyspa, obiecując klucz do rozwiązania wszelkich problemów.

Wyprawa zakończyła się sukcesem. Sheldon i jego przyjaciele powrócili z wyspy odziani w kolorowe stroje oraz obdarzeni nadnaturalnymi mocami. Krótko mówiąc, stali się prawdziwymi superbohaterami. Swoje nowe nadzwyczajne możliwości zaczęli wykorzystywać w szczytnych celach. Nie interesowało ich ani bogactwo, ani władza. Jedynym pragnieniem i siłą napędzającą herosów do działania była chęć służenia ojczyźnie i bezinteresownego pomagania innym ludziom. Chcieli odbudować potęgę Stanów Zjednoczonych, bo głęboko wierzyli w to, że właśnie ten kraj został powołany do tego, by przewodzić światu. Wypisz, wymaluj typowi superbohaterowie złotej ery.

Nowy komiks Marka Millara i Franka Quitely’ego nie jest jednak o tym. Nie znajdziemy tu klasycznej opowieści o posągowych superbohaterach z lat trzydziestych. Jest to historia o ich potomkach rozgrywająca się w XXI wieku. Sheldon, który od wizyty na tajemniczej wyspie nosi miano Utopian, jego brat Walter i cała ekipa klasycznych herosów nadal oczywiście działają, ale świat, w którym żyją, nie do końca wygląda tak, jak to sobie wyobrażali. W 2013 roku młode pokolenie superbohaterów (jak się bowiem okazało, zdobyte moce są dziedziczne) bardziej dba o własne interesy i dobrą zabawę niż o realizację szczytnych ideałów. Brandon oraz Chloe to dzieci Sheldona, które – delikatnie mówiąc – nie spełniły pokładanych w nich nadziei. Brandon to niestroniący od alkoholu i cielesnych uciech młodzieniec, bardziej martwiący się utratą intratnych kontraktów reklamowych niż walką ze złem. Jego siostra jest uzależniona od narkotyków i również nie myśli o superbohaterskich nawalankach. Zamiast tego woli imprezować do upadłego, usprawiedliwiając swoją postawę modnymi ideologiami. Oboje żyją w toksycznej rodzinie. Dorastali, widząc idealny związek swoich rodziców i utrwalili w sobie przekonanie, że nigdy nie będą tacy jak oni. Frustracja, uzależnienia, brak celu i skłonność do hedonizmu nie mogły doprowadzić do niczego dobrego.

Co gorsza, wśród starej gwardii również zaczyna dochodzić do nieporozumień. Mimo intensywnej walki ze złem ucieleśnianym przez rozmaitych złoczyńców, świat nie stał się miejscem idealnym. Wręcz przeciwnie. Kryzys gospodarczy, plaga bezrobocia, upadek moralny to zjawiska, które nadal spędzają sen z powiek Sheldonowi i Walterowi. Niestety obaj, teraz już sędziwi mężczyźni, mają inne wyobrażenia na temat tego, jak te problemy należy rozwiązać. Sheldon nadal chce uprawiać klasyczną nawalankę ze złoczyńcami w komiksowym stylu złotej ery, Walter natomiast, dysponując superumysłem, chce się zaangażować w poważną politykę. Rozłam wśród superbohaterów w połączeniu z apodyktycznym podejściem Utopiana i narastającą frustracją jego towarzyszy również nie wróży niczego dobrego.

Tak rozpoczyna się intryga, która zmienia losy świata. Walter w końcu nie wytrzymuje i postanawia wykorzystać naiwnego Brandona do realizacji planu przejęcia władzy nad superbohaterami i światem. Mark Millar opowiada o tym, jak frustracja i długo tłumiona chorobliwa ambicja wreszcie eksplodują, doprowadzając do tragicznych konsekwencji. W centrum tej narracji są jednak ludzkie relacje i uczucia, a nie ogólnoświatowe problemy. Poznajemy tu trzy pokolenia superbohaterów. Poza dziećmi Utopiana na scenie pojawia się także syn Chloe – Jason. Co więcej, ojcem dziecka jest potomek jednego z najbardziej niebezpiecznych złoczyńców. Wprowadzenie tych wszystkich postaci pozwala Millarowi na opisanie różnych postaw oraz wyobrażeń na temat tego, co oznacza bycie superbohaterem. Idealizm pierwszego pokolenia, negacja superbohaterskich ideałów obecna w drugiej generacji i wreszcie dziecięca fascynacja charakterystyczna dla trzeciego pokolenia to najkrótsza charakterystyka tego schematu. Millar nadaje tym podejściom naprawdę interesującą postać i wplata je w intrygującą historię, ożywiając w ten sposób dyskusje toczące się od lat na temat idei superbohatera.

Opowieść została doskonale zilustrowana przez niepowtarzalnego Franka Quitely’ego. Komiks zawiera wszystko, co najlepsze w jego stylu. Mamy tu zatem niezwykle precyzyjne i pełne szczegółów krajobrazy oraz panoramy miast, dynamiczne i dopracowane pod względem choreograficznym sceny walk, charakterystyczne sylwetki oraz bardzo specyficzne twarze bohaterów. Wszystko to przedstawione zostało za pomocą delikatnej, czasami sprawiającej wrażenie nieco rozedrganej kreski. Frank Quitely poświęca swoim rysunkom bardzo dużo czasu, pieczołowicie odwzorowując najdrobniejsze szczegóły. W rezultacie rysowane przez niego serie często borykają się z opóźnieniami, ale wystarczy tylko rzut oka na plansze, by przekonać się, że warto poczekać nieco dłużej, by móc podziwiać te rysunki. O tym, jak wygląda warsztat pracy artysty, możemy się przekonać, oglądając jeden z odcinków dokumentu „What Do Artist Do All Day?”. Warto to zobaczyć, tym bardziej, że podczas nagrywania tego odcinka pracował właśnie nad jedną z plansz czwartego zeszytu serii „Dziedzictwo Jowisza”. Obrazu całości dopełniają delikatne, rozświetlone kolory nakładane przez Petera Doherty’ego. Na deser otrzymujemy zaś galerię wariantowych okładek stworzonych przez różnych artystów.

„Dziedzictwo Jowisza” można uznać po pobieżnej lekturze za kolejną współczesną próbę niezobowiązującej zabawy z superbohaterską konwencją. Jeśli się jednak wczytać nieco dokładniej, to okazuje się, że komiks Millara i Quitely’ego jest czymś więcej. Szkocki scenarzysta snuje poruszającą opowieść o skomplikowanych uczuciach i emocjach. Obserwujemy tu prawdziwy rodzinny dramat, w którym wzajemne nieporozumienia pomiędzy rodzicami i ich dziećmi prowadzą do poważnych konsekwencji. Złożone relacje ojca z synem i matki z córką przywołują rzecz jasna skojarzenia z klasycznymi psychoanalitycznymi ustaleniami. Trzeba jednak przyznać, że kiedy kompleks Edypa pojawia się w rodzinie superbohaterów, to naprawdę są powody do niepokoju.

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Paweł Ciołkiewicz

Tytuł: „Jupiter’s Legacy. Dzeidzctwo Jowisza. Tom pierwszy”
Tytuł oryginału: „Jupiter’s Legacy. Book One”
Scenariusz: Mark Millar
Rysunki: Frank Quitely
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawca: Mucha Comics
Data polskiego wydania: 2017
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania oryginału: 2016
Objętość: 136 stron
Format: 190 x 280 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie/internet
Cena okładkowa: 59 złotych

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *