Recenzja – „Lady S. Tom 6. Portugalski galimatias”

Tytuł szóstego tomu „Lady S” jest wyjątkowo trafny. Jean van Hamme stworzył opowieść, którą można byłoby nazwać szpiegowską komedią pomyłek. Kolejne zdarzenia następują po sobie w błyskawicznym tempie, a gagi mnożą się niczym w slapstickowym filmie. Stawka w tej grze jest śmiertelnie poważna, ale narracja utrzymana jest w lekkim tonie.

Szania Rivkas po zdarzeniach opisanych w poprzednim tomie musiała opuścić Stany Zjednoczone. Dziewczyna wynajęła mieszkanie w Strasburgu i podjęła pracę w Parlamencie Europejskim w charakterze tłumaczki. Od trzech miesięcy mieszka wspólnie z Kadiją, dziewczyną o bardzo gorącym temperamencie, która dba o uatrakcyjnienie prywatnego życia naszej bohaterki. Pewnego razu współlokatorka wyciąga Szanię do restauracji na podwójną randkę. Czarnowłosa piękność spotyka się ze swoim chłopakiem o imieniu Mohcine, który przyprowadza znajomego. Farik jest nauczycielem w teologicznej szkole muzułmańskiej w Strasburgu. Mężczyzna zdaje się być zaprzeczeniem wszystkich stereotypów związanych z wyznawcami islamu i Szanii doskonale się z nim rozmawia. Jest to oczywiście rozmowa o sprawach fundamentalnych. Oboje czują się w swoim towarzystwie na tyle dobrze, że po tym, jak Kadija udaje się z Mohcine na mniej oficjalną część randki, oboje postanawiają wybrać się na jeszcze jednego drinka. W restauracji dzieje się jednak coś bardzo dziwnego. Gdy do sali wchodzą policjanci, wyraźnie przestraszony Farik ukrywa coś w torbie nieświadomej tego Szanii.

I właśnie ten moment jest kluczowy dla całej opowieści. Zaczyna się bowiem ciąg zdarzeń, w których pomyłka goni pomyłkę, a kolejne wypadki następują po sobie w błyskawicznym tempie. Na scenie znów pojawia się Orion, dla którego Szania cały czas pracuje, do gry wkracza również CIA, no i oczywiście zjawia się Ralph Ellington. Jakby tego było mało, Szania musi natychmiast udać się do Portugalii na spotkanie z kimś niezwykle dla niej ważnym. Krótko mówiąc, dzieje się tu naprawdę dużo i panuje prawdziwy galimatias. W tym chaosie jest jednak oczywiście metoda i Jean van Hamme nic nie pozostawia przypadkowi. Doskonale panuje nad wszystkimi wątkami, świetnie bawiąc się szpiegowsko-sensacyjną konwencją. W efekcie powstaje kolejna intrygująca, misternie skonstruowana opowieść o pięknej Szanii nieustannie wikłającej się w tarapaty. Lady S jak zawsze czyni to z ogromnym wdziękiem.

Graficznie nic w tej serii się nie zmienia – i bardzo dobrze. Philippe Aymond tworzy precyzyjne i pełne szczegółów kadry, a chwilami po prostu popisuje się swoim kunsztem. Wystarczy spojrzeć na kadr przedstawiający podchodzący do lądowania samolot, w którego tle widzimy portugalskie wybrzeże. Zabawa z narysowaniem wszystkich malutkich budynków na pewno trwała bardzo długo, ale ewidentnie sprawiła artyście dużo frajdy. Tym razem scenariusz nie dawał rysownikowi wielu okazji do tego, żeby zaprezentować dynamiczne sceny, ale kilka kaskaderskich sekwencji naprawdę robi wrażenie. Szczególnie atrakcyjnie prezentuje się jednak chyba już druga w karierze Lady S wspinaczka po fasadach budynków w samej tylko bieliźnie (zapowiada to już zresztą okładka komiksu). W szóstym tomie nastąpiła zmiana na fotelu kolorysty. Philippe Aymond oddał pracę nad barwami Sébastienowi Gérardowi, który zaprezentował się od dobrej strony. W albumie dominują jasne, ciepłe barwy przywołujące skojarzenia z przyjemnym klimatem Portugalii, co nadaje komiksowi uroku podczas zimowej lektury.

Szósty tom serii oferuje czytelnikom kolejną porcję dynamicznej, sensacyjno-szpiegowskiej akcji utrzymanej w klasycznej stylistyce. Autorzy jak zwykle nie szczędzą swojej bohaterce rozmaitych atrakcji i licznych niebezpieczeństw, ale tym razem dają jej również okazję do wzruszeń. Jean van Hamme snuje swoją opowieść o Szanii z lekkim przymrużeniem oka, dzięki czemu czyta się ją jednym tchem. Znakiem rozpoznawczym serii pozostają złożone, ale jednak lekkie i przyjemne w odbiorze intrygi, które nie wymagają od czytelnika sięgania do poprzednich tomów, by wyłapać wszystkie ich zawiłości. Pozostaje czysta przyjemność z lektury.

Dziękujemy wydawnictwu Kubusse za udostępnienie egzemplarza do recenzji!

Paweł Ciołkiewicz

Tytuł: „Lady S. Tom 6. Portugalski galimatias”
Tytuł oryginału: „Lady S. 6. Salade portugaisse”
Scenariusz: Jean van Hamme
Rysunki: Philippe Aymond
Kolor: Sébastien Gérard
Tłumaczenie: Jakub Syty
Wydawca: Kubusse
Data polskiego wydania: 2017
Wydawca oryginału: Dupuis
Data wydania oryginału: 2009
Objętość: 48 stron
Format: 215 x 290 mm
Oprawa: miękka
Druk: kolorowy
Dystrybucja: księgarnie/internet
Cena okładkowa: 38 złotych

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *