Recenzja – Okko: Cykl ognia

 

Benten (jap. 弁才天, 弁天?) – buddyjska bogini z mitologii japońskiej, pochodząca od hinduistycznej bogini Saraswati. Jedyna kobieta wśród siedmiorga bogów szczęścia. Opiekunka urody, bogactwa i muzyki, patronka zakochanych oraz artystów. W sztuce przedstawiana jest z instrumentem strunowym o nazwie biwa i białym wężem. Często towarzyszy jej morski smok.

 

Witajcie w „Cyklu ognia”. Dla tych, którzy nie śledzą nas na bieżąco, krótkie słowo wstępu. Ten tekst jest recenzją komiksu nawiązującego do sławnej „Księgi pięciu kręgów” autorstwa Miyamoto Musashiego – jednego z najsławniejszych szermierzy średniowiecznej Japonii. Swoją rozprawę na temat życia, bushido i walki Miyamoto podzielił zgodnie z filozofią shinto na pięć części. Kolejna odsłona historii samuraja – ronina Okko, który przemierza Cesarstwo Pajan wraz z grupą wiernych i oddanych towarzyszy, zabiera nas w podróż do Cyklu ognia właśnie. Recenzje pozostałych integrali od Taurus Media możecie znaleźć tutaj: Linki oraz tutaj. Jesteście gotowi? Dobrze. Usiądźcie wygodnie, czwarta część tej opowieści jest bowiem niezwykła, gdyż mówi o miłości w świecie samurajów.

Autor „Okko” – Hub, odpowiedzialny zarówno za scenariusz, jak i ilustracje, z urodzenia jest Francuzem. To znaczy, że tworzy i wydaje swoje komiksy dla europejskiej lub w mniejszym stopniu amerykańskiej publiki. Jego seria ma fanów na całym świecie dlatego, że Hub uczynił ją przystępną dla swoich obiorców. Kultura Japonii, na której wzorowane jest Cesarstwo Pajan, główny teatr opisywanych wydarzeń, jest dla przeciętnego człowieka obca i niezrozumiała. Oczywiście jest też tematem licznych dzieł literackich, które garściami czerpią inspiracje z Orientu. Wszystkie te wizje przedstawiają nam niezwykły, romantyczny obraz Kraju Kwitnącej Wiśni. Kraju, który tak naprawdę nie istnieje i jest tylko naszym wyobrażeniem o tym, jak może wyglądać życie samurajów w tej mitycznej, odległej krainie. Dlatego Hub umieścił swoją opowieść o miłości, zdradzie i konsekwencjach naszych czynów w Cyklu ognia. Jeśli mam być szczery, bardzo dobrze, że tak właśnie uczynił. Dzięki temu możemy w pełni utożsamiać się z bohaterami opowieści i przeżywać ich dramaty.

Benten – Fortuna Miłości – w mitologii japońskiej jest kojarzona z morzem, wodą. Hub zrezygnował z tego. W jego świecie miłość jest sferą ognia, jednych z najbardziej niszczycielskich Kami – bogów duchów Japonii. Dla zachodniego kręgu kulturowego to zestawienie jest intuicyjne zrozumiałe. W naszym języku miłością się płonie, rozpalamy w swych sercach żar, który jest gorętszy niż wnętrze niejednej kuźni. Ogień naszej miłości jest zawsze szczery i prawdziwy. Jest też dla nas zrozumiały. Hub doskonale żongluje konwencjami, czerpiąc z obu światów, Wschodu i Zachodu, tak aby jego historia jak najwięcej zyskała w ostatecznym rozrachunku. Tyle tylko, że ten zabieg artystyczny wykorzystuje niemal każdy twórca. Prawdziwy artyzm zaczyna się wtedy, gdy oprócz tego, co zrozumiałe i znajome, dostajemy też to, co jest niezwykłe, tajemnicze i orientalne. A to już sztuka trudna i niewielu się to udaje. Na szczęście Hub w „Okko” robi to wprost perfekcyjnie.

Widzicie, miłość w świecie samurajów to niezwykle skomplikowana rzecz. Samuraj powinien być przede wszystkim oddany swoim obowiązkom. Słowo samuraj znaczy bowiem ten, który służy. Prawdziwy wojownik powinien więc kochać ponad wszystko swojego pana. W jego sercu nie ma miejsca na miłość do innej osoby. Co za tym idzie, romantyczne uczucie, jakie znane jest nam, gaijinom, to dobry temat na sztukę, dramat, a jej miejsce to deski teatru, a nie dom samuraja. Samuraj powinien cenić przede wszystkim swój obowiązek. To z niego wywodzi się wszelkie szczęście i radość. Hub w swoim cyklu ognia zderza te sprzeczne oczekiwania, pokazując nam, jak wyglądałby klasyczny dramat samurajski zawierający wszystkie te elementy. Mamy więc w tym albumie Okko nawiązania zarówno do wschodniego, jak i zachodniego kręgu kulturowego, do teatru i miejsca aktorów w japońskich opowieściach przygodowych, mamy też niezwykle głęboką rozprawę filozoficzną na temat miejsca powinności w życiu samuraja. Wszystko to okraszone niezwykłą przygodową atmosferą znaną z poprzednich części. Dodatkowo elementy te są subtelne i nie przytłaczają odbiorcy swą intensywnością, zachowując iście japońską powściągliwość.

Cykl ognia może wydawać się gwałtowny i brutalny, ale autor porozumiewa się z nami na więcej niż jednej płaszczyźnie, czasem w sposób tak subtelny, że bez wnikliwej znajomości kultury niektóre niuanse mogą nam umknąć. Na szczęście nie zapomina o tym, że jest to komiks przygodowy i nie wszyscy czytają go, aby delektować się bogactwem kultury Orientu. Ci odbiorcy otrzymują spójną, porywającą historię, gdzie żądza zemsty, która podsyca ogień w sercach bohaterów, pcha fabułę do przodu. Mamy przed oczami opowieść pełną intryg i krwi, która przelewana jest w imię miłości bądź pożądania. I samo to wystarczy, żeby uznać komiks za dobry. Splatanie wątków, przeprowadzenie fabuły konsekwentnie od początku do końca i wysoki poziom wykonania zarówno scenariusza, jak i oprawy graficznej stawia kolejnej części poprzeczkę bardzo wysoko. Hub jednak na tym nie poprzestaje. Dla koneserów przygotował coś ekstra. W całą swą opowieść wplótł niezwykle misternie dodatkową głębię. Cały album utrzymany jest w konwencji bieli. Niezależnie, czy jest to za sprawą kolorystyki kimon, czy też zmieniających się pór roku i zimy w drugiej części cyklu. Biel jest tu symbolem śmierci i przemijania.

To, że mamy do czynienia z tak przemyślanym dostosowaniem kolorystyki albumu do podejmowanych tematów, cieszy w sposób niezwykły. Wiemy bowiem, że cykl za chwilę się skończy. Okko starzeje się, co pokazywane jest na każdym z kadrów, a nasza przygoda w cesarstwie Pajan dobiegnie końca. Co więcej, w kulturze Wschodu wybór koloru kimona na tradycyjnej ceremonii ślubnej nie jest przypadkowy. Przyszła żona umiera bowiem dla swojej rodziny, by w momencie zamążpójścia odrodzić się w rodzinie męża. Hub świetnie splótł te dwa elementy w tkaninie, jaką jest jego opowieść. Śmierć i małżeństwo stały się tu nieodłączną parą. Co więcej, aby utrzymać kolorystyczną spójność albumu i wyraźnie podkreślić odcięcie się od wydarzeń z pierwszej części cyklu, przeniósł akcję z przyjemnej wiosny – pory zakochanych ‒ w zimowy krajobraz. Krajobraz, który jest częstym i najbardziej rozpoznawalnym motywem tradycyjnej malarskiej sztuki Japonii. To jeszcze jeden element w tej niezwykle skomplikowanej układance, który sprawia, że przygody Okko czyta się z zapartym tchem i oczekuje kolejnych tomów.

Mogę być dziś z wami szczery. „Cykl ognia” jest pierwszym albumem, który czytałem w formie dostarczonej w całości przez polskiego wydawcę. Taurus Media stanął na wysokości zadania. „Okko. Cykl ognia”, mimo że wydany już w grudniu, jest doskonałą propozycją na prezent na walentynki. Dla niego, bo znajdzie tam wartką, szaloną i ciekawą akcję. Dla niej, bo będzie mogła zanurzyć się w tkliwej, tragicznej i romantycznej historii z niespodziewaną puentą. Dla nas, bo to po prostu bardzo dobry komiks, który łączy te dwa światy i wiele innych. Komiks dający nam niezwykłe pokłady spełnienia i radości oraz obietnicę na więcej w kolejnym albumie. Za co nie kochać tej serii? Ja nie wiem. Ja czekam z niecierpliwością na jej finał.

Dziękujemy wydawnictwu Taurus Media za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Rafał Pośnik

Tytuł: „Okko” tom 4: „Cykl Ognia”

Scenariusz: Hub

Rysunek: Hub

Kolor: Hub

Tłumaczenie: Jakub Syty

Wydawca: Taurus Media

Polska premiera: 08.12.2017 r.

Liczba stron: 124

Format: 215×290 mm

Oprawa: twarda

Papier: kredowy

Druk: kolor

ISBN-13: 9788365465139

Wydanie: I

Cena: 70 zł

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *