|
Grant Morrison: HellBlazer #25-26
"HellBlazer" zaczął
wychodzić w drugiej połowie lat osiemdziesiątych poprzedniego wieku. John
Constantine, główny bohater "HellBlazera" jest chyba jedynym anty-bohaterem,
którego przygody ukazują się regularnie miesiąc w miesiąc od prawie 20 lat
(polski czytelnik miał okazję poznać go na kartach polskiego wydania Sandmana,
w tomie 1 - "Sen sprawiedliwych" - opowieść "Zaśnij, wyśnij
o mnie sen"). Zetknąwszy się w młodości z czarną magią oraz różnymi
innymi odmianami magii, zadarłszy z kilkoma demonami, ba, nawet władcami
piekieł, spędziwszy trochę czasu w zakładzie dla psychicznie chorych, stara
się ułożyć sobie życie. Stare 'znajomości' jednak nie wygasają, a oszukane
demony nie zapominają. Zemsta zza grobu? Może zemsta z piekła rodem? Johnowi
żadna z tych rzeczy nie jest obca, gdyż w naturalny sposób, na swoje nieszczęście,
przyciąga mrok i zło. Pod każdą niemal postacią. A może jest odwrotnie?
Fakt faktem, życie Constantine'a, naznaczone zdaje się być przez piekielne
moce już od urodzenia. Ponadto, jak orientuje się każdy fan serii, magia
i wszelkie praktyki od pogańskich rytuałów przez voodoo, kabałę aż po wicca
oraz wpływy różnej maści mitologii (w tym chrześcijańskiej) są wpisane w
ród Constantine'ów od wieków (z przodkiem *Johna* - lady Johanną Constantine,
dosyć marginalnie ale jednak, polski czytelnik może zetknąć się w tomie
4 polskiego wydania Sandman'a - "Dom lalki" cz.2 - w opowieści
pt. "Wybrańcy losu").
Arogancki,
pełen sarkazmu i cynizmu, na swój sposób zabawny, pakuje ciągle siebie i
swoich bliskich w tarapaty. Wykorzystując naturalny (?) urok potrafi uwieść
każdą kobietę, ale z żadną nie dane mu jest wieść udanego, w dłuższej
perspektywie, związku. W potyczkach z przeciwnikiem zawsze walczy sprytem
(nie to co ta komercyjna wersja filmowa), oszukując nawet samego diabła,
za co często przychodzi mu płacić najwyższą cenę. Poor bastard, można by
powiedzieć. I pewnie z tego powodu oraz całej tej otoczki niebezpieczeństwa,
tajemnych, nieobliczalnych sił przygody Johna
czyta się wyśmienicie.
Numery
napisane przez Granta Morrisona (HellBlazer #25 -"Early Warning" i
#26 - "How I Learned to Love the Bomb") nie należą do wybitnych,
jeśli wziąć pod lupę wszystkie (aktualnie ponad) 200 zeszytów, ale są jednymi
z tych dobrych, doskonale oddających klimat i atmosferę tego komiksu. Zwykła,
angielska mieścina, zapomniana przez świat, staje się widownią dramatycznych
wydarzeń.
Pogańskie rytuały, w tym doroczna parada 'przyozdobionych' w szkaradne,
karykaturalne maski mieszkańców już dawno wygrały batalię z rezydującym,
w kościółku na obrzeżach, chrześcijańskim Bogiem, który, jak się zdaje,
zapomniał o tej zapadłej osadzie. Pamięta o niej jednak grupa wyrostków
protestujących przeciwko pobliskiej bazie wojskowej oraz rezydenci tej bazy
przeprowadzający wojskowe eksperymenty, rodem z krążących swego czasu teorii
spiskowych. Wszystko to wymieszane razem składa się na mieszankę wybuchową,
która wybucha, gdy ludzie uzyskują możliwość uzewnętrznienia własnej frustracji.
Zabieg ten pozwala autorowi rzucić kilka cynicznych uwag politycznych, użyć
w pokrętny i dwuznaczny, a czasem wręcz drwiący sposób pewnych symboli i
haseł pochodzących z chrześcijaństwa oraz zakpić z formujących się w latach
90-tych nowych ruchów religijnych Wypływająca z ludzi frustracja niczym
potężna lawina prowadzi, w niemożliwym do zatrzymania, pędzącym ciągu wydarzeń,
do nieuchronnego końca, który nie dla wszystkich skończy się pomyślnie.
I tu objawia się cały 'urok' "Hellblazera"...
rzadko zakończenia
są pomyślne, a biedny John, choć zawsze przechytrzy śmierć, musi żyć ze
świadomością tego co zaszło i jego w tym udziału. Na tym właśnie polega
przekleństwo Constantine'a. Poor bastard, jak już napisałem. Morrison natomiast
uchwycił to wszystko doskonale, a David Lloyd ujął sprawę odpowiednio swoimi
oszczędnymi, lekko niewyraźnymi rysunkami, z tonacją kolorów charakteryzującą
końcówkę lat 80-tych i początek 90-tych. Udało mu się tym samym oddać tę
sielskość i anielskość, ten obłęd i szaleństwo historii Morrisona.
Adrian "ffreak" Grabiński
Tytuł oryginału: HellBlazer #25 - "Early Warning"
Sariusz: Grant Morrison
Szkic: David Lloyd
Kolor: David Lloyd
Liczba stron: 24
Data wydania: styczeń 1990
Wydawca: DC Comics (wtedy), DC Comics - Vertigo (obecnie)
Tytuł oryginału: HellBlazer #26 - "How I Learned to Love the
Bomb"
Sariusz: Grant Morrison
Szkic: David Lloyd
Kolor: David Lloyd
Liczba stron: 24
Data wydania: luty 1990
Wydawca: DC Comics (wtedy), DC Comics - Vertigo (obecnie)
|
|