Seria DC Deluxe od wydawnictwa Egmont ma w zamyśle zbierać najlepsze i najważniejsze tytuły od DC Comics. Wydany w 2016 roku „Kryzys na Nieskończonych Ziemiach” był tytułem przełomowym i z pewnością zasłużył na miejsce w owej kolekcji. Teraz, ponad 2 lata później, Egmont wydał kontynuację tego dzieła. Czy „Nieskończony kryzys” ma równie doniosły wydźwięk, co jego poprzednik? 

„Nieskończony kryzys” – okładka

KOLEJNY KRYZYS W UNIWERSUM DC COMICS

Komiksy superbohaterskie jak każdy tytuł mają swoje wady i zalety. Jedną z takich wad jest ciągłość i mnogość serii z poszczególnymi bohaterami. Czytelnik, który chce rozpocząć swoją przygodę z komiksami superhero, nierzadko zastanawia się, od czego zacząć. Dlatego też co parę lat wydawnictwa takie jak Marvel czy DC starają się mu to umożliwić. Numeracje są zerowane, niektóre serie anulowane, a w ich miejsce powstają nowe. Zaczynają się nowe wątki i przygody. Takie działanie najczęściej poprzedzone jest jakimś większym wydarzeniem, które wpływa, albo też ma wpłynąć, na całe uniwersum. Jednym z takich wydarzeń był „Kryzys na Nieskończonych Ziemiach”, który stał się komiksem przełomowym i praktycznie wprowadził powyższe praktyki do uniwersum DC. Dwadzieścia lat później powstała bezpośrednia kontynuacja dzieła stworzonego przez Marva Wolfmana i George’a Pereza – „Nieskończony kryzys”.

Tytułowy kryzys bardzo dobrze odzwierciedla to, co dzieje się obecnie na Ziemi. W kosmosie trwa wojna pomiędzy Thanagaryjczykami a mieszkańcami planety Rann. Ulice miast opanowały Omaki, roboty Brata Oko – satelity stworzonego przez Batmana. Za sprawą morderstwa, które popełniła Wonder Woman, ludzie tracą zaufanie do superbohaterów, a ich wrogowie jednoczą się i rosną w siłę. W dodatku superbohaterowie tracą zaufanie do siebie nawzajem. Trójka największych herosów nie ma pomysłu na to, jak walczyć ze złem i jak zapobiec szerzącej się anarchii. Po pokonaniu Anty-Monitora i wydarzeniach przedstawionych w „Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach” multiwersum przestało istnieć. Niektórzy bohaterowie umarli, inni zostali wymazani. Jednak nie wszyscy. Okazuje się, że część z nich przetrwała zagładę multiwersum. Obserwując to, co dzieje się obecnie na Ziemi, postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Za sprawą szczątków Anty-Monitora chcą odtworzyć multiwersum i stworzyć Ziemię doskonałą.

„Nieskończony kryzys” – przykładowa strona

ŚWIAT POTRZEBUJE SUPERBOHATERÓW

Do stworzenia fabuły „Nieskończonego kryzysu” DC Comics wybrało Geoffa Johnsa, dzisiaj uważanego za chodzącą encyklopedię postaci DC. Johns stworzył m.in. wydany u nas „Flashpoint – Punkt Krytyczny”, a także „Ligę Sprawiedliwości” z „Nowego DC Comics” (w oryginale z „The New 52”). Za rysunki natomiast odpowiadać miał Phil Jimenez. Zadanie stworzenia kontynuacji komiksu wręcz monumentalnego z pewnością nie było dla nich łatwym wyzwaniem. We wstępie napisanym przez Dana DiDio, ówczesnego redaktora naczelnego, pojawia się zdanie, w którym pisze on, że wielu twórców próbowało odtworzyć fabularny rozmach „Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach”, jednak nikomu się to nie udało. W moim odczuciu nie do końca udało się to również Geoffowi Johnsowi. Dzieło stworzone przez Wolfmana i Pereza było jedyne w swoim rodzaju, miało uporządkować całą linię wydawniczą DC. Na łamach tego komiksu pojawiły się setki bohaterów ze wszystkich wydawanych wówczas serii. Część z nich umarła bezpowrotnie, zniszczono setki światów. Było, i jest, to dzieło epickie. Ciężko przebić coś takiego.

Geoff Johns z pewnością zdawał sobie z tego sprawę. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że polski czytelnik dostał wycinek całej tej historii, ale o tym za chwilę. Zamiast postawić na kolejne niszczenia planet Johns postanowił zniszczyć to, co było siłą superbohaterów – zaufanie. Jak wspomniałem wcześniej, herosi stracili je w oczach ludzi, stracili zaufanie do siebie nawzajem. Superman się wypalił, przestał być inspiracją dla świata. Wonder Woman zabiła człowieka, a wynalazek stworzony przez Batmana zagrażał wszystkim istotom na Ziemi. Bohaterowie zeszli z obranej przez siebie ścieżki i nie wiedzą, jak na nią wrócić. Tytułowy kryzys to nie tylko ten, który może wpłynąć na całe istnienie, lecz także ich własny. Ludzie potrzebują superbohaterów, inspiracji, to się nigdy nie zmieni. Tylko czy bohaterowie nadal są zdolni do wielkich czynów? Ile są w stanie poświęcić dla ratowania wszechświata i siebie nawzajem?

„Nieskończony kryzys” – przykładowa strona

WIELKI EVENT, KTÓRY TRZEBA PRZECZYTAĆ

Prawdę mówiąc, bałem się trochę lektury tego tytułu. Bałem się tego, że nie połapię się do końca w całej tej historii. Wielkie eventy mają do siebie to, że poprzedzają je dziesiątki serii pobocznych, wprowadzających i rozwijających główną historię. Nie inaczej jest tym razem. Historie poprzedzające „Nieskończony kryzys” to m.in. „Day of Vengeance”, „The Omac Project”, „Rann-Thanagar War” i „Villains United”, które nie zostały wydane w Polsce. „Omnibus” tej historii ma prawie 1500 stron, z czego główna opowieść znajduje się dopiero w okolicach tysięcznej strony. Tak wielki jest to event. Polski czytelnik pozna więc zaledwie ułamek tego wydarzenia. Być może dlatego nie czułem tego rozmachu i znaczenia co przy „Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach”. Czy w związku z tym można się odnaleźć w tym wszystkim, nie znając reszty tytułów? Jak najbardziej. Geoff Johns kolejny raz pokazał, że doskonale radzi sobie z prowadzeniem narracji.

„Nieskończony kryzys” jest historią obfitą w dialogi, wyjaśnienia, a także nawiązania do innych tytułów DC. W pewnym momencie jedna z postaci streszcza nam nawet to, co stało się w „Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach”, więc osoby, które nie czytały tamtego komiksu, nie powinny czuć się aż tak bardzo zagubione. Owszem, jest to zaledwie wspomnienie, które nie odzwierciedla skali tego wydarzenia, ale czytelnik nie pozostaje też z niczym. „Nieskończony kryzys” jest częścią wielkiego eventu, ale także dobrze sprawdza się jako osobna historia. Zagubione jednak mogą czuć się osoby, które nie znają świata DC i jest to ich pierwszy albo jeden z pierwszych tytułów z tego uniwersum. Przed lekturą warto zapoznać się z nim trochę dokładniej. Sam przyznaję, że z niektórymi postaciami spotkałem się pierwszy raz, a staram się czytać wszystko wydawane przez Egmont i Eaglemoss.

KRYZYS, KTÓRY WYGLĄDA DOBRZE… NAWET BARDZO DOBRZE

Oprawa graficzna komiksu stoi na wysokim poziomie. Phil Jimenez również nie miał łatwego zadania. Musiał nie tylko rysować dziesiątki postaci w jednym kadrze, lecz także zmierzyć się z fenomenalnymi rysunkami Georga Pereza. Rysunki są wyraźne i energiczne, ale nie chaotyczne. Momentami są jednak nierówne, a drugi plan jest dość minimalistyczny. Zabrakło mi tych szczegółów znanych z prac poprzednika. Uważam jednak, że Phil Jimenez podołał zadaniu, a komiks nie tylko czyta, ale ogląda się również bardzo dobrze.

Seria DC Deluxe przyzwyczaiła na również do licznych dodatków w większości tomów. Tym razem jest ich tylko kilkanaście stron i są to w główniej mierze szkice alternatywnych okładek autorstwa m.in. Jima Lee, czy też Georga Pereza. Oprócz tego przeczytać możemy też bardzo ciekawy wywiad z Geoffem Johnsem i Philem Jimenezem, w którym opowiadają o powstaniu komiksu.

Czy zatem „Nieskończony kryzys” można uznać za równie przełomowy co „Kryzys na Nieskończonych Ziemiach”? Moim zdaniem nie. Jest to lektura bardzo dobra i każdy fan DC obowiązkowo powinien się z nią zapoznać, jednak nie wpływa na uniwersum tak, jak robił to pierwowzór. Być może po przeczytaniu całości eventu wrażenia byłyby inne, jednak nie dano nam możliwości zapoznania się z nią. No chyba że ktoś z Was sięgnie po wydania oryginalne.

Maciej Skrzypczak

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

Scenariusz: Geoff Johns
Rysunki: Phil Jimenez
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Data wydania: sierpień 2018
Liczba stron: 264
Format: 180×275 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
Druk: kolor
Cena: 99,99zł