Po „Batmanie: Przeklętym” Egmont serwuje nam kolejny tytuł wydany w ramach Black Label ‒ nowego imprintu DC. „Harleen” chorwackiego twórcy Stjepana Šejicia to próba opowiedzenia raz jeszcze genezy postaci Harley Quinn. Niestety, próba dokonana bez wyrazu, bez nowych pomysłów i zupełnie niepotrzebna.

Komiks ma wyjaśnić, w jaki sposób Harleen Quinzel została szaloną pomocnicą Jokera, posługującą się pseudonimem Harley Quinn. Widzimy więc protagonistkę jako świeżo upieczoną absolwentkę studiów psychiatrycznych, która dzięki grantowi fundacji Bruce’a Wayne’a rozpoczyna w Azylu Arkham badawczy projekt. Harleen pragnie udowodnić trafność swojej teorii dotyczącej zanikającej empatii u psychopatycznych zbrodniarzy, co może wytyczyć nowe kierunki w dziedzinie ich resocjalizacji.

Poprzez wywiady i działania terapeutyczne Quinzel poszerza stopniowo swoją wiedzę o psychopatach. Jednak dość szybko staje się jasne, że ukoronowanie jej badań może być tylko jedno – mianowicie odkrycie tajemnic umysłu Jokera. Zanim to się jednak stanie, Harleen skrzyżuje swoje drogi z komisarzem policji Jimem Gordonem, prokuratorem Harveyem Dentem, a także zamaskowanym mścicielem – Batmanem.

Harleen - okładka

Powtórka z rozrywki

Jeśli pobieżny opis fabuły kojarzy wam się z komiksem „Batman: Szalona miłość”, to jest to trafne skojarzenie. „Harleen” w istocie jeszcze raz opowiada historię zaprezentowaną przez Paula Dini i Bruce’a Timma. Problem polega na tym, że robi to znacznie gorzej. „Szalona miłość” to bowiem porywająca opowieść o rezolutnej kobiecie, która gnana chorobliwymi ambicjami wchodzi stopniowo w manipulacje Jokera, aby w końcu pokochać go do szaleństwa i przejść na jego stronę. Talent obu twórców pozwolił, mimo pominięcia wielu wydarzeń (lub ledwie je sugerując), stworzyć spójną opowieść, która nie wymaga dopowiedzeń i przekonująco buduje pogmatwaną relację Harleen z Jokerem. Co więcej, zastosowane w „Szalonej miłości” fabularne skróty i cartoonowa stylistyka jeszcze bardziej podkreślają przeżycia postaci i potęgują emocjonalne napięcie.

Šejić wyraźnie miał ambicję, żeby opowiedzieć tę historię lepiej, pełniej, uzupełniając różne fakty. Tyle że to zupełnie nie wyszło. „Harleen” jest komiksem nudnym, nijakim, w którym dzieje się niewiele, a jeśli już się dzieje, to nie wywołuje większych emocji. I powiedzmy sobie szczerze, w odniesieniu do komiksu opowiadającego o elektryzującej relacji Harley z Jokerem to chyba najgorszy możliwy zarzut.

Problem z Jokerem

Nie jest to jedyny mankament. Po pierwsze, komiks ma opowiadać o wielkiej psychologicznej metamorfozie, jaką przechodzi protagonistka. Całość opiera się na jej długich monologach wewnętrznych, w których mówi o tym, czego doświadcza i jak się zmienia. Problem polega na tym, że w komiksie tego nie widzimy, ani w następujących po sobie wydarzeniach, ani w zachowaniu Harleen. Można odnieść wrażenie, że kluczowe elementy opowieści są nam podane wprost przez bohaterkę, gdyż autorowi zwyczajnie zabrakło talentu, żeby opowiedzieć o nich za pośrednictwem fabuły.

Po drugie, mam problem z Jokerem w tym komiksie. Wygląda jak klasyczny uroczy zły chłopiec z typowej teen-dramy w rodzaju „Pamiętników wampirów” czy innego „Zmierzchu”. Zamiast mrocznego, przeżartego złem do szpiku kości, niepokojącego, ale zarazem fascynującego szaleńca, mamy nieco przypakowanego Ashtona Kutchera. Co gorsza, Joker nie ma tu żadnej charyzmy i trudno zrozumieć, dlaczego ktokolwiek chciałby za nim podążyć. Choć Harleen ciągle mówi o jego manipulacjach, ja tu żadnych specjalnie wyrafinowanych intryg Jokera nie widzę. Na jego sztuczki nabrać by się mogła ewentualnie absolwentka przedszkola Sosnowe Skrzaty, ale z całą pewnością nie ktoś, kto ukończył studia medyczne i jest wykwalifikowanym psychiatrą.

Problem z fabułą

Po trzecie, choć główna oś fabularna toczy się dosyć sprawnie, to obok niej pojawiają się poboczne wątki i postacie, które zdają się nie mieć żadnego połączenia z całością. Występ Poison Ivy od biedy da się jeszcze uzasadnić tym, że Šejić chciał pokazać początki wzajemnej fascynacji obu kobiet. Inna sprawa, że chemii między nimi nie widać tu nawet w ilościach śladowych… Natomiast po co jest wątek Harveya Denta – nie mam pojęcia. Chyba tylko po to, żeby rozepchnąć całość do zakładanych trzech zeszytów.

W efekcie całość sprawia wrażenie posklejanych bez specjalnego wyczucia zlepków. Być może przyczyną jest proces powstawania komiksu ‒ jak możemy się dowiedzieć z materiałów dodatkowych, Šejić już wiele lat wcześniej wymyślił pewne pojedyncze sceny z udziałem Harley. Kiedy dostał wreszcie zielone światło od DC na tworzenie komiksu, po prostu wkleił je do fabuły.

Po czwarte, wielki finał historii nie tylko nie budzi specjalnych emocji, ale też jest totalnie chybiony. Nie chcę wchodzić w spojlery, więc napiszę tylko jedno: jeśli miała to być opowieść o Harleen, która przechodzi na „ciemną stronę mocy”, to finał zupełnie do tego nie pasuje, a wręcz stoi w poprzek wszystkiego, co dzieje się wcześniej.

Po piąte, z racji zawodu i zainteresowań nie mogę nie zwrócić uwagi na przedstawione w komiksie teorie na temat psychologii psychopatów. Ja wiem, że to tylko rozrywkowy komiks, ale wykład Harleen z początku komiksu (wygłoszony na konferencji naukowej!) to mieszanina absolutnych truizmów z totalnymi głupotami (zanikanie empatii – serio?). Naprawdę nie dało się tego przygotować bardziej kompetentnie?

Problem z Black Label

Po szóste, „Harleen” ukazała się w ramach imprintu DC Black Label, który proponować miał „intensywne, prowokacyjne i śmiałe” (cytat z oficjalnego materiału DC) podejście do komiksu superbohaterskiego, przeznaczone dla dojrzałych czytelników. Jeśli potraktować ten manifest na poważnie, a nie jako marketingową ściemę, to „Harleen” nie spełnia żadnego z tych warunków. Nie widzę w tym komiksie absolutnie niczego, czego byśmy nie znaleźli gdzie indziej. Mógłby się on spokojnie ukazać jako „normalna” publikacja DC. Co gorsza, ewidentnie wrzucono tutaj ze trzy przekleństwa i rozwaloną bejsbolem głowę tylko po to, żeby całość mogła udawać materiał dla dorosłych, godny szyldu Black Label. Sprzedawanie „Harleen” jako nowe, śmiałe podejście to jakaś kpina i niepoważne traktowanie czytelnika.

No i po siódme – rysunki. Stjepan Šejić jest utalentowanym rysownikiem, z rozpoznawalnym stylem graficznym. Wszystko w jego komiksach jest piękne, niewątpliwie potrafi rysować, zwłaszcza przyciągające uwagę kobiety. Z pewnością warstwa wizualna „Harleen” będzie dla niektórych czytelników zachętą do zakupu. Paradoksalnie jednak dokładnie ten sam powód część czytelników odrzuci. Wszystko jest tu właśnie zbyt piękne, zbyt wygładzone, cukierkowe. Šejić stara się od czasu do czasu jakoś ciekawie zakomponować planszę, ale właśnie jest to za ładne, nijak niepasujące do rzekomo mrocznego klimatu opowieści. Szkoda, tym bardziej, że można było to jakoś interesująco pogodzić, czego dowodzi znakomita okładka. Widzimy na niej piękno Harleen, ale podszyte trudną do uchwycenia grozą i wewnętrznym cierpieniem. Najwyraźniej jednak kreatywnej inwencji wystarczyło tylko na okładkę…

Falstart

„Harleen” to trzeci po „Batman: Przeklęty” i „Batman: Biały Rycerz” opublikowany w Polsce komiks imprintu DC Black Label. Drugi nieudany. „Przeklęty” jest albumem ciężkim w lekturze, rozłażącym się fabularnie, ale przynajmniej mającym kilka ciekawych pomysłów. „Harleen” nie ma nawet tego. Historia jest może bardziej przystępnie przedstawiona, ale co z tego, skoro okazuje się, że Šejić nie ma właściwie nic ciekawego do powiedzenia.

Niestety, póki co imprint, mający w pewnym sensie zastąpić legendarne Vertigo, zawodzi na całej linii i stanowi dla mnie kolejny dowód na permanentny kryzys w DC. Co gorsza, dalej nie zapowiada się specjalnie lepiej („Superman: Year One” Millera i Romity jr. – nie wiem, czy odważę się to coś przeczytać…). Jak wynika z opublikowanego właśnie katalogu Egmontu, wydawnictwo twardo będzie brnęło w wydawanie kolejnych tytułów Black Label. Nie tracę więc nadziei, że w końcu trafią się jakieś perełki. Na razie falstart.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

Michał Siromski

 

„Harleen”
Scenariusz: Stjepan Šejić
Rysunki: Stjepan Šejić
Okładka: Stjepan Šejić
Wydawca: Egmont
Tłumacz: Maria Lengren
Data wydania: 2020
Tytuł oryginalny: „Harleen”
Wydawca oryginalny: DC Comics
Rok wydania oryginału: 2020
Liczba stron: 208
Format: 216 x 276 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Cena: 79,99 zł