Rozkład normalny (lub zbliżony do niego) jest bardzo często spotykanym rozkładem prawdopodobieństwa. Jego wykresem jest krzywa zbliżona kształtem do dzwonu. Najwięcej jest wartości zbliżonych do przeciętnej w danej społeczności, a zbliżając się do każdego z ekstremów, jest ich coraz mniej. Najczęściej używanym przykładem jest wzrost. Najczęściej spotykani są mężczyźni mający ok. 170-180 cm. Znacznie rzadziej widzimy takich mających 150 lub 200 cm. W przypadku wartości nieliczbowych ten mechanizm znajduje też zastosowanie w innych cechach możliwych do rozłożenia na dwubiegunowym kontinuum.

Przykładem może być sprzyjanie faszyzmowi. W jednym z artykułów, który opisywał zachodzące obecnie przemiany światopoglądowe, a do którego link niestety zgubiłem, można było przeczytać, że zasadniczo w każdym społeczeństwie jest kilka procent ludzi zawsze i niezależnie od konsekwencji przejawiających zachowania podszyte ksenofobią, nietolerancją, nienawiścią itd. oraz kilka procent zawsze, niezależnie od konsekwencji postępujących dokładnie na odwrót (otwarcie, tolerancyjnie itd.). Jest też ok. 15 procent skłaniających się ku każdemu z ekstremalnych zachowań, ale którzy nie postępują zgodnie ze swoimi przekonaniami, bo obawiają się reakcji innych. Przykładowo, nie opluwają i nie biją na ulicach ciemnoskórych, imigrantów lub homoseksualistów, bo grożą za to realne konsekwencje (więzienie, utrata pracy, ostracyzm społeczny), ale gdyby tylko mogli zrobić to bez ich poniesienia, to pewnie złapaliby za pochodnie i widły. Ludzie są też oportunistami i dążą do własnego szczęścia i stabilnego życia (cokolwiek przez to rozumieją). Jeśli społecznie akceptowalne albo nawet wynagradzane jest bycie rasistą, członkiem partii komunistycznej, faszystowskiej czy skrajnie nacjonalistycznej, to przeciętny człowiek postąpi tak, żeby mu było najlepiej, najwygodniej i najbezpieczniej.

Gdy istnieje społeczne przyzwolenie na wspomniane negatywne zachowania, pojawia się poważne niebezpieczeństwo. Z kilku procent faszystów nagle robi się kilkanaście, a wartość krytyczna to ok. 25-30%, bo to pozwala na przejęcie władzy. Zazwyczaj wszelkie opowieści, dla podniesienia dramaturgii oraz jasności przekazu, koncentrują się na bohaterach reprezentujących wyraziste poglądy. Tymczasem pomiędzy biegunami i skłaniającymi się ku nim jest spora grupa (często ponad 50% społeczeństwa), która naśladuje to, co widzi wokół siebie. Człowiek to mimo rosnącego indywidualizmu wciąż zwierzę stadne. W stadzie jest bezpiecznie, więc większość obawia się wyrzucenia poza jego obręb.

Strategią przetrwania dla wielu ludzi w niespokojnych czasach jest więc niewychylanie się. Jednym z takich ludzi jest tytułowy redaktor powieści „Twierdzi Pereira” Antonio Tabucchiego, której komiksową adaptację wydano właśnie w Polsce. Akcja toczy się w stolicy Portugalii w czasach faszystowskiej dyktatury Antonio Salazara, a dokładniej w 1938 roku, a więc w przededniu drugiej wojny światowej, w trakcie wojny domowej w Hiszpanii. Redaktor Pereira jest samotnym, otyłym, starzejącym się wdowcem, rozmawiającym z portretem żony, trapionym przez problemy zdrowotne, który redaguje dodatek kulturalny do popołudniówki „Lisboa”. Wcześniej przez trzydzieści lat redagował kronikę kryminalną. Na kartach komiksu obserwujemy jego codzienną rutynę. Kawa na śniadanie. Podróże do redakcji, która jest tak naprawdę jednym pokojem, bo całą redakcję kulturalną stanowi bohater. Posiłki. Najczęściej omlety, bo takie przygotowuje dla niego ledwie piśmienna dozorczyni redakcji, która (jak twierdzi Pereira) najprawdopodobniej jest konfidentką policji, oraz takie (z aromatycznymi ziołami) podają w Cafe Orquidea, w której najczęściej przesiaduje. Pije głównie lemoniadę z dużą ilością cukru (pół szklanki lemoniady, pół szklanki cukru). W ramach pracy najczęściej tłumaczy dzieła francuskich pisarzy. Dodatek wychodzi raz na tydzień, więc nie przemęcza się zbytnio. Najczęściej nie podpisuje swoich tekstów.

Leniwie, monotonnie mijają mu dni i tygodnie w portugalskim upale. Pewnie mijałyby tak jeszcze długo, ale pewnego dnia trafia na intrygujący przedruk fragmentu pracy magisterskiej o śmierci. Postanawia nawiązać współpracę z autorem tejże, niejakim Monteiro Rossim. Chłopak okazuje się być antyfaszystą i jego teksty nie nadają się do publikacji, bo „Lisboa”, jak twierdzi Pereira, jest tylko nieznaczącą popołudniówką, która stroni od polityki i, pomimo tego że jest katolicka, zachowuje neutralność światopoglądową. Nie zrywa z nim jednak stosunków i inwestuje w jego rozwój. Tak przynajmniej twierdzi. Poznaje też jego dziewczynę Martę, która jest jeszcze bardziej radykalna w swoich antyfaszystowskich i komunistycznych poglądach. Niezmiernie ubawił mnie fakt, że na miejsce pierwszego spotkania młodzi wybrali potańcówkę zorganizowaną przez młodzieżówkę faszystowską, bo tylko tam nie było żadnych policjantów, którzy musieliby czuwać nad prawomyślnością imprezy.

To spotkanie nie do końca wyrywa Pereirę z dotychczasowego marazmu. Jego życie dalej toczy się ślamazarnie do przodu, bo ciężko jest zmienić dotychczasowe przyzwyczajenia i narazić się na niebezpieczeństwo. Pereira, tak jak większość ludzi, nie jest bohaterem. Początkowo komiks (i powieść, którą też przeczytałem) bardzo skojarzyły mi się z Upadkiem Alberta Camusa. Tam też żar leje się z nieba i panuje egzystencjalna nuda. Marsault prowadzi przewidywalne życie urzędnika. Żyje kompletnie pozbawiony emocjonalnego związku z otaczającą go rzeczywistością. Nawet gdy umiera jego matka, nawiązuje romans z kobietą i ostatecznie zabija człowieka, jakby przechodzi obok tych wydarzeń. Ostatecznie ponosi karę śmierci za swój czyn, ale do końca pozostaje poza społeczeństwem i jego regułami.

Pereira jest podobny w swojej chęci alienacji od otaczającej go rzeczywistości. Ta jednak mu na to nie pozwala. Wraz z rozwojem akcji pojawia się coraz więcej przesłanek zmuszających do tego, żeby zająć konkretne stanowisko względem tego, co się dzieje w Portugalii i Europie. Wydaje mi się, że trochę lepiej rozegrano to w powieści. Na początku narracja koncentruje się główne na Pereirze, jego życiu i relacji z otoczeniem (redakcją, dozorczynią, Monteiro i Martą), a wraz z rozwojem akcji pojawia się coraz więcej informacji o niepokojących zdarzeniach, jakie go otaczają. Prawie zawsze przy wspomnieniu Cafe Orquidea lub otoczenia redakcji autor wspomina o żydowskiej jatce. W jednym z późniejszych fragmentów Pereira mijający sklep widzi właścicieli zamazujących antysemickie napisy. W drodze z kąpieliska w pociągu spotyka żydówkę niemieckiego pochodzenia starającą się o wizę amerykańską, która wspomina o sytuacji w Europie. Te epizody nie pojawiają się w komiksie. Szkoda, bo Tabucchi w posłowiu wspomniał, że kwestia żydów była dla niego bardzo istotna. Dlatego nazwał bohatera Pereira. To po portugalsku znaczy „grusza i jest nazwiskiem żydowskiego pochodzenia. Tak jak we Włoszech nazwiska żydowskie pochodzą m.in. od nazw miast, tak w Portugalii głównie od nazw drzew.

Najlepiej jednak przemianę widać w rozmowach z kelnerem w jego ulubionej kawiarni. Plotki były bowiem głównym źródłem prawdziwych informacji w kraju, gdzie gazety są cenzurowane, a rząd popiera działalność gen. Franco, niemieckich i włoskich faszystów. Na początku odpowiedzi kelnera na pytania o to, co się dzieje, są zdawkowe i wymijające („Straszne rzeczy, redaktorze Pereira”). Kolejne rozmowy są bardziej konkretne i kelner wspomina nawet, że jego kuzyn łapie londyńskie radiostacje, które są oczywiście źródłem informacji nie przefiltrowanych przez cenzurę. Te drobne, ale znaczące sceny najwyraźniej nie zwróciły uwagi autora komiksu, który je pominął w swojej interpretacji. Zastąpił je jedynie wyobrażeniem Pereiry o zabójstwie chłopów w Alentejo (region na północy kraju) zaraz na początku komiksu oraz spotkaniem z policjantami katującymi przechodnia. Pokazują one terror panujący w kraju, ale nie widać stopniowej przemiany w postrzeganiu świata przez bohatera i kwestii nasilających się prześladowań żydów.

W obu wersjach wydarzenia pokazujące tło polityczne właściwie do finału nie są bardzo wyraziste. Dzieją się… właśnie w tle. Wydaje mi się, że to pokazuje, że nawet w najgorszej sytuacji (wojny, dyktatury) zdarzają się miejsca, w których żyć można względnie spokojnie. Zwłaszcza jeśli przymknie się oczy na to, co się dzieje wokół, nie zadaje zbyt wielu pytań, nie ma dostępu do informacji, a prześladowania nie dotyczą nas samych ani naszych bliskich. W takiej komfortowej sytuacji był właśnie redaktor.

Wspominałem już, że Pereira, jak większość ludzi, nie ma zadatków na bohatera. Nie chce się angażować. Jak sam twierdzi, nie interesuje go polityka, a literatura jest dla niego najważniejszą rzeczą na świecie. Komiks świetnie przedstawia jego wahania i niezdecydowanie. Oczywiście opiera się w tej kwestii na książce, ale to medium dysponuje wieloma świetnymi narzędziami, które mogą pokazywać życie wewnętrzne bohaterów. Pereira wielokrotnie myśli co innego, niż robi i mówi. Sądzę, że to jest właśnie źródłem tytułu. Chciałby być bardziej stanowczy, zdecydowany i pewny siebie, ale cały czas trapią go wątpliwości i chęć pozostania na uboczu. Tylko czy możemy ufać temu, co twierdzi, skoro czyny często temu zaprzeczają? Co nie powinno dziwić, bo w krajach totalitarnych, gdzie nie ma wolności, często wykształca się taki właśnie dualizm. Ludzie, świadomie lub nie, przyjmują maskę akceptacji i posłuszeństwa dla własnego bezpieczeństwa. Mówiła o tym też Marjane Satrapi kilka lat temu w trakcie spotkania w ramach Festiwalu Conrada. Tutaj, co ciekawe, ten schemat działa na opak. Pereira wzbrania się przed jakimkolwiek zaangażowaniem, ale jego czyny przeczą temu.

W komiksie pokazano te rozbieżności pomiędzy myślami i uczynkami za pomocą dymków przedstawiających myśli bohatera. Często pojawiają się w nich proste piktogramy, które zastępują dłuższe opisy z książki. Także dysputy pomiędzy skonfliktowanymi częściami jego osobowości są pokazane graficznie, za pomocą drobnych sylwetek bohatera reprezentujących odmienne punkty widzenia. Ogólnie autor bardzo dobrze wykorzystuje unikalne możliwości komiksu. Podobają mi się też projekty postaci. Właściwie po zarysie można rozpoznać każdą z nich, co ułatwia zabawę formą.

Bardzo cieszy mnie też erudycja Tabucchiego, którą zachowała adaptacja. Zmiana, jaka stopniowo zachodzi w redaktorze, jest komentowana przez różne teorie psychologiczne i filozoficzne. Jako że redaktor zajmuje się literaturą, często poruszane są tematy z nią związane. Oczywiście wybór dzieł, pisarzy i poetów, którzy się przewijają przez powieść, nie jest przypadkowy. Warto po lekturze zapoznać się przynajmniej z notkami biograficznymi, jeśli nie są Wam znajome. Oczytany odbiorca na pewno znacznie więcej wyniesie z tego komiksu.

To niejedyna komiksowa adaptacja Twierdzi Pereira. Istnieje również wcześniejsza, włoska wersja (tutaj można podejrzeć kilka stron). Zdaje się być rysowana i kolorowana bardziej realistycznie, a ze stron, które widziałem, wnioskuję, że porusza dosadniej tematy polityczne, podczas gdy recenzowana francuska raczej koncentruje się na psychologii bohatera. Wydaje się być równie ciekawa, ale chyba bardziej podoba mi się ta wydana u nas.

Rysunki Pierre’a-Henry’ego Gomonta są bardziej ekspresywne, a kolory bardziej tworzą nastrój danej sceny. Świetnie oddają kolory centrum prawdziwej Lizbony i Portugalii. Biel fasad domów i pomarańcz dachówek, rozżarzone przez światło słoneczne i skontrastowane z błękitem bezchmurnego nieba. Z kolei sceny w licznych parkach i ogrodach (często wieczorne, gdy upał już zelżeje, a ludzie powoli budzą się do życia) są utrzymane w chłodnej zielono-niebieskiej tonacji. Rysunki oczywiście przedstawiają autentyczne miejsca w mieście. To dla kogoś, kto, jak ja, dobrze poznał Lizbonę, na pewno będzie dodatkowym atutem. Powieść, gdzie pada dużo więcej nazw ulic i konkretnych miejsc, właściwie czytałem z Google Maps i sprawdzałem, czy nie przechodziłem kiedyś obok redakcji Pereiry.

Kompletnie zaskoczyła mnie ta publikacja Mucha Comics. Zaskoczyła oczywiście pozytywnie, bo to bardzo fajny kawałek komiksu. Porusza temat ludzi, którzy najczęściej są przemilczani w opowieściach o burzliwych momentach w historii. Pokazuje bohatera prawie do końca wątpiącego, niepewnego, czyli bardzo ludzkiego. Bo pomimo płomiennych deklaracji, tak naprawdę do momentu próby nikt nie wie, jak się zachowa w sytuacji kryzysowej. Podoba mi się też, że podejmuje ten i tematy wspomniane w kolejnych akapitach bardzo subtelnie. Bez nadmiernego dydaktyzmu i dosłowności.

Wspomina też o roli mediów i dostępie do rzetelnych, prawdziwych informacji, które są kluczowym elementem systemu demokratycznego. Wydaje mi się to szczególnie ważne w sytuacji, gdy prawda coraz bardziej ginie na rzecz własnych interpretacji rzeczywistości, prezydent Stanów Zjednoczonych wielokrotnie lżył dziennikarzy za to, że mu nie sprzyjają. Kilka dni temu jedna z barwniejszych postaci amerykańskiej alt-prawicy (mieszanka skrajnie prawicowych poglądów, rasizmu, neonazizmu, ksenofobii, mizoginii i homofobii) stwierdziła, że czeka na samozwańcze oddziały, które będą strzelać do dziennikarzy bez ostrzeżenia. Dzień później strzelec wtargnął do redakcji jednej z waszyngtońskich gazet i zastrzelił pięć osób. Na naszym poletku już od jakiegoś czasu funkcjonuje fałszywa ekwiwalencja rzetelnych dzienników i programów telewizyjnych z ultraprawicowymi gadzinówkami, które szerzą nienawiść i kreują alternatywną rzeczywistość.

Mówi w końcu o tym, że wyobcowanie ze społeczeństwa, chociaż wygodne, niekoniecznie jest możliwe. Zwłaszcza gdy zagrożone są podstawowe wolności, ze znaczenia i istnienia których najczęściej nie zdajemy sobie sprawy, dopóki ich nie zabraknie. Każdy z nas może kiedyś znaleźć się w sytuacji, która będzie wymagać odwagi cywilnej i w większości wypadków (bo przypominam, że tylko kilka procent społeczeństwa ma na tyle silny kręgosłup moralny) będzie podobnie skonfliktowany co redaktor Pereira. Warto wtedy pamiętać słowa Sławoja Żiżka, że czasem bezczynność to najbardziej brutalny sposób postępowania.

Konrad Dębowski

Dziękujemy wydawcy za udostępnienie egzemplarza.

Tytuł: „Twierdzi Pereira”
Tytuł oryginału: „Pereira pretend”
Scenariusz: Pierre-Henry Gomont na podstawie powieści Antonio Tabucchiego
Rysunki: Pierre-Henry Gomont
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Wydawca: Mucha Comics
Data polskiego wydania: maj 2018
Wydawca oryginału: Gomont
Data wydania oryginału: 2016
Objętość: 160 stron
Format: 205 x 280 mm
Oprawa: twarda
Druk: kolorowy
Cena okładkowa: 89 złotych